Game #17: Spurs bez szans w Nowym Orleanie

Pomimo ciężkiej pierwszej kwarty, którą Pelicans przegrali 39 – 30, spotkanie zakończyło się łatwym zwycięstwem podopiecznych Alvina Gentry’ego. Jeśli Twoi najlepsi zawodnicy nie muszą praktycznie grać przez większość ostatniej kwarty, to należy to uznać za duży sukces. Zwłaszcza przeciwko takiej drużynie jak San Antonio Spurs, którzy przegrali dzisiaj na parkiecie w Nowym Orleanie 126 – 140.

Przez pierwszą część spotkania Pelicans mieli olbrzymie problemy z upilnowaniem graczy na dystansie. W samej pierwszej połowie Dante Cunningham był 5-5 za trzy, Bryn Forbes 4-5, Marco Belinelli dorzucił od siebie 2-3 zza łuku. Spurs po prostu nie potrafili przestać trafiać.

Po kilku atakach furii Alvina Gentry’ego, Pelicans zaczęli jednak bronić. W samej drugiej połowie Ostrogi trafiły tylko jeden raz za trzy. Dobra defensywa doprowadziła również do tego, że Pels zaczęli dominować również w ataku i przejęli inicjatywę. W pewnym momencie przewaga urosła nawet do 20 punktów i w ostatnich 8 minutach mogliśmy oglądać rezerwowych.

Anthony Davis zdobył dziś 29 „oczek”, 9 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty i 2 bloki. Zabrakło mu jednak 6 punktów, aby dobić do magicznej granicy 10 tysięcy zdobytych punktów w karierze. Po meczu żartował, że to wina tego, iż na boisko chciał wejść Julius Randle, więc trener go posadził. Randle odpowiedział jednak, że to nie jego wina, że AD stara się walczyć o nagrodę Obrońcy Roku i walczy pod koszem – gdzie dostał z łokcia w twarz, po której to akcji Gentry postanowił dać już wolne swojemu najlepszemu zawodnikowi.

Randle dobrze wykorzystał dzisiaj 25 minut na parkiecie zapisując 6 w karierze triple-double – 21 punktów, 14 zbiórek i 10 asyst. Poza Juliusem, bardzo dobrze z ławki zagrał też Frank Jackson grający dzisiaj duże minuty (24). Zdobył 12 punktów i napędził swoimi dwoma akcjami w kontrze powrót do gry, kiedy to Spurs uciekli na prawie 10 punktów.

Jrue Holiday z solidnymi 21 punktami i 9 asystami w meczu. Kolejny świetny mecz miał też E’Twaun Moore, do czego możemy się już chyba powoli przyzwyczajać, bo jest w tym roku fantastyczny – 24 punkty, 4 asysty i 3 zbiórki.

 

Następny mecz w nocy z środy na czwartek z Philadelphia 76ers.