Analiza meczu Warriors – Hornets

Kolejny udany powrót Carla Landry’ego i Jarretta Jacka na stare śmiecie. Oboje byli liderami ubiegłorocznej drużyny Hornets, teraz razem z Warriors wrócili do Nowego Orleanu, aby pokazać, że pozbycie się ich nie było dobrym pomysłem, przynajmniej patrząc na krótki okres czasu.

Mecz był świetny, dopisywał w każdym aspekcie. Momentami mógł zawodzić przez gwizdki sędziów, które, moim zdaniem, były lekko stronnicze, a już na pewno nie były one pod gospodarzy. Curry wrócił do składu po opuszczonych kilku meczach z powodu urazu kostki. David Lee wypadł z rotacji, również przez kostkę. W Oakland chyba nie lubią za bardzo jak ktoś ma zdrowe stawy skokowe.

Szerszenie mieli w tym meczu wzloty i upadki. Podchodząc do analizy ciężko znaleźć główny powód przegrania tego meczu, stricte koszykarski. Może najlepiej będzie jak podzielę analizę na dobre i złe aspekty gry Hornets, które miały największy wpływ na wynik, a później indywidualna ocena.

 

 

Dobre strony:

Duet Vasquez- Davis. W końcu zobaczyłem mecz, w którym ci dwaj potrafili ze sobą grać pick and rolle. Davis do tego świetnie się ustawiał pod zasłonach, więc Vasquez nie miał większego problemu z dostarczaniem mu piłek. Anthony miał także świetną skuteczność, do tego rozegrał świetny all around game.  Już w pierwszej połowie zdobył 8 punktów, do tego dołożył 6 zbiórek, jedną asystę, jeden przechwyt i dwa bloki. Mecz zakończył z statystykami: 20/10/4/1/4.

Vasquez natomiast nie miał świetnej nocy rzutowej. Zdobył tylko 8 punktów trafiając tylko 3 na 10 prób. Miał za 15 asyst i 4 zbiórki. Zaczął grać tak jak na początku sezonu, czyli podawał świetnie do Davisa, który znajdował miejsce przy linii końcowej w odległości 3-4 metrów od kosza. Mając przed sobą takiego zawodnika jak Curry, który potrafi seryjnie kraść piłki, ograniczył się tylko do dwóch strat! W ciągu 34 minut to naprawdę robi wrażenie.

Austin Rivers – Nie miał świetnego meczu jeżeli chodzi o straty, ale jego monstrualny wyczyn w czwartej kwarcie naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Mecz zakończył z 8 punktami (4/6 z gry), jedną zbiórką i dwoma asystami. Na boisko wszedł pod koniec 3 kwarty, gdy Hornets byli w trakcie runu 19-5. Zaatakował pewnie obręcz dwa razy i obie próby wykorzystał perfekcyjnie, na początku czwartej kwarty powtórzył owe próby i to był koniec jego szaleńczego punktowania. Niby nie dużo, ale widać, ze chłopak wraca do grania, a wygrana nad ojcem dodała mu tylko pewności siebie.

Trzecia kwarta – Trzecia kwarta dla Hornets była niczym fatum, wszyscy baliśmy się jej, bo wiemy jak ona wyglądała w poprzednich spotkaniach, może lepiej będzie jak powiem w miesiącach. Tym razem pokazaliśmy pazur i potrafiliśmy wrócić do meczu przegrywając nawet 16 punktami! Właściwie to Hornets już przyzwyczaili nas do tego, że potrafią wrócić świetną obroną do meczu. Do tego w tej kwarcie niesamowicie zagrał Al-Farouq Aminu! Zdobył w niej 10 punktów, zebrał 3 piłki i rozdał jedno podanie.

 

 

Słabe strony:

Sędziowie – Naprawdę w każdym meczu są jakieś głupie gwizdki, ale w tym meczu to już była naprawdę przesada. Warriors w 4 kwarcie rzucili 17(!) punktów z linii rzutów wolnych! To jest niedorzeczne. Do tego faule gwizdali off-ball przy 2 minutach do końca meczu, tego się nie robi! Do tego przy jednej z penetracji Gordona, którego zaatakowało trzech zawodników, musieli przemyśleć czy to będzie dobry gwizdek i był on trochę spóźniony. Jednak przy sytuacji, gdy Curry potknął się o nogę Ezeliego, który stawiał dla niego off-screena to już nie mieli wątpliwości… Żałosne.

Obrona w pierwszej połowie – Fakt faktem, że Thompson był nie do powstrzymania. Łapałem się za głowę patrząc na ilość punktów, które nam nastukał (24 w pierwszej połowie), przy skuteczności blisko 90%! Szerszenie dali sobie rzucić 67 punktów w pierwszy dwóch dwunastkach, co jest jednym z najgorszych wyników w tym sezonie. Zdecydowanie kulała rotacja, zawsze ktoś z Wojowników zostawał niekryty, a przede wszystkim wyglądaliśmy na zmęczony i/lub leniwych.

