NFC Divisional Round: ‚Niezależnie od okoliczności, znajdziecie sposób by wygrać’

‚Hej! Posłuchajcie mnie! W tej grze są trzy etapy: grasz, walczysz i jesteś nie do powstrzymania. Kiedy byłeś mały, grałeś! Grałeś, bo kochasz tę grę! Kochasz futbol. Następnie zaczęłeś się uczyć podstaw. Zaczęłeś szlifować technikę. Zaczęłeś się uczyć tego, jak walczyć. Oraz tego, jak wygrywać. Teraz trzeci etap. Nie każdy zdoła tu dotrzeć. Nie każdy jest w stanie być niepowstrzymanym. Ale kiedy masz grupę chłopaków, zespół taki jak ten, którzy siebie kochają, którzy grają jeden dla drugiego, to znaczy być niepowstrzymanym! Kiedy zaczynasz kolejny mecz i wiesz, że masz szansę go wygrać, bo niezależnie od okoliczności zawsze znajdziesz sposób by wygrać, to znaczy być niepowstrzymanym! Cały sezon graliśmy, cały sezon walczyliśmy, a dzisiaj, jesteśmy niepowstrzymani! DAWAĆ! Na trzy, wygrana! 1,2,3, WYGRANA!’

To, co przed chwilą przeczytaliście, to mowa jaką Drew Brees motywował zespół przed rozpoczęciem starcia z Philadelphia Eagles w NFC Divisional Game. Jedna z wielu jakie Drew wygłosił przed całą swoją karierę jako rozgrywający, ale przede wszystkim, jako lider. Ale w perspektywie czasu, to będzie jedna z tych najbardziej ikonicznych, zarówno w jego karierze, jak i historii zespołu. Gdyż znalazła swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Kilka chwil po niej, cały Nowy Orlean został uciszony, na tę jedną chwilę. Cały Nowy Orlean osłupiał. Pierwsze zagranie meczu, dalekie podanie Drew Breesa do Teda Ginna zostało przechwycone przez Cre’vona LeBlanca. Wszystko, co Sean Payton wraz ze sztabem planowali, poszło z dymem i cała inicjatywa przeszła na stronę Orzełków. Wstępny szok udzielił się również defensywie, która nie potrafiła zatrzymać Nicka Folesa i miała duże problemy z zatrzymaniem pierwszych biegów Philly. Zaś to wszystko się zakończyło dalekim podaniem do Jordana Matthewsa, kiedy w połowie akcji PJ Williams stracił świadomość wobec tego gdzie jest piłka i odpuścił bieg za Matthewsem. 7-0 Philly, Saints muszą wstać, zanim sędzia doliczy do 10. Nie wstali. Po trzech kolejnych zagraniach odkopnęli piłkę, a Philly po raz kolejny bez trudu marszowała po ziemi Saints. Kropkę nad i postawił Nick Foles, przez co Saints po pierwszej kwarcie tracili już 14 punktów oraz musieli sobie radzić bez Sheldona Rankinsa, który zerwał ścięgno Achillesa. Zaś kwartę zakończyli fumble Drew Breesa, po którym znowu musieli odkopnąć piłkę, cudem zresztą ratując pozycję na boisku.

Eagles jeszcze jednym punktowanym posiadaniem mogli stłamsić jakiekolwiek szanse Saints posiadali. Ale dali się zaskoczyć Świętym, którzy w końcu dokonali zmian w schematach defensywnych, grając pasywniej i w końcu aplikując obronę strefową. Wróciła także potężna defensywa dołem Saints, wykorzystując kontuzję Brandona Brooksa w Eagles. To właśnie w obronie strefowej Marshon Lattimore dokonał zagrania, które uratowało Saints. Bardzo szybko skupił się na Zachu Ertzie, pomimo poczatkowej uwagi na Nelsonie Agholorze, śledząc TE Eagles i ostatecznie będąc w perfekcyjnej pozycji, aby obronić podanie do Ertza. Ale Lattimore złapał tę piłkę, budząc Saints z marazmu. Niewiele brakowało jednak, aby Saints znowu zostali stłamszeni. Jednak po odrzuceniu flagi, która zmusiłaby Saints do zdobycia 11 jardów podczas trzeciej próby, Sean Payton zadecydował o akcji Taysoma Hilla podczas fake puntu. I pomimo tego, iż Eagles się spodziewali takiej zagrywki, nie potrafili zatrzymać Hilla. Saints ruszyli, a przełamanie nastąpiło po 42-jardowym podaniu do Thomasa. Będąc u bram Eagles, flagę złapał jednak Andrus Peat i Saints musieli ratować się graniem czwartej próby. Fenomenalny playcall Seana Paytona zupełnie zaskoczył Eagles, a bohaterem okazał się być Keith Kirkwood. Następne trzy posiadania zakończyły się trzema puntami – Eagles nie potrafili nic wskórać, Saints z kolei krok po kroku chcieli zdobyć kolejne punkty, ale sack Tima Jernigana zatrzymał drive Świętych. Drugie posiadanie Eagles miało szczególne znaczenie, gdyż to Philly miała otrzymać piłkę na start drugiej połowy. Saints zaryzykowali agresywnym playcallingiem podczas tego posiadania i się opłaciło, po tym, jak chwilę później Drew Brees poprowadził zespół ku trzem punktom. Mieli szansę na więcej, jednak kolejna flaga Andrusa Peata zaprzepaściła ich szanse na przyłożenie. Wrócili jednak do gry, co jeszcze pół godziny wcześniej było nie do pomyślenia.

