Pelicans 88 – 107 Heat

New Orleans guard Eric Gordon dribbles against Miami defender Dwyane WadeZatrzymani w Indianapolis przez dwa dni na lotnisku (fatalne warunki pogodowe, wichura śnieżna) i podłamani brakiem w ich szeregach świetnego przyjaciela – Ryana Andersona – Pelikany odniosły drugą porażkę z rzędu, tym razem z najlepszą drużyną ligi. New Orleans Pelicans kontrolowali mecz w pierwszej połowie – podobnie jak w starciu z Indiana Pacers – ale Żar z Miami z LeBronem Jamesem na czele totalnie zdominowali drugą połowę i wygrali blisko 20 punktami.

Pelicans prowadzili ponad pięcioma punktami po 24 minutach, a na parkiecie szalał Anthony Davis, który zapisał na swoim koncie 16 punktów i 10 zbiórek. Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Miami Heat zanotowało jednak run bliski 20 punktów przewagi, co z góry przesądziło o wyniku starcia na Florydzie.

MVP ligi – LeBron James – skończył mecz z 32 punktami, a 22 „oczka”, 8 zbiórek i 8 asyst dołożył Dwyane Wade. Dobre zmiany dali też Chris Andersen (15pkt, 7-7 z gry) i standardowo Ray Allen (11pkt).

Anthony Davis po znakomitej pierwszej połowie skończył na 22 punktach, 12 zbiórkach i 2 blokach. Spędził na parkiecie ponad 41 minut i powinniśmy się powoli przyzwyczajać do takich rozmiarów gry AD wobec kontuzji najlepszego strzelca zespołu.

Kolejny mecz z rzędu zawiódł Jrue Holiday – 4 punkty, 5 zbiórek, 7 asyst i 4 straty. Rozgrywający Pelikanów przeżywa w ostatnim tygodniu prawdziwy kryzys.

Tyreke Evans z ławki miał 13 punktów, a do gry po kilku meczach przerwy z powodu kontuzji wrócił też Jason Smith. Wysoki Monty’ego Williamsa zagrał 22 minuty i na dobry początek zdobył 8 punktów i 4 zbiórki.

Po meczach w Indianie i Miami czeka nas wreszcie nieco lżejsze spotkanie. Zagramy bowiem u siebie z Washington Wizards w back-t0-back.