Podsumowanie sezonu: Robin Lopez

Następnym zawodnikiem, którego opiszę w następnym indywidualnym podsumowaniu sezonu 2012/2013 będzie jedyny klasyczny środkowy w całej drużynie New Orleans Pelicans – Robin Lopez. 

Robin do Nowego Orleanu trafił z gorącej Arizony, a dokładniej z Phoenix, gdzie reprezentował przez cztery sezony barwy Suns. Te cztery lata nie były zbytnio udane. Lopez potrzebował sporo czasu, aby zaaklimatyzować się w NBA, a kiedy już powoli do tego dochodziło „Słońca” ściągnęły Marcina Gortata, który zupełnie skradł mu minuty. Pelicans, a ówcześni Hornets, postanowili więc powalczyć o mało użytecznego centra Suns i dostali to czego chcieli. W zamian za niego i Hakima Warricka (później wymieniony do Bobcats) oddaliśmy jedynie Jerome’a Dysona i Brada Millera, którzy nie mieli żadnej roli w zespole NOH. 

Sezon w skrócie

Kiedy Robin Lopez trafił do klubu z Luizjany, kibice raczej nie byli zbytnio zadowoleni. Nic dziwnego, kiedy trafia do twojego ulubionego klubu zawodnik z średnimi z sezonu 5.4 punktu i 3.3 zbiórki, a trener Monty Williams wypowiadał się o nim w kontekście pierwsze piątki to nie świadczyło to na pierwszy rzut oka o niczym dobrym. Lopez uznawany był za centra, który jest bardzo statyczny, mało efektowny, a jedyne czym wpisuje się w raporcie spotkania to to, że po prostu wszedł i „odbębnił” swoje minuty.

Na szczęście duża rola w zespole Williamsa dodała 25-latkowi skrzydeł. Sezon zaczął bardzo dobrze od spotkania z San Antonio Spurs, gdzie przeciwko Duncanowi zdołał zdobyć 8 punktów i 9 zbiórek. Później było już tylko lepiej – dwa następne spotkania (Bulls, Jazz) to odpowiednio 16 i 19 „oczek” do których dorzucał 7 zbiórek. Po tych trzech starciach fani oddali honor Dellowi Dempsowi i Monty’emu Williamsowi i przyznali, że mocno mylili się co do Lopeza, który był tak naprawdę jedynym graczem z predyspozycjami do gry na środku. Jason Smith czuje się lepiej na dystansie, a Anthony Davis przy aktualnej wadze nie miałby jeszcze szans w walce z „dużymi” w tej lidze.

Robin miał co prawda wzloty i upadki, ale te pierwsze były najbardziej widoczne. Dawał o sobie dwukrotnie znać Royowi Hibbertowi z Indiany Pacers, któremu za każdym razem wrzucał ponad 20 punktów (21 i 24), 10 zbiórek (11 i 13) i 4 bloki (4 i 6). Przypomnijmy, że Hibbert jeszcze rok temu został wybrany do All-Star Game, a był ogrywany przez „krzywego” Lopeza. Podobnie było z Obrońcą Roku 2013 – Marc’iem Gasolem, przeciwko któremu Lopez zdobył 23 punkty, 10 zbiórek i 4 bloki.

25-latka mogliśmy poznać również po tym, że bardzo lubił powtarzać swoje wyczyny i wpadać w tak zwane „serie”. Kiedy raz zagrał źle to bardzo prawdopodobne było to, że rozegra podobne spotkanie za kilka dni. Na szczęście tak samo miało się to z meczami lepszymi, kiedy wpadał np. w fazę 8 spotkań powyżej 11 punktów.

Sezon finishował bardzo dobrze. Ostatnie cztery spotkania to mecze gdzie notował przynajmniej 10 „oczek” i 3 zbiórki, a najlepszy to ten z Los Angeles Clippers, gdzie przeciwko DeAndre Jordanowi miał 19 punktów i 12 zbiórek, z czego aż 8 było w ataku (wyrównane career-high, również z tego sezonu!).

OCENA (w skali 1-6): 4

Plusy sezonu

Robin Lopez pomagał drużynie Monty’ego Williamsa przede wszystkim na deskach, szczególnie w ataku. W sumie zebrał 226 piłek w ofensywie, a 236 w ataku. Widać więc z jak wielkim zaangażowaniem walczy z rywalami pod ich własnym koszem. Skończył ze współczynnikiem zbiórek ofensywnych z 12.4%, co przebija o ponad 2% ligową średnią centrów w całej lidze w ostatnich kilku sezonach. Średnio 1.28 punktów w jego akcjach, były po zbiórkach w ataku, dzięki czemu znalazł się w TOP15 ligi w tym aspekcie gry.

