NFC Divisional Round: złamane serca

Koniec. Saints zakończyli sezon 2017. Zakończyli piękny sezon, jedną z najboleśniejszych porażek w historii zespołu. Cóż, futbol to okrutny sport.

To spotkanie już od pierwszych minut zwiastowało nieszczęście. Ofensywa wyszła na to spotkanie bez jakiegokolwiek planu, zderzając się z murem, jakim jest defensywa Vikes. Defensywa również rozpoczęła spotkanie nie najlepiej, klasycznie mając problemy podczas pierwszego posiadania rywali. Zaprocentowało to szybkim przyłożeniem Minnesoty po biegu Jericka McKinnona. Następne posiadanie Saints nie zmieniło wiele, choć udało im się zdobyć tylko jedną pierwszą próbę. Niestety jak tylko dochodziło to trzeciej próby, Saints tracili jakiekolwiek pojęcie o grze. Vikes odzyskali piłkę i zaczął się niemały cyrk. Ken Crawley złapał dwie flagi, co pozwoliło Vikings bez większego wysiłku dostać się do red zone Saints. Druga flaga była jednak dużym błędów arbitrów, bo to nie Crawley zainicjował kontakt, a upadek Stefona Diggsa w piłce kopanej na 90% dostałby żółtą kartkę. Defensywa się po tym otrząsnęła, ograniczając gospodarzy do tylko trzech punktów. Nie wszystko było stracone, wystarczyło tylko uruchomić ofensywę – łatwo mówić, gorzej zrobić. 3&Out i oddane posiadanie. Obrona na dobre weszła w mecz, forsując 3&Out Vikings, ale już w następnej akcji meczu Brees wyraźnie nie dorzucił piłki do Teda Ginna, a Andrew Sendejo ją zdołał przechwycić. Vikings skorzystali z prezentu i zrobili kolejne przyłożenie, a Saints wylądowali na kolanach. Dopiero to na nich podziałało. Ofensywa ruszyła do akcji i zdobyła przyłożenie. Przyłożenie, które straciła parę sekund później z powodu flagi. A jak by tego było mało, chwilę później podanie Breesa zostali strącone i przechwycone. Potem udało im się doprowadzic do kopniecia z pola w zasięgu Wila Lutza, lecz on nie trafił. Pudłem na pudło odpowiedział Kai Forbath, więc wynik brzmiał 17-0 dla Vikings po połowie. Po raz pierwszy od 61 spotkań Saints nie zdobyli punktów w pierwszej połowie. Najdłuższa seria ligi upadła.

