Q&A: podsumowanie sezonu 2017

Kurz po sezonie na dobre już opadł, a ze snu powoli budzi się szał wokoło wolnej agentury. Jest to idealny moment, aby racjonalnie podsumować miniony już sezon. Korzystając z tej okazji, zaprosiliśmy na wspólne podsumowanie sezonu znane już twarze na SaintsPL. Na nasze pytania odpowiedzieli: Maciej Kwiatkowski (@mackwiatkowski) z szostygracz.pl, Kuba Kaczmarek (@k_kaczmarek9) z NFL24.pl, Karol Potaś (@Karol_Potas) z Fantasy Football Polska oraz, po raz pierwszy dla nas, Michał Rosiak (@rosiu36) – Komentator NFL/sędzia/fan futbolu od 1991 roku. Swoje trzy grosze dorzucił także Rafał Kamieński (@rkamienski). Zapraszamy!

1. Nie oszukujmy się, Saints 2017 przerośli wszelkie możliwe oczekiwania. W jak dużym stopniu przerośli twoje?

Rafał: Chyba bardziej się nie da. W moich przedsezonowych typowaniach, albo raczej oczekiwaniach, to jednak ta druga drużyna z Nowego Orleanu miała być tą, która jest w stanie podbić ligę (Pelicans). Okazało się jednak, że kolejny raz to Saints są najlepszą i najbardziej kochaną drużyną w mieście.

Ciężko było myśleć o Świętych, jak o faworytach sezonu – ich ruchy na rynku należały raczej do tych „cichych”, ale za to bardzo przemyślanych. Potem Draft, który według „ekspertów” (pozdrawiam) nie poszedł Saints najlepiej. Co więc można było myśleć przed tym sezonem? Jakoś to będzie? No i było – wspaniale.

Michał: Właśnie moje… niekoniecznie. Ja od lat, w zasadzie od zawsze, jestem admiratorem talentu Drew Breesa. Zawsze kibicuję tym, którzy na początku spisywani są… no dobra, może nie spisywani na straty, czy skazywani na pożarcie, ale wiemy przecież, że słowem-kluczem u Breesa zawsze było: „Za mały”. Jednak tak jak Russella Wilsona uważam za przereklamowanego, tak Brees od początku pokazywał język przeciwnikom swojego talentu. Odpowiadając więc po krótkim 😉 wstępie na pytanie – dla mnie Saints to zawsze drużyna kalibru playoff, więc moje oczekiwania przerośliby, grając co najmniej w finale konferencji. To swoją drogą drużyna fenomen, trochę jak (tu się zapewne niektórym narażę – Patriots), świetny QB, znakomita ekipa trenerska i grupa bardzo solidnych rzemieślników w ofensywie, z kilkoma gwiazdami.

Maciek: O 180 stopni. Typowałem, że będzie to rozczarowujący koniec pewnej ery, w kontekście wolnej agentury Drew Breesa i plotek o zainteresowaniu Jerry’ego Jonesa Seanem Paytonem. Miało być „5-11”, skończyło się „11-5”. Rewelacją okazali się debiutanci. Alvin Kamara pomógł zmienić schemat ofensywny i otworzyć nowe możliwości dla playcallingu Paytona. Natomiast Marshon Lattimore po prostu zabrał jedną stronę boiska.

Kuba: Przed sezonem spodziewałem się, że Święci będą mocną ekipą, a na pewno lepszą niż dotychczas, co pozwoli im – pierwszy raz od trzech lat – przebić tę nieszczęsną granicę 7 zwycięstw w sezonie. Sam bilans i miejsce wśród najlepszej dwunastki sezonu nie dziwi ani też nie wzbudza nieoczekiwanych emocji, ale sposób w jaki tego dokonali może wywoływać gęsią skórkę na ciele. Podopieczni Seana Peytona zostaną zapamiętani ze względu na ich determinację, kolektyw, efektowność, tak samo jak rekordy, które ustanowili. To był sprytny, twardy i mocny mentalnie zespół, który nie był dla siebie wrogiem i grał dokładnie tak jak powinien, wykorzystując w pełni swoje atuty, z jednakową wydajnością oraz młodzieńczym entuzjazmem. Pomimo utraty 10 podstawowych zawodników nie uciekał się do wymówek, walcząc – dosłownie – do samego końca. To mówi samo za siebie. Trener Sean Payton, dyrektor generalny Mickey Loomis i dyrektorzy ds. personalnych Jeff Ireland i Terry Fontenot zasługują na ogromne wyrazy uznania za stworzenie drużyny z inteligencją, wytrzymałością psychiczną i środkami niezbędnymi do przetrwania powolnego startu i pokonania przeciwności losu, które czekały na nich po drodze.

Karol: Święci to wyjątkowa drużyna. Od lat zespół z Nowego Orleanu szczyci się kapitalną ofensywą, zdolną bez większego wysiłku lokować na swoim koncie trzydzieści i więcej punktów. Zaskoczyła mnie jednak defensywa. To niesamowite jak dobry kolektyw stworzył DC Dennis Allen. Do tego w większości z mniej doświadczonych zawodników. Jak nabiorą obycia w NFL – szczególnie po tak trudnym, również emocjonalnie zamknięciu sezonu porażką z Minnesotą Vikings – to w tej formacji Saints mają wszystko, by dominować przez lata.

