Ławka Hornets przegrywa mecz w Staples Center

Gdyby w meczach koszykówki grało się podobnie jak w piłce nożnej, a w meczu dozwolone mogły być tylko trzy zmiany to Hornets wygraliby to spotkanie. „Szerszenie” przez niemoc strzelecką ławki rezerwowych przegrali jednak w Staples Center z miejscowymi Los Angeles Lakers 106 – 111. 

Los Angeles Lakers zaczęli to spotkanie tak jak robili to jeszcze kilka lat temu, tylko w innym składzie. Dwight Howard wyglądał bardzo solidnie i rozpoczął od przechwyty, bloku i punktów. Dwie trójki na wejściu po dwóch minutach trafili Earl Clark i Steve Nash, a „Jeziorowcy” prowadzili 8 – 4.

Szybko rozkręcił się jednak Eric Gordon (2+1 i „trójka”), który wyprowadził Hornets na prowadzenie 12 – 10. Mieliśmy więc pojedynek rzucającego i podającego obrońcy – Kobe Bryant po czterech akcjach punktowych Lakers miał już trzy asysty. Dobrze spisywała się również obrona „Szerszeni”, ale i nie kulał atak dzięki dobremu początkowi Greivisa Vasqueza, który „uruchamiał” swoich kolegów, w tym wreszcie Anthony’ego Davisa(!).

Mały kryzys przyszedł w drugiej połowie pierwszej kwarty kiedy przyszły dwie z rzędu niepotrzebne straty w ataku, a i Lakersi wykorzystali drobne dziury w obronie. Dwoma „trójkami” zrehabilitował się jednak ponownie Eric Gordon, który wyprowadził Hornets na prowadzenie 24 – 18. Ostatecznie jednak po runie 6-0 Lakers i świetnej grze Earl Clarka i podaniach Bryanta i Gasola „Jeziorowcy” mogli się cieszyć 1-punktowym prowadzeniem.

Na parkiecie mogliśmy widzieć sporą różnicę w tym jak prezentuje się pierwsza piątka, a jak wygląda ławka rezerwowych „Szerszeni” z Nowego Orleanu. Po wejściu całej piątki z ławki Hornets widoczne wpadli w dołek tym bardziej, że Ryan Anderson nie potrafił się wstrzelić i zaczął od 0-3.

Lakers kontynuowali swój run, który po blisko 7 minutach wyglądał 17 – 0. Hornets spudłowali 15 rzutów z rzędu i to głównie przez własną rękę, a nie dobrą obronę drużyny z Los Angeles. Monty Williams jednak wciąż kontynuował granie ławką, co wydaje mi się było dużym błędem. Austin Rivers i Ryan Anderson tracili i pudłowali, a Lakers wygrywali już 37 – 27.

Na szczęście na parkiecie pojawił się już Greivis Vasquez i Eric Gordon po tym jak cała nasza ławka była przez ten moment 1/15 z gry. Gordon miał „dzień konia” i znów po zaledwie sekundach gry trafił „trójkę”. „Jeziorowcy” kontynuowali jednak swoją bardzo dobrą grę – piłka świetnie krążyła po łuku po tym jak doskonale dzielili się nią Lakers, co kończyło się trafieniem „za trzy” – tym razem World Peace’a i Steve Nasha.

Hornets nie chcieli być jednak znacznie gorsi po pierwszej połowie. Eric Gordon trafił piątą „trójkę” po siedmiu próbach, ale również Ryan Anderson po pięciu pudłach na rozpoczęcie zanotował się na liście punktujących po trafieniu zza łuku w kontrze. „Szerszenie” po pierwszych 24 minutach przegrywali 42 – 54.

Druga połowa zaczęła się w miarę równo. Lakers jak i Hornets konsekwentnie punktowali, a i w obronie nie wyglądało najgorzej. Przełom w grze mieliśmy w drugiej połowie trzeciej kwarty po tym jak kilka punktów z rzędu zdobył Anthony Davis, który wyglądał dzisiaj w ataku fenomenalnie, ale i Greivis Vasquez bardzo dobrze grał – miał 10 asyst i 0 strat.

Lakers spudłowali pięć rzutów wolnych z rzędu, a Hornets trafili ich natomiast aż 10 pod rząd dzięki czemu zbliżyli się do „Jeziorowców” 72 – 68. Końcówkę trzeciej kwarty kolejny raz „Szerszenie” kończyły w rezerwowym składzie przez co nie z czteropunktową stratą, ale dziesięcioma punktami do Lakers schodzili po trzeciej kwarcie 83 – 73.

W czwartej kwarcie Hornets w takim samym składzie dali Meeksowi i Clarkowi trafiać czyste „trójki” przez co Lakers wyszli szybko na duże prowadzenie 75 – 91. Dopiero na 6:30 przed końcem spotkania na parkiecie pojawił się Vasquez i Gordon, którzy mieli za zadanie w tak krótkim czasie odrobić 15 punktów.

„Szerszenie” pudłowali jednak 12 razy z rzędu z gry. Iskrę nadziei dał Greivis Vasquez, który na 3:30 minut przed końcem zaliczył akcję 2+1 i Hornets przegrywali już tylko 7 punktami po runie 13 – 2.

Zaraz po tym po bardzo dobrej obronie Ryan Anderson w kontrze trafił „trójkę”! 96 – 100, w tej chwili każda drużyna była już w grze i liczyły się ostatnie trzy minuty. Dwa rzuty wolne wykorzystał Black Mamba, ale później kolejny raz „zza łuku” bezbłędnie trafił Ryan Anderson. Hornets zeszli na 3 punkty.