Dużym jego plusem było również to jak często dostawał się na linię rzutów wolnych i jak bardzo skutecznie realizował stamtąd rzuty. Robin rzucał z 78% skutecznością, co jest jednym z najlepszych wyników wśród centrów w całej lidze. Jest to dużym atutem w końcówkach meczu, kiedy wynik wciąż nie jest rozstrzygnięty. Trenerzy często wykorzystują wówczas słabość na linii wolnych (Dwight Howard, Omer Asik) i drużyna zmuszona jest obniżyć skład, aby nie bać się o porażkę w tak kiepski sposób. W tym przypadku Monty Williams może być spokojny.

Lopez polepszył się również bardzo w dwóch częściach swojej gry. Center nie faulował już tak często, co często zamieniał np. na bloki czy przechwyty. W ostatnich czterech sezonach średnio co 7 minut musiał sfaulować swojego rywala, w tym sezonie zdarzało się to już tylko co 12.8 minut. Druga rzecz to skuteczność – przed tym jak trafiał do Nowego Orleanu rzucał na skuteczności 48.4% z gry, po – 53.4%. Lopez dodał też do swoje arsenału rzut z bliskiego półdystansu, co często bardzo skutecznie wykorzystywał. Świetnie spisywał się również w pick’n’rollach, bowiem kiedy rolluje to jest w samej czołówce ligi, pod względem skuteczności.

Inna sprawa to jego obrona, którą wprowadzał kiedy był na parkiecie. Z nim New Orleans Hornets traciło o ponad 2.2 punktu mniej niż kiedy radzić musieli sobie bez niego. Pozwalał również na jedynie 0.73 punktów swoim rywalom w post-up, co jest powyżej ligowej średniej. Robin Lopez zagrał w tym roku wszystkie 82 spotkania – po raz pierwszy raz w swojej 5-letniej karierze. Tylko 15 graczy w lidze rozegrało wszystkie swoje możliwe spotkania.

Co przed nim?

Robin Lopez w tym sezonie zarobił niecałe 4.9 mln $. W przyszłym roku Dell Demps i Tom Benson jeżeli będą chcieli zatrzymać u siebie centra, zapłacą mu 5.1 mln $. Patrząc na to jak mało wartościowych graczy na tej pozycji aktualnie mamy w tej lidzie wydaje się to być bardzo przyzwoitą sumą. Aktualnie bardzo dużo zawodników na środku jest mocno przepłacanych (Kwame Brown etc.).

Widząc to jak duży postęp zrobił Lopez i jak wiele wnosił na parkiet podczas swojej obecności władze raczej powinni zatrzymać Lopeza. Swoją drogą nie widzę innej opcji przy aktualnym rosterze Pelicans, którzy na tej pozycji mają właśnie tylko Robina. Mało tego, Pels powinni szukać jak najszybciej szansy na to aby ściągnąć kogoś do pomocy byłemu graczowi Phoenix Suns, jeżeli mają zamiar powalczyć o coś więcej niż jedynie pick w drafcie.

W sezonie 2013/2014 zawodnik ma gwarantowane 5.3 mln $ i z takim kontraktem, po takim dobrym sezonie jego wartość rynkowo mocno poszła w górę. Czy jest jednak sens tracić kogoś takiego przy aktualnej sytuacji kadrowej? Inną sprawą jest jednak również to, że Lopez byłby świetną kartą przetargową w np. ewentualnym transferze Erica Bledsoe’a z Los Angeles Clippers, którzy planują wzmocnienie pod koszem za/do DeAndre Jordana, a na wspomnianego rozgrywającego po prostu ich nie stać.

PS. Każdy ruch transferowy i strata kogoś ze składu może się mocno wiązać ze spadkiem chemii w szatni, która w poprzednim sezonie była bardzo wysoka. Jednym z graczy, którzy byli duszą ekipy był właśnie Robin Lopez (fotka).

ŚREDNIE SEZONU 2012/13: 11.3 punktów (53% z gry, 78% z wolnych), 5.6 zbiórek, 1.6 bloków, 1.3 strat w 26 minut.

NAJLEPSZY MECZ: 24 punkty, 11 zbiórek (7def, 4off), 2 przechwyty, 6 bloków vs. Indiana Pacers

NAJGORSZY MECZ: 1 punkt (0-1 z gry, 1-2 z wolnych), 4 zbiórki, 2 bloki, 1 strata w 21 minut vs. Chicago Bulls