NFC Wild Card Game: rollercoasterem do Minnesoty

WHO DAT! Żadne słowa nie oddadzą ileż emocji zawarło Wild Card Game pieniędzy Saints, a Carolina Panthers. Nie zabrakło w tym meczu niczego, ale najważniejszy był wynik – ten na koniec wyrokował na korzyść Saints.

Superdome już od samego początku było jednym wielkim kotłem czarownic, a wprowadzenie na murawę kilku legend zespołu tylko to spotęgowało. Na stadionie panowała taka wrzawa, że Panthers bardzoszybko byli zmuszeni wziąć przerwę na żądanie, gdyż przez hałas nie byli w stanie przeprowadzić swojej zagrywki. Niestety, Saints to spotkanie rozpoczęli tragicznie. Ofensywa nie była w stanie nic wskórać, a kuriozum była pierwsza trzecia próba Saints, którą okazał się być toss play do Tommylee Lewisa. Wynik tego zagrania był tak zły, jak tylko można sobie to wyobrazić. Panthers nie potrzebowali tyle czasu, aby się obudzić, już w następnym posiadaniu punktując Saints raz za razem, meldując się w redzone. Mieli nawet przyłożenie na rękach Kaelina Claya po idealnym podaniu Cama Newtona, ale ten upuścił piłkę. Skutkiem tego, 15 zagrań wystarczyło zaledwie na próbę łatwego field goala, a co ważniejsze – kicker Caroliny mógł się pochwalić niemal perfekcyjnym bilansem w tym sezonie. I tyle z wprowadzenia, bo on … nie trafił.

Sean Payton uznał po tym, że dość mu zabawy i postanowił spuścić Drew Breesa ze smyczy. 80 jardów, Ted Ginn, touchdown Saints. Było to najdłuższe zagranie Saints w całym sezonie, ale także najdłuższe zagranie przeciwko Panthers przez cały sezon. Carolinę niestety również to pobudziło, co rozpoczęło wymianę punktów. Wymianę, z której lepiej wyszli Saints, bo na każde zdobyte przez nich przyłożenie Panthers odpowiadali tylko FG. Brees wyglądał tak, jak by miał za chwilę otrzymać statuetkę MVP, szarpiąc defensywą gości jak to było tylko możliwe. Zagrywki Paytona były równie genialne, prowadząc do czystych pozycji do chwytu. Pomógł również fakt, iż nie tylko Mike Thomas i Ginn byli kompetentni – swoje zaczęli łapać Josh Hill oraz Brandon Coleman, a zwłaszcza ten pierwszy wyglądał, jakoby wstąpił w niego demon całej frustracji fanów wobec jego osoby. A obrona? Panthers wchodzili w redzone jak w masło, po czym defensywa Saints stawała się jak tytan nie do przejścia. 21-9 Saints do przerwy.

Druga połowa niestety to zbrodnicza gra Saints. Zaczęło się jeszcze nieźle, od wymiany FG, ale po trafieniu ofensywa Saints stanęła. Panthers odrobili w przerwie zadanie domowe, a Payton uznał, iż pora przestać bawić się w bogów, wracając z Breesem do ziemskich postaci. Skutkiem tego było to, iż Panthers zmniejszyli straty do 19-24, kiedy w końcu przełamali się w redzone. Obie ofensywy dołem nie istniały w tym meczu, więc mieliśmy starcia powietrzne, a w nich Greg Olsen, jak to miał w zwyczaju, wygrywał starcie za starciem. Spotkanie niemalże rozstrzygnęło się kilka minut przed końcem, kiedy to David Onyemata potężnie uderzył Cama Newtona, a ten był zmuszony udać się do namiotu medycznego. Wydawało się, iż Newton doznał wstrząśnienia mózgu i jego udział w tym spotkaniu dobiegł końca, lecz nic z tego. Saints na swoje szczęście nie ryzykowali, a Brees po cudownej akcji zdołał rzucić w stronę Thomasa, ratując zespół z ogromnej opresji. Doprowadziło to do TD Alvina Kamary i dwóch posiadań przewagi. Niestety w następnym posiadaniu wrócił Newton, po podał do Christiana McCaffreya, którego nie potrafił już nikt złapać. Status quo, ale piłka dla Saints. Doprowadzili się oni do 4&2, gdzie zdobycie pierwszej próby kończyło mecz, a utrata jej dawała niewiele ponad 40 jardów do przejścia dla Panthers. Payton postanowił zaryzykować, ale jego zagrywka nie wypaliła i Brees oddał dalekie podanie, które zostało … przechwycone, na szkodę Panthers. Carolina szybko dostała się w redzone, ale tam poległa, po raz kolejny, z defensywą Świętych. Cama Newtona zawiodła linia ofensywna oraz skrzydłowi, a mecz zakończył Vonn Bell sackiem. 31-26.

Było niesamowicie nerwowo, ale Saints pokazali klasę. Przez dobrych 10-15 minut wyglądali jak zespół, który jest w stanie wygrać Super Bowl. Brees przypomniał wszystkim, jakim geniuszem potrafi być, a defensywa stawała na wysokości zadania wtedy, kiedy to było najbardziej potrzebne.  Zaboli niestety utrata Andrusa Peata, który złamał kość strzałkową i został jubileuszowym, dziesiątym, starterem zespołu na Injured Reserve. Gra biegowa miała problem z Panthers, ale było to wydatnie spowodowane tym, iż oni się na to bardzo nastawili. Momentami krycie środkowej czesci boiska wyglądało słabo po stronie Saints i praktycznie każde udane dalekie podanie Panthers miało miejsce tam. Ogólnie, Carolina była lepiej przygotowanym zespołem do tego meczu i Saints muszą wyciągnąć wnioski. Narazie im zostało 3-0 z nimi w tym sezonie i szczotka jako motyw przewodni zwycięskiej imprezy w szatni.

Za tydzień Saints jadą do Minnesoty, na rewanż z Vikings.