Analiza meczu Hornets – Grizzlies

Podszedłem do tego meczu bez empatii. Nie chciałem zbyt wiele wymagać od Hornets, szczególnie w takim pojedynku przeciwko naprawdę mocniejszemu rywalowi, który ma przewagę na każdej pozycji. Jednak ku mojemu zaskoczeniu Pelicans pokazali zęby i to oni dyktowali warunki w tym meczu. No ok, w czwartej kwarcie.

W tym meczu nie brakowało niczego,  nie był on tak interesujący jak dwa poprzednie tego wieczoru (Celtics – Heat i Lakers – Thunder), a nawet mogę stwierdzić, że był dosyć nudny. W drugiej połowie wynudziłem się niemiłosiernie oglądając dwie uzbrojone po szyje armie żołnierzy, którzy zamiast ciężkiej broni białej rzucają się śnieżkami. I to był właśnie taki typ meczu, z twardą obroną, a co za tym idzie z niewielką ilością punktów. W takich spotkaniach o końcowym wyniku decydują, prawie zawsze, szczegóły.

Dobre strony:

– Ryan Anderson – W końcu się rozstrzelał z dystansu i to „for real”. Po poprzednim miernym meczu z Rockets, gdzie naprawdę wysoko postanowili kryć Andersona, zawodnik ten wziął się do roboty i zaczął strzelanie. Mimo ogólnie dobrej defensywy Grizzlies, nie potrafili oni sobie poradzić z upilnowaniem silnego skrzydłowego Hornets. Gubili się w kryciu tego gracza, który skutecznie to wykorzystywał. I tutaj mamy pierwszy szczególik, który decydował o losach meczu, czyli trafianie trójek z czystych pozycji. Trafiał Anderson, trafił również i Rivers (szok!).

 

Obrona – W końcu coś podziałaliśmy w tym aspekcie gry. Aminu wykonał świetną pracę na Gayu, który nie potrafił się wstrzelić w kosz gości. Zakończył mecz z skutecznością 3/17, z czego 1/7 to były rzuty trzypunktowe. Do tego miał 4 straty. Do tego Aminu miał, aż 10 zbiórek w obronie (dwa razy więcej, niż Davis, to pokazuje jakie braki siłowe ma Anthony), a Eric Gordon 4 przechwyty i 2 bloki. Niestety, jak zwykle, w obronie słabo, żeby nie powiedzieć fatalnie, zagrał Greivis Vasquez. Nie ma on tej szybkości, aby dorównać innym rozgrywającym. Pokazuje to także skuteczność po drugiej stronie parkietu (2/16).

 

Ławka – Gdyby nie postawa graczy wchodzących z ławki Szerszeni, to mogło być już po meczu w pierwszej połowie. Świetne grał Jason Smith, który o dziwo nie miał żadnego faulu w ataku, a do tego zdobył 8 punktów w ostatniej kwarcie, pomagając Andersonowi i Vasuqezowi zamknąć spotkanie. Zaskoczył mnie także Rivers, który przeciwko Bayless’owi, miał małe szanse na jakikolwiek sukces. A tutaj nie rzucał na siłę, trafił jedną trójkę z czystej pozycji, miał tylko jedną stratę. Problem teraz tkwi tylko w jego rzutach wolnych (1/4). Obecnie „dogonił” Howarda w skuteczności z linii…

 

Słabe strony:

Hornets znowu mnie zaskoczyli i zagrali spotkanie, w którym naprawdę ciężko było się dopatrzeć słabych stron. Oczywiście to nie oznacza, że ich nie było, jednak nie były one tak znaczące dla wyniku, żebym je „myślnikował”.

Tony Allen po prostu ratował Hornets przed Gordonem i zmuszał tym samym Vasqueza do rzucania, który po prostu nie miał dnia do gry. A jak wszyscy wiemy Monty opiera swoją grę na pick and rollach, a te dzisiaj Gordonowi nie wychodziły przeciwko tak świetnemu defensorowi. Jednocześnie zabrakło porządnej wieży, który zasłoną potrafiłby wymusić zmianę krycia na wysoki-niski. Szerszenie jeszcze tego nie opanowali, a Monty pokazał, że daleko mu do świetnego ofensywnego koordynatora.

Słaba noc Anthonego Davisa i fatalna Greivisa Vasqueza. Pierwszy zagrał słabą pierwszą połowę, jednak wrócił do meczu w trzeciej kwarcie, w której zdobył 8 punktów. Niestety, oddał rywalowi, aż 5 strat, co nie powinno się przytrafiać pierwszemu wyborowi w Drafcie. W obronie także dodał swoje 4 cegiełki w postaci 2 przechwytów i dwóch bloków. Drugi zaś rzucał i rzucał, i rzucał, i pudłował. Tyle można o jego grze powiedzieć, już pewnym momencie podejrzewałem Aminu, że trafiałby wszystkie te rzuty, które odpalał Wenezuelczyk. Jednak rozdał swoje 11 asyst, w tym dwa alley-oopy do Davisa, które chcemy oglądać częściej!

Jak już mówiłem, Gordon zagrał słabo w ofensywie, ale w obronie naprawdę wykonał dobrą robotę. Jego poczynania w ataku mogą zostać usprawiedliwione pojedynkiem z jednym z najlepszych defensorów w lidze (o ile nie najlepszym na obwodzie). Oby tylko takie mecze nie zdarzały mu się ponownie.

Następny mecz Pelicans zagrają już we wtorek z Los Angeles Lakers!