Game #12: Powrót dominacji Pelikanów

„Dobre drużyny mają to do siebie, że wygrywają mecze, które wygrywać muszą” – mówił po meczu uśmiechnięty Anthony Davis, chwilę po tym jak rzucił 26 punktów, 13 zbiórek i 6 asyst Phoenix Suns. Pelikany po sześciu porażkach z rzędu, wrócili na zwycięską ścieżkę i pokonali Słońca u siebie, 99 – 119. To druga wygrana z rzędu i powrót do bilansu .500.

Fani często nie lubią takich spotkań, ale takie mecze są cholernie potrzebne, aby dana drużyna mogła wrócić na falę dominacji i rozpędzić się przed cięższymi rywalizacjami. Pelicans bardzo szybko pokazali młodej drużynie z Phoenix, że na dobry wynik nie mają co liczyć. Co prawda, kiedy wynik zaczął uciekać na prawie 20-punktowe prowadzenie, Suns wracali jeszcze do 10 punktów, ale to było za mało. Pellies zdominowali mecz i przypisali sobie do bilansu łatwe zwycięstwo.

Kluczem do zwycięstwa okazała się obrona Jrue Holidaya, który zamknął Devina Bookera na 12 punktach, 4-12 z gry. Jeśli Suns tracą swojego lidera i najlepszego strzelca, ich gra zaczyna się rozpadać i zatracać wcześniej założone cele. Jrue poza fantastycznej obronie dorzucił do tego 19 punktów, 9 asyst i 6 zbiórek – kolejny raz pokazując, że powinien być w czołówce wymienianych graczy w rozmowie o najlepszych two-way zawodnikach NBA.

W meczu z Suns, Pelicans oszczędzali Nikolę Miroticia i Elfrida Paytona, którzy najprawdopodobniej przy trudniejszym rywalu pojawiliby się na parkiecie. Obaj leczą podkręcone kostki. W miejsce Miroticia wyszedł w pierwszej piątce Julius Randle i popisał się 22 punktami i 15 zbiórkami. Randle jest bestią na deskach i w okolicy obręczy, jednak jego największym minusem w dotychczasowym pobycie w zespole z Nowego Orleanu jest jego ruch, kiedy nie ma w jego okolicy piłki. Wszyscy wiemy, że jeśli Julius ma piłkę w rękach, to zazwyczaj dzieją się dobre rzeczy – gorzej jest, kiedy jej nie ma. Randle musi popracować nad swoim ruchem bez piłki, ścinać pod kosz, dawać kolegom więcej opcji w rozegraniu. To powinien być dla niego cel nr 1 w nadchodzących tygodniach.

Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem ostatnich spotkań jest natomiast Cheick Diallo, który wygrał walkę o miejsce w rotacji z Jahlilem Okaforem i daje bardzo dobre minuty. Dzisiaj było ich znacznie więcej wobec kontuzji Miroticia i dał świetną zmianę – w oczy rzuca się zwłaszcza jego aktywność w obronie. Dzisiaj dorzucił do tego sporą liczbę zbiórek – 10 zebranych piłek i 7 punktów. Takiego Diallo chcemy oglądać.

Do dobrej dyspozycji po chwilowym kryzysie wrócił E’Twaun Moore, który przyzwyczaja nas do swojej efektywnej gry w tym sezonie – dzisiaj 7/10 z gry i 17 punktów.

Dla Suns 25 „oczek” rzucił TJ Warren, 20/12 miał debiutant Deandre Ayton.

 

Następne spotkanie Pelicans rozegrają w nocy z poniedziałku na wtorek, o 1:30. Rywalem jedna z najlepszych drużyn w lidze – Toronto Raptors, których pokonanie może podkręcić nieco nastroje w drużynie z Luizjany.