Bez Davisa i Smitha Hornets wygrywają z Pistons

New Orleans Hornets mogli dzisiaj zagrać ten mecz w dwóch różnych humorach. Być zdołowanym przez 48 minut po tym jak stracili na cały sezon Jasona Smitha i na kilka spotkań Anthony’ego Davisa lub zagrać podwójnie zmotywowani i zadedykować to starcie Jasonowi, z którym zagrają wspólnie dopiero w przyszłym sezonie. Wybrali tą drugą opcję. 

Spotkanie zaczęło się dla Szerszeni bardzo źle. Pudłowali wszystko co dało się pudłować w pierwszych minutach i Detroit Pistons wygrywali już w pewnym momencie 16 – 6. Monty Williams poprosił o czas i sytuacja diametralnie się odmieniła. Greivis Vasquez, Rogers Mason i bardzo dobrze spisujący się Austin Rivers podgonili nieco „Tłoki” i zaczęli grać z nimi jak równy z równym. Udało się po pierwszych 12 minutach przegrywać już tylko 4 „oczkami” 27 – 23. 

Kolejne kwarty to bardzo równa gra obydwu zespołów. Po stronie Pistons wciąż świetne zawody rozgrywali Greg Monroe i Brandon Knight, a w Hornets wyglądało to jak zmiana warty. Raz Greivis Vasquez, później Ryan Anderson czy zaraz później dwie trójki z rzędu Erica Gordona. Wciąż brakowało jednak po obu stronach tego jednego ciosu po którym wyszliby na prowadzenie.

Były momenty kiedy Ryan Anderson wchodził w tryb „ceglenia” i nie potrafił znaleźć sposobu na punkty poza rzutami wolnymi. Podobnie miał też Eric Gordon kiedy pudłował wszystkie swoje rzuty.

W trzeciej kwarcie Hornets przejęli jednak trochę inicjatywę. Greivis Vasquez grał fenomenalnie, a pomagali mu w tym trochę powracający do „żywych” Ryan Anderson i walczący jak bestie na deskach Al-Farouq Aminu i Lance Thomas. Po „trójce” w końcówce Ryno Szerszenie wyszły na prowadzenie po trzeciej kwarcie 74 – 69.

W ostatniej ćwiartce spotkania swój popis umiejętności dał Wenezuelczyk. „Trójki”, floatery i asysty – to wszystko należało do Vasqueza. Na 5 minut przed końcem Hornets wygrywali 89 – 82, a na parkiet wchodził Eric Gordon. Wydawać by się mogło, że to już po zawodach, a EJ zakończy robotę. Tak się jednak nie stało, a Gordon zaczął tracić i pudłować przez co Pistons znów zbliżyli się do Hornets.

Wtedy niesamowicie dużo drużynie dał po raz kolejny Al-Farouq Aminu. Zbierał piłki przez co Hornets mogli mieć kilka szans na zdobywanie punktów, przy tym też świetnie bronił Monroe’a czy Maxiella. Greivis Vasquez wyprowadził drużynę na trzypunktowe prowadzenie na 12.1 sekund przed końcem spotkania. Było to kluczowe zagranie. Zaraz później Nigeryjczyk Aminu zebrał piłkę w obronie po czym wylądował na linii rzutów wolnych i wykorzystał dwa rzuty. Wygrał dla Hornets spotkanie, a dla kibiców darmowe jedzenie.

Greivis Vasquez zakończył to spotkanie z 25 punktami, 9 asystami, 4 zbiórkami, 2 przechwytami i 0 stratami. Trafił też 8 z 15 oddanych rzutów. 19 punktów i 13 zbiórek miał również Ryan Anderson, a swoje 21 „oczek”, 4 zbiórki i 3 asysty dorzucił Eric Gordon.

Al-Farouq Aminu jak zwykle poszalał na deskach i zebrał aż 14 piłek dorzucając do tego 8 punktów i 1 blok. Robin Lopez miał 10 punktów, 5 zbiórek i 5 bloków. Z ławki najlepiej zagrał Austin Rivers, który w 26 minut zdobył 7 „oczek” (3-4 z gry) i 3 asysty.

Po stronie Pistons trzeba wyróżnić duet Knight-Monroe. Rozgrywający zdobył 22 punkty (10-18 FG), 3 asysty i 4 zbiórki, a środkowy miał 27 punktów i 10 zbiórek. Po 10 „oczek” rzucili Maxiell i Singler, a 11 asyst rozdał Jose Calderon.

  • mike

    Można nie lubić Vasqueza, ale w tej chwili to najjaśniejsza gwiazda naszej drużyny i bez niego zwycięstwa moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki, no może dwóch ;P

    • W sumie to ciężko go nie lubić. Świetny zawodnik z wielkim sercem na i poza parkietem. Bez niego byłoby jeszcze gorzej niż jest teraz.

      Jestem ciekawy czy zaczną tankować :))