R1G1: Pelicans wygrywają pierwszy mecz playoffs po thrillerze!

Kibice New Orleans Pelicans musieli czekać aż 7 lat na zwycięstwo w playoffs. Kto by się spodziewał, że przyjdzie ono w tak dramatycznych okolicznościach – po szalonej końcówce, w pierwszym meczu pierwszej rundy i to na terenie rywala! Pelicans udało się wyrwać zwycięstwo w Portland, pokonując Trail Blazers 97 – 95 i przejmując z ich rąk przewagę parkietu. Kluczowym blokiem w końcówce popisał się Jrue Holiday, który przypieczętował zwycięstwo Pelikanów. Aż 35 punktów i 14 zbiórek zapisał Anthony Davis.

Pierwsza kwarta spotkania to runda rozpoznawcza. Obie drużyny wyszły na nią nieco nieśmiało. Pelicans mieli w planie jak najlepiej zabezpieczyć się przed Lillardem i McCollumem, a Blazers szukali sposobu na bronienie przed rolującym pod kosz Anthonym Davisem. Poniekąd się to udało, bowiem po pierwszych minutach, gdzie dwie drużyny niemiłosiernie pudłowały rzuty – Evan Turner stał się cichym liderem Portland, a dla New Orleans najlepiej punktował Jrue Holiday. Ostatecznie to Pellies przejęli delikatnie prowadzenie i wygrali pierwszą kwartę playoffs 2018, 21 – 18. 

Prowadzenie szybko jednak uciekło, kiedy ławka Blazers zaliczyła naprawdę kilka solidnych minut. Ofensywa Pelicans posypała się, kiedy na parkiecie nie było Jrue i musieli przetrwać ten okres. Anthony Davis trzymał wynik, a kiedy w końcówce kwarty AD odpoczywał na ławce, a mecz kolejny raz przejął Holiday, Pellies zanotowali imponujący run 14-0. Taki okres w meczu pozwolił Pelikanom wysunąć się na solidne prowadzenie, 45 – 36.

Trail Blazers w tej pierwszej połowie nie potrafili sobie poradzić z duetem Holiday/Davis. Jrue miał 15 punktów, Davis 17/6. Do tego wszystkiego Rajon Rondo w 18 minut miał już aż 9 asyst. Po stronie Portland – bardzo duże problemy w ataku Rain Bros. C.J. McCollum nie zdobył nawet jednego punktu, był 0/6 z gry. Damian Lillard? Wcale nie lepiej, 1/9 z gry.

Tam, gdzie jednak Blazers dobrze wykorzystywali przewagę to na pewno ofensywna zbiórka. Po pierwszych 24 minutach, mieli takich zbiórek już 6 – solidnie wyglądał w tym aspekcie gry Ed Davis, na którego Pels po prostu muszą skupić swoją uwagę, gdy wchodzi z ławki.

Co ciekawe, 36 punktów w pierwszej połowie Trail Blazers to druga najgorsza pierwsza połowa w sezonie Portland (tuż za 35 punktami w październiku).

W trzeciej kwarcie Pelicans kontynuowali swoją bardzo solidną grę. Bardzo pomogła fantastyczna obrona Rajona Rondo, Jrue Holiday i Anthony’ego Davisa, która przeradzała się w możliwość szybkiego ataku – a to Pelicans lubią najbardziej. Pellies zdobywali łatwe punkty po przechwytach, a Blazers nie potrafili poradzić sobie w pewnym momencie z aktywnymi obrońcami. Kilka „trójek” Nikoli Miroticia wysunęły Pellies w tej części spotkania na 19 punktów i na ławce trenerskiej Portland zaczęło się robić bardzo gorąco.

Ostatecznie Blazers udało się nieco uciąć z 19 punktów po dwóch trafieniach za trzy Damiana Lillarda, trafieniu z dystansu Zacha Collinsa i wjeździe pod kosz Shabazza Napiera. Pelicans radzili sobie w tych ostatnich 2-3 minutach kwarty bez Jrue Holidaya i Anthony’ego Davisa. Na czwartą kwartę oba zespoły wchodziły przy wyniku 75-63.

Co ciekawe, po trzech kwartach Rajon Rondo miał na koncie 15 asyst. Portland Trail Blazers? 10.

Pelicans potrzebowali jeszcze tylko dokończyć dzieła w ostatnich 12 minutach.

Czwartą kwartę Trail Blazers rozpoczęli z jedną misją – wrócić do spotkania. Damian Lillard nie usiadł na ławce nawet przez minutę, gdzie normalnie ten okres spotkania należy mu się jako odpoczynek. C.J. McCollum pojawił się na parkiecie już na 10 minut przed końcem spotkania. Pelicans musieli utrzymać się w grze jedynie z Anthonym Davisem i Rajonem Rondo, gdyż zarówno Jrue i Nikola szukali oddechu na ławce.