Philadelphia wciąż prowadziła i ewentualnym przyłożeniem mogła kontrolować wydarzenia na boisku, ale nie była w stanie. Trzy zagrania, sześć jardów i po posiadaniu, dzięki pięknemu strąceniu autorstwa Vonna Bella. To Eagles popadli w marazm, a Nick Foles nie był w stanie poradzić sobie z ciągłymi zmianami w defensywie Dennisa Allena. Saints otrzymali szansę, by wyjść na prowadzenie. Zaczęli z problemami, ale uratowała ich flaga Rasula Douglasa. Od tej pory, jedyne flagi były rzucane przeciwko Saints i Andrus Peat po raz kolejny sabotował swój zespół. Jednak nawet on nie był w stanie pokonać Świętych. Oni sami nie byli w stanie tego zrobić – raz po raz wygrywali serce Eagles, skutecznie konwertując 20, 16 oraz 15 jardów jednym zagraniem. Sean Payton uwolnił Taysoma Hilla, który był w pozycji, aby złapać przyłożenie, lecz Drew rzucił podanie o centymetry zbyt blisko. Zagranie później to Taysom rzucił podanie do Alvina Kamary, ale flaga Andrusa Peata zabrała to piękne zagranie Saints. Szczęśliwie dla nich, Michael Thomas robił co tylko mu się podobało i to on wykończył posiadanie trwające 11,5 minuty, łapiąc podanie na przyłożenie. Eagles zostali zamęczeni. Saints nie tylko objęli prowadzenie, Saints dokonali manifestu siły. Defensywa chwilę później raz jeszcze zatrzymała gości, a swoje winy odkupił PJ Williams. To była szansa, by na dobre stłamsić Eagles, lecz Cre’von LeBlanc podczas trzeciej próby w redzone zatrzymał Alvina Kamarę, ograniczając Saints do kopnięcia z pola. 20-14 na początku czwartej kwarty.

Eagles desperacko potrzebowali punktów, lecz jeszcze raz bardzo szybko polegli. W tej sytuacji nawet field goal niemalże wygrywał mecz Świętym. Podczas 3&8 na 34 jardzie Philly Sean Payton zadecydował jednak o tym, aby konserwatywnie pobiec. Okazało się to być strzałem w stopę – Alvin Kamara stracił 3 jardy, a Wil Lutz przestrzelił dalekie kopnięcie. Eagles mieli 3 minuty oraz jedną przerwę na żądanie, by zdobyć przyłożenie. I choć zaczęli od pudła, tak bardzo szybko zaczęli zyskiwać jardy. Najpierw Zach Ertz złapał podanie na 16 jardów, a chwilę później flaga na Marcusie Davenporcie podarowała I’m 15 jardów. Philly już pukała do bram redzone Saints. Ale w tym roku, voodoo/szczęście było po stronie Świętych – podanie Nicka Folesa przeleciało przez dłonie Alshona Jeffery’ego i wpadło do rąk Marshona Lattimore’a. Saints nie dali nawet szansy Eagles na hail mary, kiedy Alvin Kamara zdobył pierwszą próbę. Koniec. Niezależnie od okoliczności, Saints znaleźli drogę do zwycięstwa.

Fenomenalna okazała się być defensywa, która nie oddała ani punktu od pierwszej kwarty, raz po raz tłamsząc Eagles. Philly miała multum szans aby uciec w tym spotkaniu, ale nie była w stanie przebić się przez mur Nowego Orleanu. Choć pass rush został zneutralizowany, cornerzy stanęli na wysokości zadania. PJ Williams pomimo początkowego błędu bardzo szybko się opamiętał i nie popełnił potem żadnego błędu. Eli Apple zupełnie wyłączył z gry swoją strefę boiska, będąc prawdopodobnie najlepszym zawodnikiem defensywy Saints. Marshon Lattimore za to dwukrotnie znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, ratując Saints. Na wyróżnienie zasługują także safeties, którzy nie popełniali żadnych błędów i pewnie powalali zawodników Eagles. Bardzo dobrze prezentował się też Taylor Stallworth, który wobec kontuzji Rankinsa był zmuszony grać więcej niż zazwyczaj. I rookie nie zawiódł Saints.

W ofensywie na wielką burę zasłużył Andrus Peat, który w tym meczu złapał aż pięć flag, raz po raz torpedując plany Saints. Fletcher Cox, nawet z urazem, bawił się z nim co zagranie. Drew Brees i Michael Thomas byli w stanie jednak przezwyciężyć jego słabości. Thomas w pojedynkę statystycznie przebił Eagles od startu drugiej kwarty, notując więcej jardów oraz przyłożeń od nich. Na wysokości zadania stanęli także Mark Ingram oraz Alvin Kamara, pojedynczymi przebłyskami napędzając ofensywę. To samo można powiedzieć o reszcie skrzydłowych – Ted Ginn nie zawodził i ten przechwyt nie jest jego winą, tylko Drew. Tre’Quan Smith był wywołany dwukrotnie do tablicy i nie zawiódł, ale to Keith Kirkwood zasługuje na największą pochwalę – jego chwyt na przyłożenie było niczym chwyt wieloletniego weterana, a jego bloki były nieocenione. Ostatnie wyróżnienie trafia do Seana Paytona – to jego agresywny playcalling utrzymał Saints w grę. Sprawił także, iż Eagles otrzymali ostatnią szansę na powrót. Ale bez odwagi Seana Saints polegliby z kretesem. Tak są w grze.

O bilet do Super Bowl Saints zagrają z Los Angeles Rams.