Game #28: Bardzo blisko zwycięstwa…

Dzisiejszym rywalem Pelikanów byli Houston Rockets. Drużyna, która radzi sobie naprawdę świetnie. Nasz zespół miał jeszcze utrudnione zadanie, ponieważ w wyjściowym składzie, jak i w całym spotkaniu nie występował Anthony Davis. Pelicans mimo tego braku poradzili sobie nieźle. Niestety z Houston wyjechaliśmy bez zwycięstwa, ale do niespodziewanego rezultatu zabrakło bardzo niewiele.

W pierwszej kwarcie obie drużyny pokazały się z dobrej strony, jednak jak to w wielu przypadkach, Pellies zagrali trochę lepiej. Już po początku mogliśmy się spodziewać, że będzie to mecz walki. Pellies wygrali pierwszą kwartę 41-35.

Drugą kwartę lepiej zaczęli gospodarze, którzy najpierw doprowadzili do remisu, a po chwili wyszli na prowadzenie. Pels szybko jednak odrobili stratę do Rockets i znowu to nasza drużyna prowadziła. Sytuacja zmieniła się dopiero na minutę przed zejściem do szatni, gdzie za sprawą Gordona, na tablicy ponownie widniał remis. Rakiety do końca zdążłyły trafić jeszcze 4 punkty, przy naszych 2. Wynik do przerwy 76-78.

Po przerwie Pels nie czekali i od razu wzięli się do roboty. Po 5 minutach gry, prowadziliśmy już 10 punktami. Na moment udało nam się to prowadzenie zwiększyć do 13 punktów, jednak im bliżej 4 kwarty, tym Rockets zaczęli się rozkręcać.

W czwartej kwarcie, a dokładnie na początku, mogło się wydawać, że Pellies utrzymają swoje prowadzenie do końca. Jeszcze na 10 minut przed końcem, strata Rakiet wynosiła 9 punktów i później coraz bardziej malała, aż została odrobiona. Pels jeszcze próbowali walczyć i nawet się to udawało, bo jeszcze trzykrotnie byliśmy na prowadzeniu, ale ostatecznie skończyło się wynikiem 123-130.

Najlepiej spisał się Jrue Holiday, który zdobył aż 37 punktów. Było to jego drugie spotkanie z rzędu, w którym zdobycz punktowa przekroczyła 30. Punkt mniej od Holiday’a, zdobył E’Twaun Moore.

Triple-double zaliczył Rajon Rondo. Osiągnął to zdobywając 13 punktów, 12 asyst i 12 zbiórek.

Następny mecz Pellies rozegrają jutro w nocy. Przeciwnikiem będzie Milwaukee Bucks.

  • dalinar85

    Ten mecz wyglądał prawie tak samo ja wcześniejsze starcie z Philadelphią, tylko teraz my byliśmy w sytuacji Phili. Graliśmy w b2b mocno osłabieni, nawet przed 4 kwartą prowadziliśmy dokładnie jak wtedy Phila. W takich meczach widać jak słabą mamy ławkę. Stosunek punktów 3 do 120 starterów to chyba jeden z najgorszych w historii NBA. Martwią też coraz większe problemy zdrowotne, bo mając tak słabą ławkę, każda kontuzja może okazać się kosztowna. Cieszy natomiast bardzo dobra gra Rondo, Moore’a i Holiday’a.