Cenne zwycięstwo z Grizzlies

New Orleans Pelicans to chyba najbardziej nierówna drużyna w NBA. Pelikany prowadzone przez Monty’ego Williamsa potrafią jednego dnia wygrać z dobrze funkcjonującą ekipą z San Antonio, aby potem ulec w Indianie. Nie inaczej było i w ostatnich dniach, gdy Pelicans ponieśli bardzo rozczarowującą porażkę w Charlotte, ale zrehabilitowali się grając już u siebie z pretendentami do tytułu – Memphis Grizzlies i doprowadzając do zwycięstwa 106 – 95.

Monty Williams przed spotkaniem zdecydował się na zmianę pierwszej piątki, wprowadzając do niej Dante Cunnighama aby dodać nieco centymetrów i polepszyć defensywę. Tym samym z ławki rezerwowych rozpoczynać mecz miał Tyreke Evans. Taka decyzja była bardzo trafna, a zespół z Nowego Orleanu wyglądał na bardziej zbilansowany i po prostu groźniejszy.

Jrue Holiday – zagrał świetne spotkanie, był agresywny po obu stronach parkietu i robił olbrzymią różnicę. 23 punkty i 8 asyst, moglibyśmy to oglądać co mecz, a wówczas Pelicans trudno byłoby pokonać. Jrue siedział rzut, ale to co najbardziej rzucało się w oczy to kolejny raz jego znakomita obrona, która wybijała z rytmu Mike’a Conley’a, będącego 7-18 z gry. Holiday nie popełnił dziś też żadnej straty i był prawdopodobnie MVP zwycięstwa z Grizzlies. Ocena: 5+

Eric Gordon – można by powiedzieć, że momentami wyglądał jak ten stary, dobry Eric. Był agresywny, oddawał rzut tylko jeśli widział, że został przez chwilę osamotniony. Widać było jak jego pewność siebie wraca z każdym trafionym rzutem, a mecz skończył 5-7 z gry, 3-4 za trzy. Poza celnym rzucaniem starał się też asystować kolegom i był świetną opcją w poruszaniu piłką, czego tak bardzo ostatnio brakowało. Ogromną różnicę robi też w defensywie, gdzie wypełnił lukę po własnym zastępcy Luke’u Babbittcie. Monty Williams powinien pomyśleć jeszcze nad tym aby dać Gordonowi więcej swobody i pomóc mu oddawać 0koło 10 rzutów na spotkanie. Ocena: 4+

Dante Cunningham – powoli staje się moim ulubionym zawodnikiem w tej drużynie. Wyszedł w pierwszej piątce i robił dokładnie to co oczekiwali od niego trenerzy – walczył i był aktywny w defensywie. Zablokował z pomocy 3 rzuty, Tony Allen/Tayshaun Prince nie potrafili przebić się przez niego pod kosz, a do tego wszystkiego Dante dorzucił jeszcze 7 zbiórek, z czego 4 były w ataku. Powinien zostać na dłużej w pierwszej piątce, a gdy wróci jego rzut z półdystansu będzie bardzo niewygodny. Ocena:

Anthony Davis – widać, że nie leży mu zespół z Memphis i nie ma się co dziwić. Anthony stanąć musiał naprzeciwko Zacha Randolpha, z którym miał szczególnie w pierwszej połowie spore problemy. Z-Bo nie widział w Davisie większej przeszkody pod koszem i kilkoma zwodami wymijał młodego skrzydłowego i dawał mu kilka lekcji, z których The Brow powinien się wyciągnąć wnioski. Po słabszej pierwszej odsłonie, zrehabilitował się jednak w późniejszej fazie meczu i zdobył 8 punktów z rzędu w trzeciej kwarcie. Przestał oddawać rzuty z półdystansu, na które defensywa Niedźwiadków znalazła receptę i schodził po szybkim pierwszym kroku pod kosz, gdzie przynajmniej był faulowany i zsyłany na linię rzutów wolnych. Zdobył 20 punktów, 9 zbiórek i 3 bloki, ale oczekuję od niego lepszej defensywy. Ocena: 4

