Warriors wygrywają w Big Easy

Golden State Warriors przerwali serię dwóch zwycięstw z rzędu ekipy z Nowego Orleanu wygrywając po zaciętej końcówce 116 – 112. Hornets po fantastycznym powrocie do spotkania w drugiej połowie niestety utracili prowadzenie w końcówce którego już nie odzyskali. Fenomenalny występ zaliczył Anthony Davis. 

Pierwszą kwartę Warriors rozpoczęli ze Steph Curry’m w pierwszej piątce, co było małą niespodzianką tym bardziej, że na parkiecie nie widzieliśmy Davida Lee – zamienili się więc rolami i ten pierwszy grał, a drugi siedział na ławce przez problemy z kostką. Pierwsze punkty zdobył po akcji 2+1 Harrison Barnes, a później obydwie drużyny punktowały regularnie. Przez prawie sześć minut na tablicy świetlnej żadna z drużyn nie potrafiła uciec na więcej niż 1/2 punkty. Dopiero wtedy Klay Thompson rzutem zza łuku wyprowadził Warriors na 4-punktowe prowadzenie.

Bardzo dobrze spisywał się Anthony Davis, który punktował, zbierał i blokował i to w głównej mierze dzięki niemu „Szerszenie” podgoniły wynik i na 4:40 do końca kwarty prowadziły 1 punktem. Na parkiecie w Nowym Orleanie znów mieliśmy grę punkt za punkt. Dopiero w końcówce „Wojownicy” uciekli trochę po „trójce” Draymonda Greena i końcowej akcji Jarretta Jacka, który wyprowadził swój zespół na 33 – 27 po pierwszych 12 minutach.

Drugą kwartę od „trójki” zaczął Steph Curry, a Warriors byli już w pewnym momencie +11. Po stronie NOH trafiali jednak Anderson i Mason, którzy trzymali ekipę na 6/8 punktów straty. Golden State po dobrej obronie i świetnej grze z kontry na 6 minut przed końcem drugiej kwarty byli już jednak na 12-punktowym prowadzeniu. Po „trójce” Andersona tym samym odpowiadał Jarrett Jack, który bez skrupułów dobijał swoją byłą drużynę.

4:47 do końca 2Q Klay Thompson trafia kolejny raz zza łuku i mamy 13 punktów straty „Szerszeni” do Warriors. Strata z każdą minutą jednak rosła, kiedy to Ezeli po dobitce dał 17 punktów przewagi swojej ekipie, a następnie kolejny raz Klay odpalił trafną „trójkę”. Pod koniec na szczęście drużyny z Luizjany rozszalał się Anthony Davis, który po podaniach Vasqueza latał nad obręczami i dawał łatwe punkty swojej drużynie. Dwie „trójki” trafił również Eric Gordon, a „Szerszenie” odrobiły w pewnym momencie stratę ponownie do 8 punktów. Ostatecznie Hornets przegrywali po pierwszej połowie 37 – 47 po kolejnych trafieniach szalejącego Klay Thompsona.

Hornets trzecią kwartę rozpoczęli od runu 8-0 i już po czterech minutach mieliśmy w hali wynik 67 – 65. Na parkiecie wciąż mieliśmy akcje punktowe Andersona, Aminu czy Gordona, ale Warriors zawsze wychodzili z odpowiedzią i punkty zdobywali Thompson, Curry czy Jack.

Na 2:44 Greivis Vasquez dał pierwsze prowadzenie od dawna swojej drużynie trafiając „trójkę”. Po Wenezuelczyku w ani przez moment nie było widać grypy – asystował i trafiał jak maszyna. 1:15 Rynooo za trzy! 87 – 83 dla Hornets, niesamowity comeback. Cegiełkę dołożył zaraz po wybronionej akcji Austin Rivers wbijając się pod kosz i podwyższając prowadzenie na 89 – 83. Ostatecznie po rzutach wolnych Jarretta Jacka New Orleans Hornets prowadzili po 36 minutach 89 – 85.

Na początku ostatniej kwarty Hornets popełnili kilka głupich strat co natychmiastowo wykorzystała ekipa przyjezdna – mieliśmy remis. Na 9 minut przed końcem przypomniał o sobie jednak kolejny raz Roger Mason trafiając zza łuku i dając „Szerszeniom” kolejny raz 3-punktowe prowadzenie. Wyśmienicie spisywał się również Austin Rivers, który dał kilka punktów z rzędu – w tym po wywalczonej zbiórce w ataku – i w efekcie wyprowadził na 7 minut przed końcem spotkania Hornets na najwyższe w spotkaniu 7-punktowe prowadzenie.

Co ciekawe na tak wysokie prowadzenie „Szerszeniom” udało się wyjść grają w rezerwowym składzie, a dopiero na 6 minut przed końcem Monty wypuścił bardzo ciekawą piątkę z Vasquezem, Riversem i Gordonem. Warriors jednak wciąż dążyli po swoje, czyli po wygraną w tym spotkaniu. Po „trójce” Curry’ego Golden State kolejny raz objęło prowadzenie, tym razem na 5 minut przed końcem 104-102. Dwa rzuty wolne wykorzystał Eric Gordon po wymuszonym faulu, ale w odpowiedzi zza łuku trafił kolejny raz Klay Thompson.