Po pudle Kobe Bryanta Greivis Vasquez runnerem i rzutem nad Dwightem Howaredem doprowadził do 101 – 102, a w hali Staples Center zaczęły się gwizdy. To właśnie chyba one zdekoncentrowały „Szerszenie”, który pozwoliły trafić Earl Clarkowi z pomalowanego i zza łuku Steve Nashowi. Lakers na 1:21 minut przed końcem prowadzili 107 – 101. Hornets potrzebowali Erica Gordona, który krył się jednak z boku i pozwalał rozgrywać akcję Greivisowi Vasquezowi.

Dla New Orleans Hornets w tak ważnym momencie 24 sekundy to za mało. Vasquez nie zdołał nic wykombinować, oddał piłkę do Ryana Andersona a ten po desperackim rzucie spudłował.

Hornets mieli już ostatnią szansę, świetnie wybronili i ruszyli do kontry… Eric Gordon trafił „trójkę”. Lakers na 30 sekund przed końcem prowadzili trzema punktami. Punkty zdobył jednak Antawn Jamison na 15 sekund przed końcem i mieliśmy na tablicy wyników 109 – 104. Ostatecznie po rzutach wolnych Kobe Bryanta Hornets przegrali to spotkanie 106 – 111.

Nie zgodzę się jednak z tym, że była to zasłużona wygrana Los Angeles Lakers. Jak dla mnie to „Szerszeniom” dzięki swoim powrotom i nadganianiu po słabej grze ławki należało się to zwycięstwo. Cóż, może innym razem, może to nie był ten dzień?

STATYSTYKI 

Najlepszym zawodnikiem drużyny wygranej był dziś jak zwykle Kobe Bryant. Black Mamba był bardzo bliski triple-double po tym jak zakończył spotkanie z 14 punktami, 11 asystami i 8 zbiórkami. Był również 5-12 z gry i miał tylko 2 straty. Gdyby nie on 24 punktów nie zdobyłby również Dwight Howard, który dodał do tego 5 przechwytów, 4 bloki, 4 zbiórki i 3 straty na 9-13 z gry i 6-11 z free throw line.

Ważnym ogniwem Lakers był Earl Clark, który zdobył 20 punktów i 12 zbiórek. Był 8-11 z gry i 4-5 zza łuku, miał jednak także 6 strat. Jodie Meeks dorzucił trzy trójki po ośmiu próbach, a w sumie miał 13 „oczek”.  Z ławki w końcówce zwycięstwo przypieczętował Tawn Jamison, który zakończył zawody z 16 punktami i 7 zbiórkami.

Steve Nash miał 12 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst i to głównie dzięki jego „trójce” w końcówce Lakers nie popadli w dołek i nie przegrali tego spotkania. Był 4-5 z gry, z czego 3-4 to trójki. Pau Gasol miał 7 punktów, 7 zbiórek, 7 asyst i 1-4 z gry.

W drużynie z Nowego Orleanu trzeba docenić Erica Gordona – 25 punktów, 2 asysty, 2 zbiórki, 1 przechwyt i 1 strata. Trafił 7-12 rzutów, z czego 6-8 zza łuku. Wciąż jednak słabo gra w drugich połowach co sporo zadecydowało o tym, że Hornets nie potrafili utrzymać się przy „Jeziorowcach”. Bardzo dobrze spisał się również Greivis Vasquez, który był o jedną asystę od wyrównania career-high. Zdobył 15 asyst, 15 punktów, 5 zbiórek i to wszystko przy tylko 1 stracie. Był również 7-16 z gry, obwiniam go jednak za to, że Hornets przegrali końcówkę, bowiem heroicznym wejściem pod kosz i pudłem „popisał” się w ostatnich sekundach kiedy to „Szerszenie” miały wciąż szansę na wygraną.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego Monty Williams wciąż woli grać Jasonem Smithem niż Anthonym Davisem. 19-latek w 22 minuty miał 18 punktów i 3 zbiórki trafiając 7 z oddanych 12 rzutów. Gdyby dostał trochę więcej szansy to mógłby powalczyć nawet o swoje career-high pod względem punktów, ale i zapewnić Hornets wygraną w tym spotkaniu. Robin Lopez dał również dobre minuty, bowiem w ponad pół godziny zdobył 16 punktów i 9 zbiórek, trafiając 7-10 swoich rzutów.

Fatalnie spisała się jednak wspomniana ławka rezerwowych, która PRZEGRAŁA dla nas mecz. Grali po prostu fatalnie – straty, pudła (15 razy z rzędu, a później 11 razy pod rząd) i słaba obrona. Brian Roberts 0-6 z gry, Jason Smith 1-6, Lance Thomas 0-1 (tutaj jednak + za znakomitą obronę), Mason 0-1. Po bardzo słabym starcie Ryan Anderson zrehabilitował się jednak w czwartej kwarcie i zakończył mecz z 16 punktami, 6 zbiórkami i 6 trafieniami po 15 próbach.

Bardzo zabrakło mi dzisiaj Al-Farouq Aminu i jego energii w obronie, która często prowadzi Hornets do łatwych punktów po kontrze. Dzisiaj spędził na parkiecie tylko 17 minut i nie zdobył żadnych punktów po czterech próbach. Miał tylko 2 zbiórki, przechwyt i 4 faule.

  • Marios

    Pero pero bilans musi wyjść na zero , śpiewał Jan Kaczmarek . W poprzednim meczu w Memphis to ławka poprowadziła zespół do wygranej (51z 91pkt) tym razem zawaliła…..taki bywa sport.