NFC Wild Card Game: po zwycięstwo!

Już tylko godziny dzielą nas od Wild Card Game, w której będzie nam dane zobaczyć zespół Świętych, pierwszy raz od 2013 roku. Do Nowego Orleanu przejdzie drużyna Carolina Panthers, służąca Saints za chłopca do bicia w tym sezonie.

Emocje w Crescent City buzują w największym stopniu od wielu lat, o czym świadczą ogromne przygotowania Świętych, jak i ich kibiców. Do Superdome zjeżdża się multum legend zespołu, zarówno z mistrzowskiego zespołu, jak i słynnego Dome Patrol. Saints zaś ma wyprowadzić Reggie Bush – Alvin Kamara złotej drużyny z sezonu 2009. Fani za to zapowiadają, iż w Superdome zastaniemy największą ilość decybeli od lat. A to wszystko w atmosferze zbliżającego się Mardi Gras oraz z „Dome Field Advantage” na ustach.

Zaś co do spotkania, Saints są faworytem, dla każdego. I nie jest to rzecz dziwna, gdyż dwa razy pewnie ograli Panthers, raz nawet wysyłając Cama Newtona na ławkę i to na jego stadionie. Do tego grają u siebie, a Superdome w sezonach takich jak ten, jest piekłem. Nie można zaprzeczyć, iż Saints mają na swoją korzyść więcej argumentów, niźli Carolina zawodników.

Kluczem do zwycięstwa Saints będzie oczywiście ofensywa. Musi ona złapać rytm, nie tylko na ten mecz, ale i na całe playoffy, a czym szybciej to zrobi, tym lepiej dla losów Saints. Koniec sezonu był ofensywną katorgą dla Świętych i naprawdę jest to powód do zmartwień, ale także podejrzeń, w co tak naprawdę gra Sean Payton. Gra biegowa nieco podupadła na formie, ale nietrudno zauważyć, iż to bardziej wina schematów oraz zagrywek, niźli samych biegaczy. Ingram to pokazał w Week 16, Kamara w Week 17. Pora wrócić do gry.

Jeszcze większe niepewności tyczą się gry górą. W ostatnim czasie skrzydłowi Saints naprawdę mieli pod górkę momentami. Michael Thomas i Ted Ginn pokazali klasę, ale pora, aby Payton zaczął używać nowych schematów i zagrywek, aby tchnąć trochę życia w grę podaniową. Przede wszystkim, należy obudzić atak zespołu podczas trzecich prób, gdzie Saints bardzo podupadli. Potrzeba nowych schematów, ale, przede wszystkim, żywego Williego Sneada z powrotem.

Nie bójmy się za to o obronę. Mimo kontuzji, ona trzyma wysoki poziom i cały czas imponuje. Cameron Jordan to w tym momencie jeden z najlepszych zawodników w lidze, którego Carolina stale będzie musiała podwajać, czy potrajać. Środek linii defensynej obejmujący Sheldona Rankinsa, Davida Onyematę oraz Tyelera Davisona również nie zawodzi, a ostatnio tylko notuje zwyżkę formy. Znakiem zapytania jest tylko ogołocona przez kontuzje pozycja RDE, ale Trey Hendrickson to solidny zawodnik, a George Johnson jest bardzo pozytywną niespodzianką. To właśnie postawa pierwszej linii będzie kluczowa, aby ograniczyć grę biegową Panter – ich największą siłę. Druga linia również ostatnio gra na świetnym poziomie, a Manti Te’o jest jednym z największych pozytywów ostatniego miesiąca. O secondary nie ma co mówić – robią wszystko. Młodzi gniewni Saints świetnie kryją, generują straty, a także blitzują (Vonn Bell zakończył sezon z 5 sackami).

Małe oczekiwania możemy mieć również wobec formacji specjalnych. Te po przyjściu Mike’a Westhoffa uległy znacznej poprawie, a dodanie do nich Alvina Kamary czyni akcje powrotne nowym zagrożeniem Saints. Zwłaszcza, że Tommylee Lewis za fumble z Tampą może nie powąchać piłki.

Reasumując, po prostu zagrajmy swoje. To wystarczy, by wygrać. WHO DAT!