Najlepszymi decyzjami nie popisywali się sędziowie posyłając Curry’ego na linię rzutów wolnych po tym jak przewalił się przez swojego kolegę z drużyny Ezeliego – przyznano jednak faul Gordonowi. Eric wszedł jednak w swój rytm gry w crunch-time, znów był bestią. Trafił jumpera, przechwycił piłkę i wykorzystał dwa rzuty wolne po tym jak został sfaulowany po kontrataku.

Hornets po jednym trafionym rzucie wolnym przez Anthony’ego Davisa wygrywali na 1:22 przed końcem 110 – 108. Eric Gordon źle wyskoczył do bloku przy Curry’m, który został sam zza łukiem, ale mimo to spudłował – piłka dla Hornets. Mimo to nic dobrego z tego nie wyszło bowiem Gordon podał prosto w ręce Jarretta Jacka (może zapomniało mu się, że już z nim nie gra?), który wylądował na linii rzutów wolnych gdzie wykorzystał dwa rzuty.

Eric Gordon dostał pole do popisu przy następnej akcji. Miał wolne miejsce i przeszedł do gry 1vs1 z Curry’m. Niestety tym razem się pomylił i tym razem szansę na objęcie prowadzenia na kilka sekund przed końcem mieli Golden State Warriors. Łatwym floaterem punkty zdobył Jarrett Jack, a zaraz później dołożył kolejny punkt po tym jak ruchomą zasłoną popisał(?) się Jason Smith.

Hornets na 22 sekundy przed końcem przegrywali 113 – 110. Za trzy nie trafił jednak po podaniu Gordona Greivis Vasquez i na zegarze pozostało już tylko 15.7 sekund. Warriors wygrywali po wykorzystanych dwóch rzutach wolnych już pięcioma punktami. „Szerszenie” z Nowego Orleanu ostatecznie przegrali spotkanie z Golden State Warriors 116 – 112, ale pokazali, że mogą rywalizować z rywalami z górnej półki będąc – w moim odczuciu – drużyną lepszą niż ekipa Marka Jacksona.

STATYSTYKI

Zacznijmy od tego, że New Orleans Hornets są 0-15 kiedy pozwalają swoim rywalom na rzucenie sobie 100 lub więcej punktów. Przyczyną dzisiejszej porażki były głównie złe decyzje sędziów, które posyłały „Wojowników” na linię rzutów wolnych gdzie bez napocenia się mogli łatwo zdobywać kolejne punkty. 30 na 35 punktów możliwych po rzutach wolnych, to właśnie to przesądziło o zwycięstwie przyjezdnych. Dla porównania „Szerszenie” zdobyły 13 na 23 możliwe „oczka”.

Byliśmy dzisiaj również bardziej skuteczni, ale przez wspomniane już wolne nie miało to aż tak dużego znaczenia. Hornets rzucali na 57% skuteczności z gry przy 49% Warriors. Więcej również zbieraliśmy i asystowaliśmy.

MVP Hornets był zdecydowanie Anthony Davis. „Brew” od początku świetnie wszedł w mecz, które ostatecznie zakończył z 20 punktami, 12 zbiórkami, 4 asystami, 1 przechwytem i 4 blokami. Trafił również 9-12 rzutów z gry. Jedyne w czym zawiódł to rzuty wolne, gdzie był 2-7.

Eric Gordon zakończył spotkanie z 23 punktami (7-16 z gry), 3 asystami i 3 przechwytami, ale to również przez jego totalnie nieudane podanie, które dały później dwa punkty GSW Hornets przegrali to spotkanie. Gordon nie potrafił również trafić w pojedynku 1 na 1 z Curry’m, a w ostatniej akcji po dogrywkę odegrał piłkę do Vasqueza, który przestrzelił. To spotkanie nie należało do najlepszych, ale nie było również najgorsze.

Greivis Vasquez miał 15 asyst, 4 zbiórki, 3 przechwyty i tylko 2 straty. Problem jednak w tym, że trafił dzisiaj tylko 3 na 10 oddanych rzutów i zakończył mecz tylko z 8 punktami na koncie. Gdyby jednak nie jego rozgrywanie to „Szerszenie” mogłyby tylko pomarzyć o jakiejkolwiek walce z Warriors.

Dobrze wyglądali również  kolejny raz Aminu (14 pkt, 10 zb, 2 przech, 1 blk i 7/9 z gry), Ryan Anderson (19 pkt, 5 zb i 8/14 z gry), Roger Mason (12 pkt, 5-7 z gry) oraz nieoczekiwanie Austin Rivers (8 pkt, 2 ast, 4-6 z gry).

Jeżeli chodzi Warriors to zawodnikiem meczu był Klay Thompson – 29 punktów, 11-16 z gry i 5-7 zza łuku. 25 punktów (7-13 FG) i 12 asyst zdobył również Jarrett Jack, który przesądził o zwycięstwie nad swoją byłą drużyną. Landry miał 13 punktów, 11 zbiórek. Festus Ezeli 13 punktów, 8 zbiórek.

Wciąż do siebie po kontuzji wrócić musi Steph Curry, który co prawda miał 20 punktów i 7 asyst, ale jego zmiennik Jarrett Jack wypadł od niego zdecydowanie lepiej. Głównie przez to, że super-strzelec Warriors trafił tylko 5 na 17 oddanych rzutów.

  • mike

    Może przegrana, ale przynajmniej po dobrym meczu. Błędy się zdarzają, no i akurat tym razem padło na Gordona – bywa. Faktycznie szkoda, że Davis nie trafił tylu osobistych, zwykle nie ma z tym problemu. A te kilka punktów zrobiłoby różnicę.

  • szkoda przegranej,liczylem na zwyciestwo.