Monty Williams i sztab szkoleniowy New Orleans Pelicans od pierwszego dnia powtarzał, że nie ma w sezonie regularnym meczy ważnych i ważniejszych. Wszystkie trzeba traktować w ten sam sposób i do wszystkich trzeba podchodzić z podobną mentalnością i po prostu je wygrywać. Nie ma chyba wątpliwości, że jeżeli przyjeżdżasz na arenę rywali, którzy jeszcze kilka miesięcy temu odbierali w tym miejscu puchar NBA to Twoje nastawienie wyglądać będzie inaczej.
Tak też było dzisiaj w nocy, w San Antonio. Pelikany pierwszy mecz w tym sezonie otworzyli w sposób bardzo dobry. Trafiali rzuty, byli skuteczni zza łuku i mimo, że Spurs bronić się często po prostu nawet nie da, to defensywa wyglądała bardzo solidnie i Ostrogi często ratowały się heroicznymi rzutami z dystansu.CZYTAJ WIĘCEJ

Spotkania pomiędzy New Orleans Pelicans a Charlotte Hornets zawszę będzie miała swój „smaczek”, przypominający rozgrywanie meczu derbowego. Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego. Nie wtajemniczając się przejdźmy do spotkania bowiem Pelicans zagrali zdecydowanie lepszy mecz niż w Memphis i odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie 100:91. Liderem zespołu po raz kolejny był Anthony Davis notując 24 punkty i 13 zbiórek.
Nie mam pojęcia w jaki sposób opisać dzisiejsze spotkanie. Spotkanie? Szczerze mówiąc to nawet nie mam specjalnie ochoty opisywać coś TAKIEGO. Nigdy wcześniej nie widziałem chyba tak brzydkiego meczu, nad którym czuwali tak fatalni sędziowie. Mnóstwo fauli, złe gwizdki, same niecelne rzuty, fatalnie wyglądające ofensywy i nieco lepsze defensywy. Omijajcie ten mecz, omijajcie Memphis…
Do miasta Nowy Orlean przyjechała drużyna, która w swoich szeregach ma wszystko aby można było stawiać ich w roli kandydatów do mistrzostwa NBA. Od lat fantastyczny Dirk Nowitzki, wzmocnieni Tysonem Chandlerem czy Chandlerem Parsonsem, z jedną z najmocniejszych ławek i czołowym trenerem w lidze można było śmiało stawiać nas w meczu z Dallas Mavericks w roli underdoga. Tak też było od pierwszych minut.
New Orleans Pelicans w meczu otwarcia nowego sezonu NBA 2014-15 pokonali przyjezdnych do Smoothie King Center, Orlando Magic, 101 – 84. To ma być ten sezon, gdy w Nowym Orleanie wszystko ma się zmienić, a dla Magików to wciąż kolejny rok przebudowy. I tak właśnie wyglądało to starcie.
W pierwszym sezonie jako Pelicans to miał być ich przełomowy rok. Ryzykowne wzmocnienie się Jrue Holiday’em i Tyreke’iem Evansem i ogromny progres Anthony’ego Davisa miały dać Pelikanom wreszcie szansę o walkę o Playoffs. Skończyło się jendak na kolejnym roku z rzędu pod znakiem kontuzji – urazy kończące sezon Ryanowi Andersonowi, Jrue Holiday’owi i Jasonowi Smithowi czy drobne problemy Evansa, Gordona i Davisa w jednej chwili przekreśliły jakiekolwiek marzenia o walce z najlepszymi.