Week 2: Święty(ch) przewodnik po implozji

Bez Michaela Thomasa Saints mieli udowodnić, iż i bez niego są w stanie skutecznie funkcjonować w ofensywie. Zamiast tego, zaprezentowali widowiskową implozję, dając ciała po obu stronach boiska, momentami wyglądając jak amatorzy. Wyjazd do Vegas, który miał być relatywnie łatwą wygraną okazał się kapitulacją liderów Saints.

Przebieg:

Q1 NO 3 – 0 LV (Lutz 31 yd FG, 11:01)

Q1 NO 10 – 0 LV (Kamara 1 yd run, 3:51)

Q2 NO 10 – 7 LV (Card to Ingold, 3 yd pass, 8:55)

Q2 NO 17 – 7 LV (Brees to Cook, 6 yd pass, 5:22)

Q2 NO 17 – 14 LV (Carr to Jones, 15 yd pass, 1:44)

Q2 NO 17 – 17 LV (Carlson 28 yd FG, 0:09)

Q3 NO 17 – 24 LV (Carr to Waller, 1 yd pass, 9:58)

Q4 NO 17 – 31 LV (Richard 20 yd run, 7:43)

Q4 NO 24 – 31 LV (Kamara 3 yd run, 4:33)

Q4 NO 24 – 34 LV (Carlson 54 yd FG, 1:07)

Ofensywa:

Zacznijmy od pozytywów – gra biegowa. Już od początku Raiders nie mieli na nią odpowiedzi, a Saints zdobywali jardy wszystkimi i w każdy możliwy sposób. Alvin Kamara wyglądał fenomenalnie, ale z każdą kolejną minutą Kamara był jedyną opcją Saints, gdyż Sean Payton zaczął odpuszczać rotowanie swoimi RB.

Dobry występ zanotował Tre’Quan Smith, będący najlepszym receiverem Saints tego dnia, razem z Alvinem Kamarą. Smith zakończył mecz z pięcioma chwytami na 86 jardów, będąc jedyną opcją, której można było zaufać pośród skrzydłowych. Pozytywnie wyglądał także Deonte Harris. Sam Sean Payton również wyglądał o wiele lepiej pod kątem playcallingu niż tydzień temu, chociaż jego challenge z czwartej kwarty był bardzo złą, pełną desperacji, decyzją.

Ostatnim pozytywym była solidna gra linii ofensywnej, przynajmniej zanim nie zaczęli łapać flag i torpedować pozycji boiskowej.

Ale to wszystko. Emmanuel Sanders i Jared Cook którzy mieli być liderami ofensywy pod nieobecność Michaela Thomasa albo się kompromitowali, albo nie istnieli na boisku. Sanders złapał całą jedną piłkę na sam koniec meczu, wcześniej upuszczając jedną i nie tworząc żadnej separacji. Cook pomimo przyłożenia również nic nie wnosił do gry, poza jednym OPI.

Drew Brees był okropny, za wyjątkiem dwóch posiadań. Stastycznie nie wyglądał aż tak źle, lecz na taśmie był to dramat. Drew pudłował podstawowe podania, które zazwyczaj trafiał z zamkniętymi oczyma. Zaledwie 33% z jego jardów to były air yards. Brakowało mu timingu, brakowało mu zgrania i ogólnie Brees wyglądał jak żywy trup. Ostatecznie Saints byli w stanie uwolnić zawodników spod krycia, Brees po prostu nie był w stanie kompletować tych podań. A jego interception było najgorszym rzutem Breesa od wielu lat.

Koncepty były dobre, egzekucja była koszmarna. I nawet darmowe posiadanie po fumble Jalena Richarda zostało zmarnowane.

Defensywa:

Raz jeszcze, zacznijmy od pozytywów. Trey Hendrickson rozgerał jeszcze lepszy mecz niż tydzień temu i chodź nie ustrzegł się błędu, jako jeden z niewielu te błędy nadrabiał. Drugim jest Demario Davis, na którego Saints są w stanie liczyć każdego tygodnia.

Dużym plusem był środek linii defensywnej jako cały unit. Sheldon Rankins pokazywał przebłyski najlepszej formy, wyglądając o wiele lepiej motorycznie. David Onyemata i Malcolm Roach raz po raz skutecznie penetrowali OL Raiders. Malcom Brown skutecznie ograniczał grę biegową. Cały ten kwartet robił świetną robotę przeciwko Joshowi Jacobsowi, marnowaną przez resztę zespołu.

Wyróżnieniem miał być Janoris Jenkins, który rozegrał solidny mecz, ale to jego flaga na koniec meczu pozbawiła Saints szansy na wyrównanie. Po drugiej stronie Marshon Lattimore trzykrotnie zawalił dalekie trzeciej próby, raz oddając przez flagę, raz przez krycie i raz mijając się z torem lotu piłki przy próbie przechwytu.

Safeties, którzy tydzień temu byli ostoją Saints, w tym meczu byli ich największą słabością. Malcolm Jenkins raz za razem był ogrywany, zwłaszcza przez Darrena Wallera. Sam Waller ośmieszał obrońców Saints, łapiąc dwanaście piłek na ponad sto jardów i przyłożenie. Nie było safety Saints w tym meczu, który nie zawalił zagrywki, bądź paru.

Cameron Jordan również był cieniem samego siebie i po mocnym początku całkowicie przepadł. Cam nie generował żadnej presji i stale był tłamszony przez rezerwowego liniowego Raiders. Bardzo źle wyglądał też Dennis Allen, którego decyzje były co najmniej dziwne i po prostu nieskuteczne. Jon Gruden zdominował ten pojedynek, tak samo jak jego zawodnicy.

Cała egzekucja defensywna poza częścią front seven leżała po stronie Saints. Tackling był okropny, dzięki czemu Raiders byli w stanie zdobyć przyłożenie biegiem nawet z 3&10. W trakcie trzecich prób w ogóle wyłączali myślenie, a zapominanie o Wallerze w trakcie 4&goal było idealnym podsumowaniem ich występu. Saints nie wyglądali jak zgrany zespół, który ma walczyć o pierścień. Wyglądali jak zespół, który po prostu się poddał.  Oczywiście wpływ na to miał ogromny czas jaki defensywa spędziła na boisku. Ale ona sama była sobie za to winna, nawet bardziej niż ofensywa. Brak serca i brak dyscypliny to recepta na porażkę.

Formacje Specjalne:

Special Teams zanotowały poprawny występ, nie wpływając zbytnio na losy meczu. Raiders rozpoczynali swoje posiadania na lepszych pozycjach od Bucs tydzień temu, acz minimalnie. Deonte Harris został ograniczony na puntach, ale zanotował dwa dobre returny po kickoffach.