NFC Divisional Round – perspektywa Saints

NFC Divisional Round. Konia z rzędem temu, kto pół roku temu widział Saints w tym miejscu. Lecz jednak to nie ma już znaczenia, a liczy się tylko wynik. Ten sezonu nie musi się jeszcze kończyć – oto perspektywa Saints przed niedzielnym spotkaniem.

O tym, jak dziwne to spotkanie, niech świadczy fakt, iż Vikings, obecnie najlepsza drużyna w konferencji, ma mniej ekspertów Pro Football Focus stawiających na nich, niźli Saints. To ukazuje strach, jaki budzi zespół Świętych, nawet pomimo męczarni z Panthers.

„Najlepsza drużyna w konferencji”. Nie wypada się z tym nie zgodzić, a dlaczego tak jest, przeczytacie w zapowiedzi z perspektywy Vikings. Minnesota to po prostu potężny zespół w defensywie, z niezłą ofensywą w której bryluje dwóch fenomenalnych skrzydłowych, a całość spaja w końcu kompetentna linia ofensywna.

Z Vikings Saints mieli jednak się okazję zapoznać i nie skończyło się to najlepiej, gdyż Minnesota wygrała tamto spotkanie dziesięcioma punktami. Szczęśliwie dla Saints, nie uświadczą oni Sama Bradforda za centrem, który w tamtym spotkaniu grał jak natchniony. Zastąpi go Case Keenum, nominalny trzeci rozgrywający Vikings, lecz cóż po tym, kiedy on gra najlepszy futbol życia?

Keenum jest niewątpliwie największą historią spotkania. Czy udźwiginie presję? Zadaniem obrony Świętych jest to, aby tę presję on czuł całe 60 minut. W meczu o dziką kartę Cam Newton grał bardzo podobnie do Sama Bradforda z pierwszego tygodnia rozgrywek, co podkreśla, iż jednak potrzeba heroizmów swojego rozgrywającego, aby z Saints powalczyć. Keenum posiada bronie wystarczające, by stawić czoła defensywie Świętych, ale nie można zaprzeczyć, iż będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.

Kluczowym aspektem pierwszego spotkania były bardzo mądre decyzje Pata Shurmura w ofensywie. Zobaczył on, iż De’Vante Harris gwarantuje pewną dużą zdobycz jardową i co chwila go atakował, z sukcesami. Bardzo często grał też niskimi crossing routes, które rozrywały pozbawioną wtedy jakiegokolwiek sensu komunikacji obronę Saints. Małe deja vu tego mogliśmy obserwować w meczu z Panthers, kiedy raz jeszcze krycie slotu różnie wychodziło Świętym, ale należą im się pochwały, iż udało im się ten problem rozwiązać. Vikings uwielbiają grę jednym ze swoich dwóch skrzydłowych z pozycji slot receivera, więc rozwiązanie tego kłopotu napawa optymizmem.

Najlepiej jednak będzie narzucić presję na Keenuma już na linii wznowienia gry. W pierwszym pojedynku było to bolączką Saints. Jednakże teraz Cameron Jordan jest w życiowej formie, a inside rush również prezentuje bardzo wysoki poziom. Obrona Świętych to oportuniści, więc choćby jedno strącone podanie, czy kluczowa presja może odmienić losy meczu. Presja i straty – tego trzeba by wygrać.

Ale najważniejszym będzie, aby nie popaść w ofensywną stagnację. Saints nie mogą sobie pozwolić na 15 minut dobrej gry i 45 minut fuszerki. Vikings to wykorzystają na swoją korzyść. Ich defensywa będzie bardzo ciężkim wyzwaniem, ale w Week 1 Saints nie mieli problemów z docieraniem do red zone. Tam się zaczynały kłopoty. Tym razem będą musieli skutecznie egzekwować, a wydatnie w tym pomoże Alvin Kamara.