Już na początku tej kwarty zaczęło się robić gorąco. Alvin Gentry poprosił o czas, ale tuż po powrocie na parkiet Pels stracili piłkę dwa razy z rzędu. Blazers złapali wiatr w żagle i po „trójce” Lillarda, która ucięła prowadzenie już tylko do 7 punktów, Gentry w szale wziął kolejny czas.

Pomogło. Pelicans odzyskali energię i pomysł na grę. Rondo szybko zdobył punkty po wjeździe pod kosz, a następnie pomagał zarówno Holidayowi i Davisowi dominować w pomalowanym. Przewaga nagle wróciła do 14 punktów. Nie potrwało to jednak długo. W Portland zrobił nam się mecz „runów”. Blazers szybko wrócili do gry i do 5-punktowej straty po „trójce” McColluma.

Kilka kluczowych błędów popełnił Jrue. Najpierw zapomniał o tym, że na tablicy nie zostało już czasu na podanie i należy oddać rzut, następnie zamiast zwolnić grę pospieszył się z podaniem do Davisa przez całe boisko i stracił piłkę, a tuż po tym sfaulował Damiana Lillarda, który zmniejszył przewagę do 3. Blazers po runie 10-0 mieli okazję wygrać spotkanie, które przegrywali przez znaczną część czasu.

Daggerem popisał się Ian Clark trafiając trójkę. Pelicans potrzebowali tylko dwie minuty dobrej gry i utrzymania tego – już i tak – kruchego prowadzenia. Niestety, na minutę przed końcem C.J. McCollum trafił trójkę i mieliśmy już różnicę tylko 1 punktu w meczu. Pellies dobrze bronili, ale nie potrafili wywalczyć zbiórki. Blazers atakowali tablice i dzięki temu mieli kolejne szansy na trafienie.

Po „czasie” Alvina Gentry’ego, Pelicans stracili piłkę. Kilka sekund później, Jrue odebrał ją ponownie z rąk McColluma. Zrobiła nam się szalona końcówka w Game 1. Chwilę później szansę na zwycięstwo miał Anthony Davis – spudłował jednak rzut za trzy.

Na tablicy mieliśmy 25 sekund do końca meczu, Pels +1 i piłkę dla Portland. Blazers poprosili o czas.

Jrue Holiday wybronił Damiana Lillarda, który bardziej szukał faulu, niż punktów. Po nietrafionym rzucie, Pels kolejny raz mieli problemy z zabezpieczeniem piłki i Davis musiał porządnie o nią powalczyć z Nurkiciem. Chwilę później, AD wędrował na linię rzutów wolnych, aby postarać się wyprowadzić Pellies na 3-punktowe prowadzenie na 12 sekund przed końcem.

Trafił oba rzuty. Blazers timeout. Pels +3. 12 sekund.

I wtedy objawił się nam genialny Jrue Holiday, raz jeszcze, w końcówce, w obronie. Blazers postanowili nie iść all-in i zaatakować obręcz, która wydawała się słabo broniona. Piłka powędrowała do Pata Connaughtona, któremu wydawało się, że ma łatwą drogę do kosza. Jrue pojawił się znikąd i zablokował gracza Blazers. Anthony Davis zebrał piłkę i dokończył dzieła na linii rzutów wolnych.

PELICANS 97 – 95 TRAIL BLAZERS

Damn, co za mecz!

Pelicans udało się dowieźć zwycięstwo do końca. To dla New Orleans gigantyczny mecz, bowiem przejęli teraz „przewagę parkietu” i mają możliwość zakończenia serii u siebie w domu. Dla Anthony’ego Davisa była to pierwsza wygrana w playoffs w karierze. Dla samej drużyny z Nowego Orleanu, to pierwsze zwycięstwo w fazie posezonowej od 7 lat.

Anthony Davis zdobył w meczu 35 punktów, 14 zbiórek i 4 bloki. Jrue Holiday dołożył od siebie 21 punktów, 7 zbiórek i 2 bloki.

Bardzo ważni byli dzisiaj Rajon Rondo – 6 punktów, 8 zbiórek i 17 asyst (rekord Pelicans w playoffs) oraz Nikola Mirotić – 16 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty i 4 bloki. To, co było dzisiaj kluczowe, to aktywność tej dwójki w obronie. Nie byli oni jednowymiarowi w swoich poczynaniach i dali z siebie wszystko w defensywie. Zarówno Rondo i Mirotić zagrali świetne spotkanie.

Bardzo dobry mecz dał też Ian Clark – 10 punktów, 4/5 z gry, 2/2 za trzy z ławki.

 

Dla Trail Blazers z 19 punktami skończył C.J. McCollum. 18/7/7 dał od siebie Damian Lillard. 13 „oczek” miał Evan Turner, 11 Jusuf Nurkić.