Kings 114 – 97 Pelicans

pelicans_vs_kings_640x347.jpgNew Orleans Pelicans odnieśli kolejną porażkę w styczniu i są jedną z najgorszych ekip w roku 2014 w lidze. Tym razem zdecydowanie lepsi okazali się przyjezdni z Sacramento, Królowie. Podopieczni byłego asystenta Monty’ego Williamsa, Mike’a Malone’a ograli Pelikany aż 114 – 97.

Sacramento Kings zaczęli spotkanie w Nowym Orleanie zdecydowanie lepiej niż gospodarze. Bardzo dobrze od pierwszych sekund wyglądał DeMarcus Cousins, który dobrze punktował pod koszem, ale popisywał się czymś czego wielu środkowych w lidze nie potrafi – umiejętnością podawania. Dzięki niemu i jego świetnemu „bounce pass” łatwe punkty zdobył m.in. Marcus Thornton. Królowie mecz zaczęli od wyniku 8-2 i przez większość pierwszej kwarty przewaga SAC oscylowała w okolicach 10 „oczek”.

W końcówce pierwszej ćwiartki sędziowie popełnili – moim zdaniem – kilka złych decyzji, które były sprzyjające jedynie drużynie z Sacramento. Poirytowany był również takim obrotem spraw Anthony Davis, który prawdopodobnie powiedział do arbitrów o kilka słów za dużo i został ukarany faulem technicznym.

Kluczem pierwszej kwarty okazały się więc popełnione faule, których zawodnicy z Nowego Orleanu zanotowali aż 10 (dzięki temu aż 8 punktów z linii). Sacramento natomiast 5. Oprócz tego fenomenalnie wyglądała linijka Cousinsa, który w w 10 minut miał 8 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty i 2 bloki, a jego zespół wygrał 38 – 20.

Przez pierwsze cztery minuty drugiej kwarty Królowie z Sacramento powiększyli swoją przewagę do 21 punktów, ale znakomite wejście z ławki dał Jeff Withey. Debiutant z Kansas zdobył w niemal 7 minut aż 10 punktów (career-high!).

Na kilka minut przed końcem pierwszej połowy kilka świetnych akcji zaprezentowali Anthony Davis (2+1, blok) i Tyreke Evans, a Pellies dzięki temu zeszli z 23 punktów do zaledwie 6. Ostatecznie po 24 minutach spotkania zawodnicy schodzili przy wyniku 64 – 56.

Główną historią tej pierwszej połowy to przede wszystkim praca sędziów, która spowodowała, że posypały się aż trzy faule techniczne – Davis, Cousins i Thomas.

Drużynę z Nowego Orleanu prowadzili Davis (10pkt, 3zb, 2blk), Evans (13pkt, 2zb, 2ast) i rewelacja Jeff Withey (12pkt, 2zb, 1blk), a po stronie przyjezdnych z Sacramento pod nieobecność mającego problemy z faulami Cousinsa sprawy w swoje ręce wziął Rudy Gay, który zdobył 19 „oczek”. Jak to bywa ostatnio w zwyczaju, gdy ten zdobywa dużo punktów jego drużyna oddala się powoli od zwycięstwa i tak właśnie było również i pod koniec tej części starcia na parkiecie w Luizjanie.

Sacramento Kings prowadzeni raz kolejny przez zabójcze trio ofensywne Thomas-Gay-Cousins starali się odbić fatalną końcówkę pierwszej połowy już w pierwszych sekundach drugiej odsłony. Dominacja na koszach DMC i punkty po szybkich akcjach w wykonaniu Rudy’ego i Isaiaha kolejny raz doprowadziły do 23-punktowej przewagi, która utrzymała się aż do końca trzecieć ćwiartki.

Czwartą kwartę od runu 6-0 otwarli New Orleans Pelicans, których najlepszymi zawodnikami na parkiecie byli… Austin Rivers i Jeff Withey. Ten pierwszy napędzał każdą akcję i przebijał się pod kosz, a wysoki center pozyskany w lato z Blazers wykorzystywał swoje szanse po zbiórkach notując najlepszy występ w swojej krótkiej karierze w NBA.

Szansę na jakikolwiek powrót do gry Pelikanom szybko z głowy wybił Rudy Gay i Isaiah Thomas, którzy trafiali niemal wszystko co wpadło im w ręce. Spotkanie można było uznać za zakończone około 6 minut przed ostatecznym gwizdkiem, ale festiwal strzelecki urządzili sobie jeszcze Gay z Riversem. Dobrze było widzieć młodego Austina trafiającego pewnie dwie trójki z rzędu.

Swoje pierwsze punkty z gry na 4 minuty przed końcem zdobył też Eric Gordon, który przez cały mecz był graczem zupełnie niewidocznym i – tak to wyglądało – czekającym na wymianę…

Ostatecznie spotkanie zakończyło się pogromem ze strony Sacramento Kings i mogli spokojnie wyjeżdżać do domu z Luizjany wiedząc, że ograli tutejszych gospodarzy aż 114 – 97. Był to kolejny pokaz bezradności w defensywie drużyny Monty’ego Williamsa, a na parkiecie ogromnie widać brak Andersona i Holiday’a.

Najwięcej zdobywające punktów trio w NBA – DeMarcus Cousins, Rudy Gay i Isaiah Thomas wspólnie zaaplikowali rywalom aż 79 punktów po 52 rzutach. DMC zdobył 18 punktów, 11 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i 4 bloki, Isaiah skończył na 20 punktach i 11 asystach, a Rudy Gay był bliski career-high zdobywając 41 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst.

Po stronie New Orleans Pelicans najlepsze spotkanie zagrali chyba Jeff Withey – 14 pkt, 5 zb, 2 ast, 2 blk, 2 stl oraz Austin Rivers – 12 punktów i Tyreke Evans – 17 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty.

Serię 8 meczów z rzędu z 20+ punktami w meczu zakończył na Kings Anthony Davis, który tej nocy był niespodziewanie przyćmiony i zdołał zanotować jedynie 16 punktów, 6 zbiórek, 2 przechwyty i 4 bloki. Największy zawód sprezentował nam dzisiaj jednak Eric Gordon, którego w meczu praktycznie zupełnie nie było. W 27 minut zdobył 7 punktów, z czego 5 w ostatnich 4 minutach. Miał też 3 straty. Tak liderzy zespołu zdecydowanie wyglądać nie powinni.

Warto dodać, że Pelicans przegrali walkę na deskach aż 35 do 46 we własnej hali.

  • mike

    A mówiłem, żeby Withey’owi już wcześniej dać pograć i nie eksploatować tak Andersona. Być może teraz mielibyśmy go na boisku, a nie w szpitalu :/
    No i mam nadzieję, że to nie był tylko jednorazowy przebłysk Jeff’a i jeszcze pokaże, że warto na niego stawiać.