
Greg Oden miał wczoraj swoje „The Decision”. Wybrał miejsce swojego powrotu do NBA po czteroletniej przerwie od koszykówki. Swój ostatni mecz zagrał dokładnie 1337 dni temu. Jego przerwa była spowodowana przewlekłymi kontuzjami kolan. To już drugi rok z rzędu, kiedy to były zawodnik Trail Blazers wraca do zawodowej koszykówki po kontuzjach kolan. W tamtym roku był to Brandon Roy, który wybrał Minnesotę Timberwolves, a może to oni wybrali jego. Teraz Miami Heat muszą się martwić nad tym, żeby Oden nie podzielił losu swojego dawnego partnera z boiska.
Jak mówiły plotki i „potwierdzone” źródła końcowy wybór miał zostać dokonany między dwoma drużynami – Pelicans i Heat. W Nowym Orleanie mógł znów współpracować z Montym Williamsem, który oglądał go, gdy ten jeszcze potrafił biegać po parkiecie. Do tego odmłodzony skład w którym mógł poczuć się jak prawdziwy staruszek, choć jego facjata już bez tego wskazuje wizualnie na wyższy wiek, niż w rzeczywistości. Ostatecznie wybór padł na obecnych mistrzów NBA – Miami Heat. Na pewno przekonała go osiągnięcia zespołu z Florydy, którzy już drugi rok z rzędu triumfują w Playoffach. Oden przyznał także, że głównym powodem była możliwość gry u boku najlepszego zawodnika na globie, czterokrotnego MVP i dwukrotnego MVP Finałów. Niektórzy doszukują się głębszych powiązań między tą dwójką graczy. Nie wiem czemu szukają zwykła relacja – like father like son.




