Game #80: Mistrzowie NBA pokonani!

To pierwsze zwycięstwo Pelicans nad Golden State Warriors od dokładnie 3 lat i prawdopodobnie najważniejsze w tym sezonie. Po tym jak Nuggets wygrali z Clippers, Thunder poradzili sobie w Houston, a Spurs pokonali Trail Blazers – Pelicans musieli pokonać dzisiaj Mistrzów NBA na ich własnym parkiecie. Gdyby nie udało się tego osiągnąć, dzisiaj Pelikany spadłyby na 9. miejsce na Zachodzie. Pelicans zagrali jednak mecz idealny i bezbłędnie wypunktowali Warriors, pokonując ich 126 – 120.

Zachód, dziki zachód! Na dwa spotkania do końca sezonu, wciąż zespoły zajmujące od 4 do 9 miejsca mogą się przetasować w tabeli. To coś, czego nie widzi się w NBA codziennie. Pelicans wygrywając jednak ostatnie dwa mecze (Clippers, Spurs) zagwarantują sobie 5. miejsce na koniec sezonu. Do tego jeszcze jednak daleko.

Kluczem do zwycięstwa w Oakland okazał się fantastyczny start, który już od początku dał znak Mistrzom NBA, że w tym meczu nie będzie im tak łatwo. Kapitalnie w mecz wszedł Nikola Mirotić, który raz po raz rozbijał obronę Warriors. Mirotić był najważniejszym graczem w tym meczu, bez którego nie udałoby się wyszarpać tak ważnego zwycięstwa.

Marzenie, na które zapracowali sobie Pelicans w pierwszej połowie, zaczęło jednak powoli uciekać na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Wówczas to Kevin Durant i Klay Thompson zaczęli trafiać seriami rzuty, a wspomagał ich świetny dzisiaj Quinn Cook. Warriors prowadzili już w pewnym momencie aż 7 punktami i wydawało, że Pelicans mogą nie mieć już szansy ich dogonić.

Wówczas kolejny raz dał o sobie znać clutch-Jrue oraz trafiający z dystansu Nikola Mirotić. Czarną robotę wykonywał Anthony Davis, który zamykał drogę pod kosz Warriors i zdobywał punkty po batalii z obrońcami Golden State.

Pelicans ograniczyli grę ławką niemalże do maksimum. Najmniej zagrał Rajon Rondo, bo 32 minuty, ale był on dzisiaj „on fire” jeśli chodzi o dystrybucję piłki. Uruchamiał kolegów, rozrzucał piłki i miał kilka genialnych zagrań w obronie pod koniec meczu. W zasadzie, jego przechwyt na Kevinie Durancie, który szykował się do wygrania meczu – przypieczętował zwycięstwo Pelicans.

Pellies kolejny raz w tym sezonie udowodnili, że kochają grę w crunch time. Wykorzystali fakt, iż Warriors nie chcą wchodzić w fizyczną walkę ze swoimi rywalami i próbują powoli i bez kontuzji dociągnąć ten sezon do końca. Pelicans nie pozwolili, aby taka gra im się udzieliła i wchodzili w ostrą grę. To przyniosło korzyści.

34 punkty, 12 zbiórki, 4 asysty, 2 przechwyty i 4 bloki – to linijka Anthony’ego Davisa. Na największe wyróżnienie zasłużył sobie jednak Nikola Mirotić, który po ścięciu brody nie potrafi przestać trafiać – 28 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Niko zrobił to na świetnej skuteczności – 10/18 z gry i 6/11 za trzy.

Jrue Holiday miał 25 punktów, a większość z nich zdobyta, klasycznie, w 3 i 4 kwarcie, kiedy należało pociągnąć zespół za sobą. Do tego dorzucił 5 zbiórek, 6 asyst i 4 przechwyty. Rajon Rondo miał 12 punktów i 17 asyst. Jeśli Rondo podtrzyma taką dyspozycję, to Pelicans w nadchodzących starcia z Clippers i Spurs będą mieć dużą przewagę nad rywalami.

Dla Warriors 41 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst zapisał Kevin Durant. 21 punktów i 7 asyst miał też Quinn Cook, który w głowie miał zemstę na Pelicans, którzy zwolnili go przed sezonem.

 

Pelicans po zwycięstwie nad Warriors zajmują wciąż 5. pozycję w konferencji. Wciąż jednak są tylko o jedno zwycięstwo nad Denver Nuggets, którzy rozpędzeni czekają tylko na potknięcia wyżej rozstawionych ekip.