New Orleans Pelicans wygrali wszystkie cztery spotkania, od czasu gdy do gry wrócił Jrue Holiday. Ostatni raz Pelikany tak długi zwycięski ‚streak’ mieli w 2015 roku. Wówczas drużyna prowadząca jeszcze przez Monty’ego Williamsa wywalczyła ostatecznie Playoffy w ostatnich dniach. Albo może wręcz wyszarpała?
Wydaje się, że po starcie 0-8 i wyrównaniu niechlubnego rekordu pod względem przegranych spotkań na początku sezonu – wszystko zmieniło się wraz z powrotem do gry zaledwie jednego zawodnika. Jrue Holiday zrobił na parkiecie ogromną różnicę, ale jego obecność to nie jedyny czynnik wpływający na tak dobrą grę Pelicans w ostatnich kilkunastu dniach. Jest tego bowiem znacznie więcej.CZYTAJ WIĘCEJ



Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że zawodnicy którzy odejdą z New Orleans Pelicans będą mogli nieprzychylnie odnosić się do zespołu w mediach. To już raczej tradycja w NBA – trzeba powiedzieć, że nie otrzymano należytego szacunku (pieniędzy), a aktualny zespół już mu to gwarantuje. Zyskuje się wówczas sympatię kibiców oraz dziennikarzy w mieście, w którym spędzi się następne lata.
Kilka dni temu pisałem o tym jak bardzo dysfunkcyjną organizacją stali się New Orleans Pelicans. Właściciel, który chce przeprowadzić zbyt szybką przebudowę, GM od którego nie usłyszeliśmy ani jednego słowa od kilku miesięcy, na Dyrektorze zajmującym się bardziej futbolem amerykańskim niż koszykówką kończąc. Być może jesteśmy świadkami pierwszego ruchu w Nowym Orleanie w lepszą stronę – przyjmujemy bowiem nowego człowieka na poważne stanowisko w zarządzie.
„To nie temat na dziś. Rozmawiamy o Saints [NFL]” – odpowiedział Mickey Loomis na konferencji prasowej na pytanie o przyszłość Pelicans i Della Dempsa na stanowisku Generalnego Menadżera. Te dwa krótkie zdania w znakomity sposób przedstawiają jak wygląda stan koszykówki w Nowym Orleanie i w jakiej fatalnej kondycji klub się znalazł.