Game #19: Dominacja Pelicans i rewanż na Lakers

New Orleans Pelicans po dotkliwej porażce u siebie z Los Angeles Lakers 14. listopada, wykorzystali świetną okazję aby wziąć rewanż na Jeziorowcach. Przed spotkaniem Alvin Gentry wspomniał o pewnych zmianach, które powinny zajść w wyjściowym składzie, gdzie pojawił się Jrue Holiday. Zabieg ten pomógł, a Pelikany poradziły sobie gładko z Lakers wygrywając, 105 – 88.

Pelicans rozpoczęli ten mecz całkiem nieźle. Wyszli na parkiet z odpowiednim nastawieniem – agresywnie po obu stronach parkietu i z chęcią zwycięstwa. To mentalnie był już inny zespół niż w Dallas. Zespół  z Los Angeles został już na samym początku mocno osłabiony, bo kostkę po 2 minutach gry skręcił Nick Young i zszedł do szatni z lekarzami.

Fantastycznie w pierwszej kwarcie zespół prowadził Jrue Holiday, który już na wstępie trafił dwie trójki. Do tego wszystkiego Anthony Davis atakował kosz i wymuszał twarde faule, co następnie zamieniał na punkty. Co było warte podkreślenia – dobrze wyglądała kolejny raz współpraca Tima Fraziera z wysokimi. Skorzystał na tym Omer Asik, który skończył kilka akcji z góry i był piekielnie aktywny na deskach, co pozwalało Pellies utrzymywać się na prowadzeniu.

Ostatecznie podopieczni Alvina Gentry’ego schodzili do szatni po pierwszej połowie przy bezpiecznej przewadze 61 – 45. Pelicans świetnie dzielili się piłką, była odpowiednia energia, aby wygrać to spotkanie. Pomagała również całkiem niezła obrona i słaba dyspozycja rzutowa Lakersów, którzy nie potrafili wstrzelić się w ten mecz od pierwszych minut. Widać było, że przez kontuzję Younga ich rotacja została mocno złamana, a ławka nie była aż tak groźna, gdy Jordan Clarkson wskoczył do pierwszej piątki.

Luke Walton siłę swoich rezerwowych chciał podtrzymać w drugiej połowie wpuszczeniem do piątki Metta World Peace’a i zatrzymaniu zabójczego duetu Clarkson-Williams. To jednak inny duet dominował na parkiecie. Jrue Holiday i Anthony Davis w trzeciej kwarcie byli wręcz nie do zatrzymania. Podtrzymywali bardzo wysokie prowadzenie, a Jeziorowcy nie potrafili znaleźć sposoby na obronę granych przez nich pick’n’rolli.

Anthony Davis już po trzech kwartach miał na swoim koncie 35 punktów, a jego Pelikany prowadziły 89 – 63.

Lakers otworzyli jednak czwartą kwartę runem 13 – 4 i prowadzenie Pelicans było w niewielkim zagrożeniu. Gra zespołu z Nowego Orleanu w ostatniej ćwiartce niestety trochę „usiadła”. Oddawaliśmy rzuty z nieprzygotowanych pozycji i więcej było widać w tym zabawy i lekceważenia wciąż walczącego przeciwnika, niż składnej i zorganizowanej gry. Brakowało również przede wszystkim zaangażowania w defensywie.

Ostatecznie drużynie Luke’a Waltona nie wystarczyło czasu, aby choć zbliżyć się i wyrwać cokolwiek z tego meczu. Trzeba również przyznać, że bez D’Angelo Russella czy Nicka Younga nie mieli również wystarczająco talentu w ofensywie, aby zagrozić Pellies prowadzonych przez szalejącego Davisa. Obowiązkiem Pelicans było dzisiaj zwycięstwo i to też zrobili.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 105 – 88. Warto wspomnieć, że Lakers nawet przez moment nie prowadzili w tym meczu.

Anthony Davis kolejny raz zapisał się w kartach z niesamowitymi zdobyczami. Miał 41 punktów, 16 zbiórek, 3 asysty, 4 przechwyty i 2 bloki. Jrue Holiday dorzucił od siebie 22 „oczka” i 5 asyst.

Cichym bohaterem spotkania był jednak Omer Asik, który skończył mecz z double-double – 10 punktami i 11 zbiórkami.

Niepokojąco wyglądał E’Twaun Moore, który rozpoczął ten mecz z ławki. Zdobył zaledwie 2 punkty w 17 minut i był 1/7 z gry. Jego rola w zespole to jednak przede wszystkim „zadaniowiec” i Pelicans będą potrzebować jego solidnej gry właśnie z ławki.

Dla Lakers najlepiej zagrał Lou Williams – zdobywca 16 punktów. Powracający po kontuzji, Julius Randle, miał double-double w postaci 12 punktów i 10 zbiórek.

Następne spotkanie New Orleans Pelicans rozegrają w nocy z piątku na sobotę z jedną z najlepszych drużyn NBA – Los Angeles Clippers. Będzie to niezwykle ciężkie starcie, gdyż Clippers po porażce z Nets z pewnością będą chcieli zatrzeć swój słaby występ.

  • dalinar85

    Pierwsza połowa to chyba najlepsze 24 minuty jakie widziałem w tym sezonie. Gra była szybka skuteczna w ataku i w obronie. Nawet Asik wyglądał jak prawdziwa bestia. Taką drużynę chciałbym oglądać częściej.
    Uważam tylko, że Davis nie musiał grac aż tyle. W 3 czy 4 kwarcie mógł spokojnie odpocząć i wrócić w razie konieczności, a nie zejść dopiero na 2 minuty przed końcem.

    No i najważniejsza informacja, w piątek prawdopodobnie wraca Evans.

    • 40 minut dla Davisa w meczu, gdzie mamy blowout to trochę absurd, zgadzam się.

      Co do Evansa, to nie napalałbym się na jego powrót jak na razie. Wątpię, że będzie w super formie + dojdą ograniczenia minut do 15-20.

      PS. Cichy typ, że będzie lepiej rzucał. Mam nadzieję.