Game #69: Solo Hill!!!

Tuż przed spotkaniem mogliśmy przeczytać wiadomość, która nie była dla nas za wesoła. Okazało się, że Boogie, nasz drugi najlepszy zawodnik nie będzie mógł wystąpić. Nasze szanse na zwycięstwo z Rockets, które i tak nie były duże, drastycznie spadły. Co mogłoby więc dać nam nadzieje? Odpowiedź brzmi Solomon Hill…

Ciężko jest w to uwierzyć, ale Hill niósł dzisiaj na swoich barkach drużynę Pelicans i poprowadził ją do zwycięstwa. Jego niektóre ostatnie mecze również należały do dobrych, ale w spotkaniu przeciwko Rockets przeszedł samego siebie i zanotował 30 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek.

Spotkanie otworzył ponownie Hill, rzutem za 2. Na to swoją trójką szybko odpowiedział Anderson, lecz Pels nie przestraszyli się przeciwnika i po chwili doprowadzili do stanu 8-3. Rakiety nie dały jednak nam odskoczyć i zaraz nasza przewaga zmniejszyła się do jednego punktu. Pels wyglądali jednak lepiej od rywala i zdołali znowu uciec na kilka punktów. Przez następne minuty, nasza przewaga powoli się powiększała i tak też, dzięki trójce Hilla, doszliśmy do wyniku 28-19. Dalej było jeszcze lepiej. Solo swoją kolejną trójką zwiększył nasze prowadzenie do 12 punktów. Rockets byli bezsilni. Rzucili nam tylko 23 punkty, przy naszych 36. Co to była za kwarta!

Początek drugiej ćwiartki zapowiadał, że Rockets będą chcieli wrócić do gry. Pellies byli jednak cały czas lepsi i tak też na 6 minut przed przerwą, nasza drużyna prowadziła już 19 punktami, a po następnych paru minutach przewaga wynosiła 20 oczek. Do przerwy Rakiety zmniejszyły swoją stratę do 18 punktów. Wynik: 68-50.

Trzecią kwartę goście rozpoczęli minimalnie lepiej. Po pierwszej minucie, Pels prowadzili już tylko 12 punktami. Był to jednak chwilowy zryw przeciwników, bo w dalszej części wszystko wróciło do normy. W 10 minucie, przewaga Pelikanów wynosiła 23 punkty, lecz Rockets przed ostatnią kwartą zdołali zbliżyć się tylko na 18 punktów.

W czwartej kwarcie nasze zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone. Przez całą ćwiartkę nasza przewaga oscylowała w granicach 11-20 punktów i mecz zakończył się niespodziewanym, wysokim zwycięstwem Pelicans. Wynik: 128-112.

Jak już wcześniej pisałem, w naszej drużynie najlepszym zawodnikiem był Solomon Hill. Zaraz za nim znalazł się Anthony Davis z 24 punktami i 15 zbiórkami.

Dobre spotkanie zaliczył jeszcze Jrue Holiday, którego ostatnio brakowało. Dziś zanotował 19 punktów i 6 asyst. Warto również pochwalić Frazier’a, który w ciągu 23 minut, zdobył 14 punktów, 6 asyst oraz 5 zbiórek.

W drużynie Rakiet najlepiej zagrał James Harden, który miał na swoim koncie triple-double. Osiągnął to zdobywając 41 punktów, 14 zbiórek i 11 asyst.

W następnym spotkaniu Pellies zmierzą się z Minnesotą Timberwolves. Mecz odbędzie się jutro o 23.

  • dalinar85

    Kolejna wygrana bez Cousinsa. Ewidentnie nie mamy problemów jak nie ma go w składzie. Wygrana z Detroit – nie grał, wygrana z Houston – nie grał, wygrana z Charlotte – nie grał w 4 kwarcie i dogrywce, wygrana z Lakers – spadł za faule w końcówce i to bez niego zrobiliśmy zwycięski run. Tylko w zwycięstwie z Portland miał duży udział.
    Widać, że Gentry nie ma pomysłu na granie 2 wysokimi graczami i po prostu się nie nadaje na trenera tu.

    Natomiast zupełnie zaskoczył mnie Hill i jego naprawdę świetny występ. Oby tylko nie stało się to co poprzednio po świetnym meczu z Memphis, gdzie przez kilka meczów był całkowicie beznadziejny. Mam nadzieję, że pokaże taką grę dalej i może nie będzie aż tak wielkim niewypałem.

  • Przecierałem oczy. Gdzie jest prawdziwy Solo i kto mu coś zrobił?

  • Jacek Bieliński

    Tak jak kiedyś napisałem, jak Hill gra dobry mecz to wygrywamy 😀