Złamane serca

New Orleans Pelicans wygrali z Houston Rockets. To mogła być przełomowa wygrana w tym sezonie. Wszystko wreszcie zaczęło się układać i wszystko wskazywało na to, że ten zespół nie zostanie rzucony na pożarcie w decydującej fazie. Udało się wygrać aż 7 z 8 ostatnich spotkań. Pelicans zaczęli być drużyną.

I wtedy stało się to. DeMarcus Cousins przeżywa najlepszy okres w swojej karierze. Gra z sercem, gra na pełnym zaangażowaniu, walczy o każdą piłkę, daje wsparcie w obronie i można na nim polegać w każdym momencie spotkania. To pierwszy raz, kiedy miał zespół i szansę na wejście do Playoffs. To pierwszy raz, kiedy jego organizacja nie zwalnia trenerów, nie robi głupich wymian i daje mu nadzieję, że wreszcie gra na boisku ma jakiś sens.CZYTAJ WIĘCEJ

Game #47: Pelicans w formie

Drużyna Pelikanów ostatnio nas nie zawodzi. Dzisiaj zanotowała kolejne zwycięstwo (trzecie z rzędu) przeciwko Charlotte Hornets. Pellies aktualnie zajmują 6 miejsce w swojej konferencji z bilansem 26-21.

W ostatnich spotkaniach główną atrakcją były spektakularne zdobycze punktowe naszych dwóch najlepszych zawodników. W tym spotkaniu główną rolę odegrała jednak obrona, dzięki której Hornets zdobyli tylko 96 punktów, natomiast my 101.

CZYTAJ WIĘCEJ

Game #46: Szaleństwo w New Orleans

Dla takich spotkań ogląda się NBA. New Orleans Pelicans po szalonym i zwariowanym meczu wygrywają po dwóch dogrywkach na własnym parkiecie z Chicago Bulls. Pelicans odrobili blisko 20-punktową stratę w blisko 5 minut ostatniej kwarty, a następnie walczyli do upadłego o cenne zwycięstwo. Opłaciło się.

Wszystko wskazywało na to, że spotkanie przeciwko Chicago będzie bardzo ciężką przeprawą. Bulls po ciężkim starcie sezonu stali się inną drużyną – waleczną i dobrze zorganizowaną. Trener Hoiberg wreszcie dostał odpowiedni skład do swojej filozofii i gry i widać efekty.CZYTAJ WIĘCEJ

Game #45: Pels tym razem nie zawodzą

Pelicans ostatnio spisują się naprawdę dobrze. Dzisiejsza wygrana nad Memphis Grizzlies to piąte zwycięstwo w ostatnich siedmiu meczach. Tym samym zwycięska passa Memphis, która wynosiła trzy zwycięstwa, została przerwana.

Anthony Davis, który w ostatnim meczu zdobył tylko 8 punktów, dziś wyglądał już trochę lepiej, a przynajmniej w pierwszej połowie. Zdobył w niej 19 punktów. Druga już nie wyglądała tak dobrze, gdyż Davis rzucił wtedy tylko 2 punkty. Na szczęście mieliśmy jeszcze Holiday’a i Cousins’a.

CZYTAJ WIĘCEJ

Game #44: Rozczarowanie w Atlancie

Po nieoczekiwanym zwycięstwie w Bostonie, Pelicans udali się do Atlanty podczas wyjazdowego back-to-back. Pellies mieli świetną szansę aby przedłużyć swoją serię wygranych do 4 – najwięcej w sezonie. Niestety, trudy ciężkiego spotkania w Nowej Anglii, które musiało rozstrzygnąć się po dogrywce, dało się we znaki w drugiej połowie meczu z Hawks. I to ostatecznie gorzej notowane Jastrzębie przypieczętowały zwycięstwo w końcówce, 93 – 94.

Podopieczni Alvina Gentry’ego rozpoczęli to spotkanie bardzo dobrze. Po chwilowym falstarcie, szybko przejęli spotkanie i widać było wyższość przyjezdnych, którzy szybko wyszli na 13-15 punktowe prowadzenie. Fantastycznie wyglądał Jrue Holiday, który grał na wysokiej skuteczności. Wszystko odmieniło się, gdy koszykarze wyszli na drugą połowę.CZYTAJ WIĘCEJ

Game #43: wyszarpane zwycięstwo

Obecny okres jest dla Pelicans bardzo dużą szansą na odnalezienie tożsamości oraz złapanie wiatru w żagle. Terminarz jest bardzo sprzyjający i póki co Pels z niego skrzętnie korzystają, wygrywając właśnie trzecie spotkanie z rzędu – tym razem w Bostonie.

Pelicans zaczęli to spotkanie grając bardzo solidną defensywę. Choć wynik tego nie odzwierciedlał, Pels bardzo szybko przejęli inicjatywę w tym spotkaniu. Całkowicie wyeliminowali oni wpływ Kyrie’go Irvinga, który przez całą pierwszą połowę rzucił marne trzy punkty i wszystkie one przyszły w trakcie jednej serii rzutów wolnych. Po zaciętej grze, Pelicans świetnie rozegrali końcówkę kwarty, ostatecznie prowadząc 32-25 po trafieniu Jrue Holidaya. W drugiej kwarcie powtórzył się scenariusz pierwszej. Dominowała gra punkt za punkt, a Celtics, nawet bez Irvinga, nadążali za Pelicans. Wciąż to jednak przyjezdni kontrolowali wydarzenia na parkiecie i kolejna dobra końcówka pozwoliła im w końcu się urwać – na dziesięć punktów i 58:48 na koniec pierwszej połowy.CZYTAJ WIĘCEJ