Omer Asik – podobnie jak Anthony Davis – miał dzisiaj sporo problemów z podkoszowym Grizzlies. Mowa o jednym z głównych faworytów do nagrody MVP – Marcu Gasolu. Hiszpan miał co prawda problem przedostać się pod sam kosz i tam zdobywać punkty, ale za to Turek nie potrafił znaleźć metody na haki Gasola i jego oldschoolowe zagrania. Momentami Omer wyglądał po prostu bezradnie, gdy Marc obracał się bokiem i oddawał prosty rzut, nie do obrony. Jego aktywność w staraniach zatrzymania Gasola widać w liczbie fauli – 5 w 21 minut. Miał też jednak 7 punktów i zagrał celnie 3 z 4 prób z linii. Ocena: 3

Tyreke Evans – może i woli zaczynać mecze w pierwszej piątce, ale jeśli Reke nadal będzie tak się prezentował wchodząc z ławki to nie daje Monty’emu Williamsowi wyboru. Tyreke grając jako rezerwowy daje drużynie zastrzyk energii, a druga piątka nie wygląda już tak słabo i Ryan Anderson nie jest odosobniony w swoich poczynaniach. Monty zauważył, że Tyreke i Eric nie współgrają ze sobą w taki sposób, w jaki wszyscy byśmy chcieli więc ogranicza ich minuty wspólne na parkiecie i widać tego efekty. Evans z ławki ma też dużo więcej swobody, może być bardziej agresywny, ma częściej piłkę i zielone światło na zdobywanie punktów. Miał 21 „oczek”, 10 zbiórek i 5 asyst. Ocena: 5+

Ryan Anderson – dzisiaj po prostu robił swoje i rozegrał świetny mecz. Aktywny na deskach, zdobył kilka punktów w tradycyjny dla siebie sposób po dobitce i trafiał rzuty. 8-17 z gry i 4-8 za trzy. Coraz lepiej radzi sobie też w roli obrońcy na środku. Dzisiaj wyglądał nawet lepiej w tej roli broniąc Marca Gasola niż Omer Asik i oby tak dalej. Ocena: 5

Austin Rivers – jedyny ujemny zawodnik na parkiecie. Drużyna z nim w składzie momentalnie się zatrzymuje i doznaje porażenie po obu stronach. Przez 6 minut, w których zagrał w pierwszej połowie Pelicans nie trafili żadnego rzutu z gry, a przewaga jaką wypracowali w pierwszej kwarcie stopniała niemal do zera. Rivers był dziś aktywny w defensywie, ale w ataku holuje wciąż piłkę i podejmuje złe decyzje. Znacznie bardziej wolałbym przez te 12 minut, które Austin rozegrał, widzieć na parkiecie Jimmera Fredette, który potrafi zagrozić rzutem i jest lepszym podającym. Dell, Monty… Wasz ruch. Ocena: 1+

Luke Babbitt – dostał od Monty’ego Williamsa zaledwie 4 minuty. Oddał 3 rzuty, 2 z dystansu i każdy z nich był nieźle rozegrany, a Luke rzucał z wolnej pozycji. Widać więc, że Babbitt grając z ławki ma więcej swobody grając z rezerwowymi przeciwnej ekipy i może dać Pelicans kilka celnych rzutów z dystansu. Dzisiaj przestrzelił każdą próbę, a Monty po prostu go zdjął. Może następnym razem. Ocena: 2

Alexis Ajinca – 6 minut na parkiecie, 2 punkty, 3 zbiórki, 1 blok i 2 faule. Zrobił to co do niego należy, w czasie który jest mu przeznaczony. Ocena: 3+

  • mike

    I teraz pozostaje pytanie, czy Monty wyciągnie jakieś wnioski z tego meczu? I czemu ciągle daje kolejne szanse Riversowi, których ten z uporem nie wykorzystuje. A nie chce porządnie ograć Fredetta, albo Smitha?
    Kolejne mecze z Bostonem i Detroit, to dobra okazja, żeby w końcu zacząć jakiś ciąg zwycięstw.

    • skinner21

      Szczerze mówiąc nie wierzę w passę dłuższą niż 2 winy, bo o ile spotkanie z Bostonem raczej powinni być łatwe, to już Detroit bez josha Smitha to zupełnie inna ekipa, a zwycięstwa ze Spurs, Dallas cze Cavs na wyjazdach robią wrażenie i tu uważam, że będzie bardzo trudno.

      • mike

        Nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale mamy kilka efektownych zwycięstw z lepszymi ekipami, więc można by w końcu zacząć grać równo i wygrywać też z tymi słabszymi. Celtics i Pistons jak najbardziej są w naszym zasięgu, nawet jeżeli zagramy gorzej niż z Memphis. Inaczej za chwilę będzie za późno na wciśnięcie się do PO…