Hornets ulegają „Rakietom” po dogrywce

New Orleans Hornets przegrało już szóste spotkanie z rzędu, a rywalem który stanął tym razem na drodze ku wygranej stanęły popularne „Rakiety” z Houston, które wygrały z nami po dogrywce 88 – 90. Ekipa dowodzona przez Monty’ego Williamsa z bilansem 3 – 12 zajmuje ostatnią lokatę w Zachodniej Konferencji.

Houston Rockets weszli w to spotkanie o wiele lepiej od przyjezdnych z Nowego Orleanu. Przede wszystkim gospodarze trafiali więcej rzutów co poprowadziło tą drużynę do wygranej w pierwszej części tego spotkania 49 – 58. Tak więc do 9-punktowej przewagi poprowadził Kevin Martin. Wyśmienity strzelec, którym zdecydowanie ten zawodnik jest, zdobył dzisiaj w sumie 32 punkty, ale aż 27 z nich zanotował w pierwszej połowie co jest niebywałym wynikiem.

W drugą połowę lepiej weszły po raz kolejny „Rakiety” z Houston. Trzecia kwarta została wygrana 17 -14 i gdy wszyscy uważali, że spotkanie zostało już rozstrzygnięte, a „Szerszenie” na wygraną z Houston Rockets mają żadne zdarzyło się coś niesamowitego, coś do czego nie powinno dojść. Podopieczni Monty’ego Williamsa zaczęli trafiać rzut za rzutem, ale przede wszystkim wyśmienicie bronili. To właśnie głównie obronie ostatnia (jak się wtedy wydawało) ćwiartka została wygrana przez drużynę przyjezdną aż 19 – 7!

Końcówka tej czwartej kwarty była wręcz niebywała. Szansę na wygranie spotkania dostał wyśmienity w tym spotkaniu Kevin Martin, który dostał piłkę na 3 sekundy przed końcem. Kevin oddał „dziwaczny” rzut zza łuku kiedy miał kilka dziesiątych sekund do wypracowania sobie zdecydowanie lepszej pozycji. Martin spudłował. Piłkę na równo 0.7 sekund przed końcem dostał tym razem „Szerszeń” którym był Jason Smith. Niestety, ten zawodnik również nie trafił decydującego rzutu, który mógł zadecydować o tym, że „Szerszenie” przerwą swoją fatalną serię porażek. Jason mimo dogodnej pozycji, wręcz swojej ulubionej jaką jest półdystans – nie trafił.

Podczas dogrywki obie drużyny szły łeb w łeb. Wydawać się mogło, że obie drużyny chcą wygrać to spotkanie. Tak, o dziwo Hornets również. Na 15 sekund przed końcem doliczonego czasu Kevin Martin przechwycił piłkę i popędził w kierunku kosza „Szerszeni”. Rozpędzony Kevin nie trafił jednak prostego layup’a. Pomyślałem wtedy, że Hornets tym razem dostaną piłkę, która może zadecydować o tym czy wygrają to spotkanie, a gdyby jednak nie trafili to nie poniosą żadnych konsekwencji. Moje myśli jednak szybko stały się tylko marzeniami, bowiem nietrafionego layup’a na punkty po dobitce zamienił wyśmienity w tym spotkaniu Samuel Dalembert. Rockets wygrywali 90 – 88.  „Szerszenie” miały więc 11 sekund na rozegranie akcji, która miała pozwolić grać im dalej, lub – gdyby trafili trójkę – wygrać spotkanie. Piłkę dostał – jak łatwo mogło się domyśleć – Jarrett Jack. Ten jednak szybko odegrał na wychodzącego na czystą pozycję zza łuku Marco Belinelli’ego. W tym momencie znów pomyślałem, że Hornets mogą to spotkanie wygrać. Do Marco szybko podbiegł jednak Courtney Lee, a jak wiemy nasz strzelec za trzy z piłką grać (taka prawda) nie potrafi. Włoch chciał wyminąć Courtney’a i zrobił 360 stopni wokół własnej osi, i co? I nie trafił z bezsensownie wypracowanej sobie pozycji. Spotkanie zakończyło się po raz kolejny ze spuszczonymi głowami „Szerszeni”.