Końcówka Erica Gordona – Nie chciałbym go zlinczować za cały mecz. Trafił 3 trójki na przestrzeni 2. i 3. kwarty, zdobył 23 punkty, ale jednak końcówkę meczu zawalił. Fakt, że aż 4 razy był na linii wolnych i ani razu się nie mylił, trafił także ważny rzut z półdystansu, ale później? Fatalna strata, po prostu podał jak amator. Krycie jeden na jeden i komu się widzi by podawać przez całą połowę? Jack nie ruszył się z miejsca, a wystarczyło mu uniesienie rąk, aby to nieudolne podanie przechwycić. Nie można go karać także za to, że spudłował później game-winnera.

Podwajanie Carla Landry’ego – Za cholerę nie mogłem się domyślić dlaczego non stop był on podwajany. Każda taka próba kończyła się oddaniem piłki na obwód i kolejnym rzutem za trzy ze strony Warriors, którzy są przecież świetnie rzucającym zespołem. Dla mnie to było po prostu nieporozumienie, patrząc na to, że Landry poza pierwszą kwartą to nie pokazał nic więcej.

 

 

Oceny dla graczy Hornets:

Anthony Davis – Jak już mówiłem wcześniej, zagrał świetnie, zanotował niesamowite statystyki, w przyszłości jest moim kandydatem do Quadruple-Double i 5/5/5/5/5. Ocena: 5+

Al-Farouq Aminu – Zagrał świetną trzecią kwartę, która była decydująca o tym, że mecz był na styku. Zdobył w niej 10 punktów i zebrał 3 piłki. Widać, że wrócił do formy z początku sezonu i może być świetną opcją z ławki w przyszłości. Ocena: 4+

– Eric Gordon – Zagrał dobre spotkanie, jednak końcówkę zawalił. Nie miał jednak porywającego meczu, w którym prowadziłby swoją drużynę. Miałem wrażenie, że w pewnym momencie chciał zagrać takiego Thompsona, który tylko kiedy dostaje piłkę od razu ekspediuje ją rzutem w kierunku kosza. Dzisiaj było za mało Gordona w Gordonie. Ocena: 4

– Greivis Vasquez – Kiepski mecz rzutowo, multum asyst, mało strat. Na początku miał fatalną obronę, był trochę w niej zagubiony, ale później już było tyko lepiej. Monty Williams pomógł mu się ogarnąć. Ocena: 4

 – Ryan Anderson – Rzucił 19 punktów, dodał 5 zbiórek i 3 asysty. Słaba skuteczność, za 3 (2/7) co w porównaniu do poprzednich meczów raczej nie powinno być zaskoczeniem. Błędem, moim zdaniem, jest oddawanie mu piłek w izolacjach, mimo iż radzi sobie ostatnio w tym aspekcie, ale to nie jest ten tym gracza. Ocena: 4.

Robert Mason Jr. – Moim zdaniem zagrał dzisiaj najlepiej z ławki. Wszedł pewnie, 5/7 z gry, 12 punktów, zagrał jak weteran, który porwał drużynę swoimi celnymi rzutami. Jest naprawdę wartościowym zawodnikiem z ławki. Ocena: 4+.

– Jason Smith – Cichutko. Dostał tylko 17 minut, zdobył 4 punkty, czasami próbował nieudolnie blokować rzuty, ale nic z tego. Ocena: 2+

Austin Rivers – Pierwszą połowę miał słabą, w drugiej postanowił się poprawić i zdobył 8 punktów po penetracjach(!). Jego forma rzutowa ciągle kuleje, bo przestrzelił jedną czystą pozycję za 3. Jednak jak na Austina Riversa zagrał dobre spotkanie. Ocena: 4-

 

  • DYoda

    Powinni wygrać ten mecz … szkoda

  • Marios

    Z innej beczki:
    Seattle Supersonic wracają do Nba!

    • Szkoda, że kosztem Kings, ale jest to fantastyczna wiadomość. Seattle się należało 🙂

      • Lynch

        Nie bardziej od Sacramento.

  • Widać, że Austin jest już pewniejszy siebie i zaczyna trochę lepiej grać. Coraz rzadziej się waha i wchodzi na pewniaka pod kosz. Wciąż brakuje trochę pewniejszej ręki, ale widać progres.

    Rivers to trochę klucz do naszych zwycięstw. Wciąż brakuje nam kogoś kto wspólnie z Gordonem będzie mógł seryjnie zdobywać punkty, kimś takim może być Austin, a wtedy wygrane będą przychodzić o wiele łatwiej.

  • mike

    Nie cierpię kiedy o wyniku meczu decydują sędziowie. I nie ważne czy przez to przegrywamy, czy wygrywamy.
    Przypomniał mi się adsurdalny gwizdek, tak gdzieś z przed dwóch tygodni – kurde nie pamiętam z kim graliśmy ( chyba Atlanta )- gdzie zawodnik po idealnym podaniu, praktycznie z czystej pozycji zasadził power dunka, nasz obrońca się spóźnił, a mimo to odgwizdany był faul ofensywny !!?? Mimo, że decyzja na naszą korzyść, to można było tylko pokręcić z niedowierzaniem głową.