Hornets w gazie – czwarte zwycięstwo z rzędu!

New Orleans Hornets wciąż w gazie! „Szerszenie” wygrały już czwarty mecz z rzędu, a przeszkodzić im w tym nie zdołali Minnesota Timberwolves. „Leśne Wilki” po doskonałej pierwszej kwarcie nie utrzymali prowadzenia do końca spotkania, bo całkowicie inicjatywę przejęła ekipa Monty’ego Williamsa. Doskonałe spotkanie po raz kolejny rozegrał nie kto inny jak Greivis Vasquez. 

Pierwszą kwartę w wykonaniu Hornets można porównać do tej kiedy nie istnieliśmy w meczu z Charlotte Bobcats. T-Wolves rozbijali z każdą kolejną akcją obronę „Szerszeni”, a sami bronili bardzo dobrze przez co NOH nie potrafili zdobyć praktycznie żadnych prostych punktów. Wyśmienicie w mecz weszli Kirilenko i Peković, a to właśnie oni w ostatnim pojedynku tych drużyn poprowadzili Minnesotę do zwycięstwa. 

Pierwszą kwartę Hornets przegrali 29 – 14. Główna przyczyna? Skuteczność – 35% z gry NOH, 55% T-Wolves. „Szerszenie” popełniły również aż 7 strat przy tylko jednej drużyny przyjezdnej. W dodatku w połowie kwarty przez dwa faule Monty musiał zdjąć Greivisa Vasqueza, a bez niego gra nie wyglądała już tak dobrze.

Wszystko jednak się odwróciło przeciwko Minnesocie w drugiej kwarcie. Trafiać zaczęli Ryan Anderson, Roger Mason i w końcu Eric Gordon, który ciągną za sobą wózek z napisem „Hornets”. Po trójkach Ryno i Erica Hornets zeszli do 6 punktów po pierwszej połowie. Wygrali drugą kwartę 17 – 26 i to bez Greivisa, który wszedł na minutę i złapał trzeci faul. W pierwszej połowie Wenezuelczyk nie miał zbyt dużo szansy do grania.

Prawdziwa bomba spadła na T-Wolves dopiero w trzeciej kwarcie. Do szeregu wrócił Greivis Vasquez, który był wspomagany przez Anthony’ego Davisa, Erica Gordona czy Ryana Andersona. Zaczęło się show Vasqueza, który zaczął punktować i uruchamiać kolegów  z drużyny. Punkty w kontrze zdobywali Davis czy Aminu, którzy często kończyli akcję w z góry po podaniach Greivisa. Punkty dokładali też po podaniach i indywidualnych akcjach Mason, Gordon i Andersona. Po tej kwarcie wystarczy, że napiszę, że Greivis Vasquez przez rozpoczęciem tej połowy miał 6 punktów i 1 asystę, a po zakończeniu miał już 13 „oczek” i 8 asyst, a jego „Szerszenie” wygrały 30 – 15 i po 36 minutach wygrali już 70 – 61!

Na początku czwartej kwarty T-Wolves mieli sporą szansę na odrobienie straty, bowiem na parkiecie Hornets wyszli rezerwową piątką. Roberts zdobył 4 punkty, Smith 2, Lance Thomas również 2 „oczka”, a „trójkę” dorzucił Roger Mason, który w ostatnich spotkaniach jest prawdziwą podporą drużyny Monty’ego Williamsa.

Na 7:10 przed zakończeniem spotkania Hornets prowadzili 81 – 72 i był to idealny moment na wprowadzenie Vasqueza, który zaraz po wejściu szalał niczym MVP tej ligi. Mieliśmy niesamowity popis duetu Vasquez-Smith, który w ostatnich spotkaniach świetnie punktuje i dziś nie było inaczej. Jason Smith zdobył 10 punktów z gry z rzędu dla Hornets, a wszystkie były po podaniach pick’n’pop Greivisa Vasqueza. Hornets prowadzili już 93 – 80.

Swoje pod koniec spotkania dołożyli Aminu i Gordon, a „trójki T-Wolves, które pod koniec rzucali już tylko z rozpaczy nie pomogły. Główną przyczyną takiego pogromu w trzech ostatnich kwartach Hornets to ograniczenie Timberwolves w „pomalowanym”, odcięcie od gry Pekovicia i bardzo dobra skuteczność. Tych wszystkich trzech aspektów zabrakło w grze „Szerszeni” w ostatnim pojedynku z Wolves, które oczywiście przegrali. Hornets 104 – 92 Timberwolves.

STATYSTYCZNIE: 

MVP spotkania bez wątpienia można okrzyknąć Greivisa Vasqueza, który pomimo braku minut w pierwszej połowie wykręcił wyśmienite cyferki i poprowadził zespół do wygranej. W zaledwie 26(!) minut zdołał zanotować na swoim koncie 18 punktów (7-16 z gry), 13 asyst, 4 zbiórki i stracił 2 piłki.

Powoli do formy wraca Eric Gordon, który zaczyna trafiać już z coraz lepszą skutecznością. Dzisiaj w 29 minut trafił 6 z 16 oddanych rzutów i zdobył 16 punktów i 3 asysty. Anthony Davis był dzisiaj bardzo niewidoczny i zdobył tylko 9 punktów nie zbierając przy tym żadnej piłki w 23 minuty. Został zupełnie w cieniu Al-Farouq Aminu (12 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty, 1 blok), Jasona Smitha (14 punktów, 5 zbiórek) i Ryana Andersona (15 punktów, 7 zbiórek). Ta trójka robi ostatnio zdecydowanie więcej od pierwszego numeru Draftu 2012.

Świetne spotkanie znów dał Roger Mason (+19 gdy był na parkiecie!), który w 21 minut trafił 4-6 z gry, 2-2 zza łuku i zanotował 10 „oczek”. Cała ławka Hornets dała dzisiaj w sumie aż 45 punktów!

Po stronie Minnesoty – w grze była tylko pierwsza piątka Wolves. Ławka zupełnie nie istniała. Po bardzo dobrej pierwszej kwarcie Nikola Peković później już nie istniał i zakończyłem mecz z zaledwie 18 punktami i 8 zbiórkami (mówię zaledwie, bo gdyby grał przez cały mecz jak w 1Q to zakończyłoby się na poziomie 40/15).

Dobrze grał za to Alexey Shved (11 punktów, 7 asyst), Luke Ridnour (20 punktów, 4 asysty, 4 zbiórki), Dante Cunningham (12 pkt, 9zb) i Andrei Kirilenko (17 pkt, 5zb). Ricky Rubio miał tylko 3 punkty i 3 asysty w 20 minut i zupełnie nie radził sobie przy Greivisie Vasquezie.

Warto dodać, że jedną z najlepiej zbierających drużyn w lidze Hornets zdeklasowali na tablicach 44 – 31.

Następne spotkanie Hornets rozegrają już w niedzielę z New York Knicks w Madison Square Garden o… 18:00 czasu polskiego.

  • Jestem pod wrazeniem gry i wynikow.Cos drgnelo w Szerszeniach.

    Pamietacie serie Monty’ego gdy zaczynal trenerke w Nowym Orleanie.Chyba 8 meczy z rzedu i to bylo na samym poczatku sezonu.Jednak wtedy w skladzie byl CP3 i West.Ten pierwszy w 4 kwartach jak trzeba bylo wlaczyl tryb wygrywania i wygrywal 😉

    • Oczywiście, że pamiętam. Byliśmy wtedy na 1. miejscu w lidze jako jedyna drużyna bez porażki, ahhh…