Kamara, wielki „nieobecny” pierwszego spotkania. Wielką jego zaletą jest to, iż jest tak nieprzewidywalny, iż żaden film na niego nie pomoże – trzeba skupić na nim całą uwagę, inaczej zacznie szaleć. Tak zrobili Panthers i im się to udało. Były jednak momenty, kiedy Kamara był o krok/dwa od urwania się na długi bieg. Kiedy zaś Saints wykreowali mu choć trochę miejsca, potrafił zabłysnąć, jak podczas bubble screena, kiedy zabawił się z Luke’m Kuechlym. Zaimponował także tym, jak bronił Drew Breesa. I wbrew pozorom, to dodaje parę nowych możliwości ofensywie Saints. Panthers się nie spodziewali, że Kamara będzie zostawał w kieszeni, by blokować – od tego są Ingram oraz Line. Vikings też nie będą się tego spodziewać. To po prostu niecodzienne i bardzo dziwne jak na Saints.

Mike Zimmer będzie również musiał zadecydować, czy skupić się na grze biegowej, czy może jednak Drew Breesie. Zewsząd idą głosy, iż zostanie pośrodku, zawierzając swojej obronie. Owszem, obrona Vikes to klasa sama w sobie, ale takie podejście daje Saints możliwość do większego luzu w ofensywie, gdyż nie będą zależni od tylko jednego schematu gry.

Sean Payton musi na to spotkanie przyjść przygotowany jak na żadne inne. Z Panthers widać było, że werwy miał tylko na 15 minut, kiedy to jednak bawił się jak chciał z jedną z lepszych defensyw ligi. Jeśli powtórzy to tutaj, ale bardzo rozłożone w czasie, Saints mogą to wygrać. W pierwszym spotkaniu pokazał, iż potrafi zagubić Harrisona Smitha, czyli najlepszego zawodnika Vikings w ogóle. Nie da się od niego uciec w pełni, ale da się na tyle ograniczyć, aby zespół mógł działać. A ograniczenie go znacznie zwiększa szansę na wygraną. Właśnie takiego Paytona potrzeba – bawiącego się umysłami obrońców rywali.

Bardzo ważne będzie też to, jak zaprezentuje się Michael Thomas. W pierwszym spotkaniu był niewidoczny, choć nie zawsze krył go Xavier Rhodes. Teraz on może ganiać za nim całe spotkanie, a to zaważy na losach spotkania. Thomas jest teraz w życiowej formie i gra, bądźmy szczerzy, na poziomie najlepszych WR ligi. Saints są w stanie bez niego wygrać, ale jeżeli uda mu się parę razy wygrać z Rhodesem, ta wygrana będzie o wiele bardziej prawdopodobna. Niestety zespół nie może sobie pozwolić na poświęcenie Mike’a.

Nie może, gdyż stracił Brandona Colemana, który nie wystąpi w tym meczu. Coleman wyglądał bardzo dobrze, za wyjątkiem fumble, w meczu z Caroliną i jego brak będzie widoczny, szczególnie w grze biegowej. Bez niego, Brees ma tylko dwa duże cele – Josha Hilla oraz Thomasa. Hill zagrał najlepszy mecz w barwach Saints tydzień temu, ale w pojedynkę nie pociągnie zespołu. Święci muszą się modlić, aby Willie Snead miał w końcu to jedno spotkanie, którym przypomni się lidze. To miał być jego sezon, bądź co bądź, i może jeszcze nim zostać. Właśnie jego brakowało w pierwszym starciu tych drużyn.

Wisieńka na torcie – Drew Brees. O niego się nie martwcie. Tydzień temu pokazał, jakim rozgrywającym jest tak naprawdę. Oto Drew, który musi się w końcu wyżyć, po tym, jak był trzymany na smyczy przez 17 tygodni.

Reasumując, Saints nie są na straconej pozycji. Nie czują oni takiej presji jak Vikings, którzy chcą przegonić demony związane ze Świętymi. Jest bardzo dużo rzeczy, które mogą pójść na korzyść Świętych i co najważniejsze, te rzeczy zależne tylko i wyłącznie od nich. Potrzeba po prostu, albo aż, dobrej egzekucji.

When The Saints Go Marching In!