Kobe Bryant katem Hornets

New Orleans Hornets doznali dzisiaj 33. porażki w skróconym, niezmiernie ciężkim i  męczącym, a dla nas jednym z najgorszych w historii – sezonie zasadniczym. Dla naszych dzisiejszych rywali z Hollywood, była to  bardzo ważna – 27. wygrana. Dzięki temu umocnili się na bardzo solidnym 3. miejscu na Zachodzie.

Rozumem, nie popisał się Gustavo Ayon, dzięki czemu Kobe Bryant miał szansę doprowadzić do dogrywki (co zresztą uczynił). W doliczonym czasie bezapelacyjnie lepsi okazali się „Jeziorowcy” i ostatecznie wygrali 107:101.

Los Angeles Lakers do zwycięstwa poprowadził świetny tego wieczoru Kobe Bryant i Andrew Bynum. Jeden z najlepszych koszykarzy na globie, zaaplikował Hornets – 33 punkty, dorzucił do tego jeszcze 5 asyst i 4 zbiórki. Warto zauważyć, że popularny „Black Mamba” stawał na linii rzutów wolnych aż 11 razy i ani razu się nie pomylił.

Dobra, choć osobiście za nim nie przepadam, muszę się z tym zgodzić…Kiedyś Alvin Gentry, coach Phoenix Suns powiedział o nim: „Kobe Bryant to płaty zabójca. Morduje na zlecenie”. Dziś, niestety, ofiarą zamaskowanego, stali się New Orleans Hornets.

Chłopak, który przecież nie tak dawno miał spore problemy z kolanami, teraz walczy z Dwightem Howardem o miano najlepszego centra w NBA, uzbierał tej nocy 25 punktów, zebrał piłkę 18 razy, z czego aż 5 na tablicy atakowanej.

Pau Gasol był również jednym z kluczowym zawodników- starszy z hiszpańskich braci zapisał na swoim koncie 18 punktów i 10 zbiórek.

Jeśli chodzi o najlepszych w szeregach „Szerszeni”, zdecydowanie był nim Jarrett Jack. Rozgrywający Hornets zdobył 30 punktów, zaliczając jeśli się nie mylę swój – „season high” . Oprócz niego, warto pochwalić Chrisa Kamana (21 punktów, 11 zbiórek) i Greivisa Vasqueza (15 punktów, 6 asyst). 

 

Krótko o przebiegu meczu:

Od początku do końca, mecz był bardzo wyrównany i zacięty. W pewnym momencie, kiedy to gospodarze prowadzili po 2. kwartach różnicą bodajże 14 punktów, pomyślałem: „Tak, to może być zemsta!”. W 4. odsłonie wszystko jednak się zmieniło. Goście zaliczyli szybki run 7-0 i do końca spotkania sprawa zwycięstwa była otwarta. Głównym autorem ostatnich akcji był KB#24. Pozostaje zadać pytanie: Kto, wygrywając  trzema punktami (kiedy do końca pozostaje mniej niż 24 sekundy), fauluje rzucającego za trzy punkty Kobe’go Bryanta? Gustavo Ayon…

Kobe wykorzystał szansę, doprowadził do wyrównania. Chris Kaman ,na około trzy sekundy przed końcem, mógł zapewnić zwycięstwo swojej drużynie. Jego „telewizor” jednak wykulał się z kosza i to Lakers stanęli przed dużą szansą na wygranie całego spotkania. Bryant rzuca, Bryant pudłuje, mamy dogrywkę. W doliczonym czasie nikt nie miał już wątpliwości, kto zasłużył na zwycięstwo. Los Angeles Lakers, 14-8 i wygrana 107:101. Zemsty, niestety, nie było, choć było blisko!

 

Skrót wideo:

  • mike

    Z Lakersami często jesteśmy blisko wygranej, ale i tak prawie zawsze przegrywamy. Co mnie podwójnie boli, bo mój kumpel i rywal w wirtualną koszykówkę jest fanem jeziorowców 🙂 i w realu to ” jego” drużyna jest najczęściej górą. Chociaż uczciwie muszę przyznać, że Bryant to według mnie drugi najlepszy koszykarz, zaraz po Jordanie. Mimo tylu lat na parkiecie, ciągle jest w świetnej formie.

  • Rydzu

    Ja tam nie wiem czy był faul Ayona na Bryancie. Jak zwykle ładnie to wszystko Kobe starał się przyaktorzyć ;]