Vikings nie dość, iż dominowali, to otrzymywali piłkę na start drugiej połowy. Byli nastawieni konserwatywnie, ale udało im się zdjąć sześć minut z zegara, zanim oddali piłkę Saints po sacku Sheldona Rankinsa, ratującego Świętych przed FG. Payton oraz Brees dostali ostatnią szansę na życie. Wykorzystali ją. Payton postanowił nie panikować, zamiast tego grając bardzo metodycznie. Zabrało to ogrom czasu, lecz zaprocentowało przyłożeniem Micheala Thomasa na minutę przed końcem. Saints poczuli krew. W następnym zagraniu Marcus Williams przechwycił podanie Case’a Keenuma na połowie Vikings. Zaprocentowało to świetną pozycją startową oraz kolejnym przełożeniem Thomasa. Grunt się zaczął palić pod stopami Vikings, którzy znowu oddali piłkę Saints. Przy 3&1, Sean Payton zagrał va banque, dając szansę podania Williemu Sneadowi. Zagrywka się udała, a Vikings zostali kompletnie zaskoczeni. Niestety, Snead przerzucił Alvina Kamarę o pół jarda. Piłka wróciła do Vikes. Gospodarze mieli chwilę wytchnienia i udało im się złapać trochę rytmu. Nie byli jednak w stanie postawić kropki na, kończąc posiadanie tylko z trzema punktami. Ich obrona znowu stanęła na wysokości zadania, forsując punt Saints. Cała presja została rzucona na defensywę Świętych, która dorównała swoim vis a vis, forsując ich punt. Nie tylko forsując, ale go również blokując. Saints dostali kolejną szansę, ale tę już wykorzystali. 4 zagrania dały TD po pięknym podaniu i cudownym chwycie Albo na Kamary. 21-20 Saints. 3 minuty do końca. Vikings jednak nie pękli pod presją, doprowadzając do celnego FG na półtorej minuty przed końcem. Saints zostali z jednym timeoutem, po tym, jak Sean Payton zaczął szaleć z challenge’ami w czwartej kwarcie. Ale Saints to zrobili. Josh Hill był perfekcyjny. Po trzech nieudanych próbach wymuszenia flagi, losy Saints ważyły się podczas 4&10. Zrobili to. Willie Snead okazał się bohaterem. Posiadanie to zwieńczył Wil Lutz perfekcyjnym kopnięciem. 24-23 Saints, 25 sekund do końca. I wtedy się zaczęło. Pierw Stefon Diggs. Potem Adam Thielen w niesamowity sposób złapał piłkę, drugi raz tego dnia, mimo krycia Marshona Lattimore’a. To jednak nie dawało kopnięcia Vikings. 10 sekund do końca, Vikings bez przerw na żądanie. I wtedy stał się chaos. Case Keenum posłał piłkę, którą złapał Stefon Diggs. Kryjący go Marcus Williams zaatakował jego nogi, próbując powalić go wewnątrz boiska. Chybił. Zamiast tego wpadł w Kena Crawleya. Nikt nie mógł zatrzymać Diggsa. Nikt. Pobiegł on po przyłożenie, dające zwycięstwo i awans Wikingom. Gem, set, mecz.

W tym momencie dziesiątki tysięcy serc zostały złamane. Saints zagrali fatalne 30 minut, tylko po to, aby wrócić do gry w tak nieprawdopodobnych warunkach. Wrócili, po to, by przegrać w taki sposób. Dość powiedzieć, iż taka porażka boli bardziej, niż to 0-17 na początek. Niestety taki bywa futbol. Szczęście sprzyja lepszym, a takim zespołem była dzisiaj Minnesota. Nic, tylko pogratulować. Rachunki za 2010 zostały wyrównane.

Możemy być jednak dumni z tego zespołu. Nikt się nie spodziewał, iż on zajdzie aż tak daleko. To młody zespół, którego najlepsze lata jeszcze nadejdą. Saints 2017 byli piękną historią, obifitującą we wszystkie możliwe emocje. Dostarczyli oni tyle frajdy, ile tylko się dało. Co tydzień walczyli z niesprzyjającym losem, ale wygrywali te starcia. Wygrali osiem spotkań z rzędu. Znaleźli nową tożsamość. Wysłali na IR więcej zawodników, niż konkurencji z NFC razem wzięta – lecz nic im po tym było. Pokazali charakter. Byli zespołem, którego nie da się nie lubić.

Jest również jedna rzecz, o której należy napomnieć. Niech nikt nie obwinia Marcusa Williamsa. Nie on nam przegrał mecz, mimo tego błędu. To dzięki Marcusowi w ogóle znaleźliśmy się w PO. To dzięki niemu wróciliśmy w tym meczu. Ten chłopak wróci silniejszy, tak jak i cały zespół. Lecz teraz, okażmy mu wsparcie, jak na Nowy Orlean przystało.


I cóż, raz jeszcze – sezon 2017 dobiegł końca.
Jako SaintsPL dziękujemy wszystkim, którzy byli częścią tej pięknej podróży. Wszystko ma jednak swój koniec, jak i początek. Koniec starego sezonu jest początkiem nowego. A nowy zaczyna się już dzisiaj. Zapraszamy więc na podsumowania minionego sezonu, na wolną agenturę, draft, obozy i wszystko, co zaserwuje nam offseason. Wrócimy silniejsi, krok, po kroku. Who dat.

Na resztę playoffów odsyłamy do hasztaga #NFLpl na twitterze, którego serdecznie polecamy.