 

Jarrett Jack zagrał po raz kolejny bardzo dobre i przede wszystkim równe zawody. Był drugim (razem z Marco Bellineli’m) najlepszym strzelcem drużyny i najlepszym asystującym „Szerszeni”. Głównie dzięki niemu Kyle Lowry rozegrał słabsze spotkanie, bowiem stracił on dzisiaj aż 7 piłek(!). Jarrett Jack zakończył to spotkanie z dorobkiem 15 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst i 3 straty. Jack trafił dzisiaj 6 z 15 oddanych rzutów i był jedynym z czterech zawodników których eval nie był na minusie.

Marco Belinelli gra w kratkę, co zdecydowanie nie jest atutem żadnego zawodnika. Szczególnie zawodnika, który występuje w pierwszej piątce, ale niestety właśnie taki gracz gra w S5 Monty’ego Williamsa. Dzisiejsze spotkanie było jednak tym lepszym Włocha i trafiał dzisiaj połowę swoich rzutów 6 /12. Beli nigdy jednak nie będzie wybitny obrońcą i to właśnie na niego zrzucam winę 32 oczek Kevina Martina i po części winę za 17 punktów z ławki Courtney’a Lee. Włoch zdobył dzisiaj 15 punktów, 4 zbiórki i po jednej asyście i przechwycie. Stracił również 1-krotnie piłkę.

Drugie spotkanie po kontuzji Trevora Arizy nie było już tak imponujące jak to pierwsze(18 punktów, 7 asyst, 5 zbiórek i 4 przechwyty). Trevor jednak robił dzisiaj to co potrafi najlepiej – bronił. To głównie dzięki niemu Chandler Parsons oddał tylko 5 rzutów z których trafił tylko 1-krotnie – młodziak zdobył tylko 3 punkty. Ariza trafił za to 3 na 9 oddanych rzutów co dało mu 10 punktów. Do zdobytych „oczek” dorzucił jeszcze 5 zbiórek, 3 asysty i jeden przechwyt. Stracił on dzisiaj również dwie piłki.

Zdecydowanie najlepszy „Szerszeń” na parkiecie w Toyota Center. Jason Smith dostał się – nie wiadomo dlaczego – do pierwszej piątki Monty’ego Williamsa i szczerze mówiąc do dzisiaj byłem tej decyzji bardzo przeciwny. Wciąż jednak uważam, że Jason powinien być rezerwowym, a zawodnikiem wychodzącym w S5 powinien być Carl Landry lub Chris Kaman. Jason jednak był najlepszy i jego dzisiejszego dobrego występu nie mogę podważyć. Dobrze bronił i trafił 8 na 16 oddanych rzutów. Zdobyte 17 punktów i 2 bloki to wyrównanie season-high. Do tych dwóch zdobyczy dodał jeszcze 5 zebranych piłek z tablic, 3 kluczowe podania i jeden przechwyt. Piłkę stracił 2-krotnie.

Emeka Okafor już na zawsze zostanie zawodnikiem, który nie potrafi grać w ataku. W dzisiejszym spotkaniu udowodnił to kolejny raz. Nawet przy Chrisie Paulu, który uważany jest za zawodnika najlepiej włączającego wysokich do gry w lidze Meka nie potrafił zdobywać notorycznie 10 „oczek”. Dzisiaj znów nie przekroczył tej bariery. Faktycznie, ten zawodnik broni bardzo dobrze, potrafi zbierać i blokować, ale jeżeli chcesz być graczem poziomu All-Star musisz zdobywać punkty! Dzisiejsze zdobycze Emeki Okafor to 8 punktów, 12 zbiórek i po jednym bloku i asyście.

W ekipie Houston Rockets najlepiej spisał się Kevin Martin – zdobywca 32 punktów i 8 zbiórek. Dobre spotkanie rozegrał Samuel Dalembert, który świetnie odnalazł się w drużynie z Houston – dzisiaj 15 punktów i 17 zbiórek(9 w ataku!). Luis Scola zdobył 13 „oczek” i 4 zbiórki. Kyle Lowry otarł się o triple-double mimo, że nie zdobył nawet double-double. Zdobył on 10 punktów, 8 asyst, 9 zbiórek i 7 strat(!). Świetne wejście z ławki dał „Rakietom” Courtney Lee, który zdobył w niecałe 26 minut 17 punktów, 2 zbiórki i 2 asysty.