2. W którym momencie sezonu, dla Ciebie, Saints stali się zespołem, który należy już traktować poważnie?

Rafał: Ciężko stwierdzić, bo ten entuzjazm narastał z każdą kolejną wygraną podczas serii 7 zwycięstw z rzędu. Na pewno zaimponowali mi 1. października w meczu z Dolphins, którzy nie zdołali Świętym wrzucić ani jednego punktu. Wtedy powoli zacząłem myśleć „Cholera, może ta obrona naprawdę będzie dobra?”. Ale jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, że może być TAK dobrze. I wtedy przyszedł ten wielki mecz z Redskins, wygranym po szaleńczej końcówce i dogrywce. To był ten moment, kiedy można było powiedzieć, że tak, ten zespół ma po prostu jaja i jest stworzony do wielkich momentów. Byłem już pewny, że Saints będą się liczyć.

Michał: W zasadzie to można by rzec „jak wyżej”. Każdy, kto traktuje niepoważnie Saints, potem cierpi 🙂

Maciek: Bardzo długo to trwało, bo przecież rozpoczęli sezon jak starzy Saints, a seria zwycięstw później, aż do 8-2 przyszła przeciwko drużynom play-offowym. Zrobili to dopiero w Week 13, kiedy po raz drugi w sezonie praktycznie przeszli się po Panthers, pokazując różnicę między bardzo dobrym, a dobrym zespołem NFC. W kontekście tego meczu ta cała seria zwycięstw zyskała nowy wymiar wspięcia się na regularny poziom, zwłaszcza w obronie.

Kuba: Uważam, że momentem przełomowym był okres między drugą a szóstką kolejką spotkań, a więc dwóch wyjazdowych spotkań, odpowiednio, do Charlotte oraz Londynu. Nie tyle przez wzgląd na wyrównanie swojego bilansu po porażkach z Vikings oraz Patriots, ale odnalezienie swojej tożsamości. To wtedy ujrzeliśmy zgrany, wieloaspektowy zespół, który był w stanie pokonać agresywną, oportunistyczną obronę równie skutecznie grą biegową co podaniową.

Karol: Od startu sezonu byli dla mnie zespołem, który może wygrać z każdym… I również z każdym przegrać. Przez to przez dłuższy czas sądziłem, że „silni Saints” zostaną zweryfikowani. Prędzej czy później. Ale od trzeciej kolejki kontynuowali serię wygranych, z mniejszymi problemami (47:10 z Buffalo Bills), a czasami większymi (34:31 z Washington Redskins, po dogrywce). W tym czasie poznałem się bliżej m.in. Alvinem Kamarą. I uwierzyłem, że ten zespół może zrobić coś więcej. Bo nie jest już uzależniony od „dobrego dnia” Breesa. Paradoksalnie uważam też, że Kamara w ostatnim fragmencie sezonu był ich największą pułapką. Ale o tym później.

3. Pierwszy raz od 1967 roku duet debiutantów z tego samego zespołu sięgnął po obie nagrody dla debiutanta roku. Alvin Kamara czy Marshon Lattimore, który z rookies Saints wywarł na Tobie większe wrażenie?

Rafał: Lattimore po cichu zamykał niemal każdego gracza, który stawał mu na drodze. I być może to jest w nim właśnie najbardziej imponujące, że jego czasami nie było widać przez całe spotkanie, bo po jego stronie nic się nie działo – dzięki niemu. To jednak Kamara jest tym najbardziej widowiskowym gościem w Nowym Orleanie, dla kogoś takiego chce się iść po popcorn, zasiąść głęboko w fotelu i oglądać z otwartą gębą. Wybór pomiędzy tą dwójką jest jednak bardzo ciężki, bo obaj zapewniają Saints fantastyczną przyszłość.

Michał: Kamara. Defense wins the games, but offense sells tickets. Obaj byli świetni, ale zdecydowanie Kamara bardziej widowiskowy. I – w odniesieniu do pytania 1 – to kolejny z ludzi ofensywy, który wybił się z grupy wspominanych przez mnie solidnych rzemieślników.

Maciek: Zdecydowanie Kamara, ale tylko dlatego „zdecydowanie” ,bo instynkt, fantazja, ulotność i swego rodzaju niedefiniowalność Kamary uczyniło z niego mojego ulubionego gracza w zeszłym sezonie.

Kuba: Ciężko jest bezpośrednio porównywać dokonania obu zawodników ze względu na różnicę w charakterystyce ich pozycji na boisku. Oczywistym jest, że najbardziej w oko wpadł Kamara ze względu na swoje ekwilibrystyczne, efektowne i efektywne biegi. Natomiast Marshon dla postronnych kibiców może być jedynie „elementem spójnym” formacji defensywnej. Według mnie należy docenić ich obydwu, po równo.

Alvin zrobił na mnie ogromne wrażenie nie tylko na boisku, ale i poza nim. Pozycja biegacza może być zgubna, gdyż mając piłkę w rękach i walcząc o każdy, najmniejszy jard boiska, wielu młodych zawodników ucieka się do nieplanowanych zachowań, które kończą się notorycznymi stratami jardowymi. Pomimo tego ogromnego szumu, który wywołał swoją grą, nie „podpalił się”, nie gwiazdorzył, a cierpliwie i z pokorą wykonywał zalecenia taktyczne swojego trenera, czerpiąc z tego wielką radość. Podziwiam jego wszechstronność, bo przecież nie było miejsca na boisku, na którym byśmy go nie oglądali. Był wsparciem jako biegacz w backfield, tuż za linią wznowienia akcji, jak również jako odbierający i blokujący.

Natomiast Marshon to idealny cornerback w dzisiejszej złotej erze skrzydłowych. Zawodnik o nieprzeciętnej szybkości, wyśmienitej fizyczności oraz niezachwianej pewności. Pamiętajmy i zaznaczmy, że cornerback jest jedną z najtrudniejszych pozycji NFL, aby natychmiast ją zrozumieć, a tym bardziej rozwijać. Tymczasem Lattimore tylko rok był starterem w Ohio State przez cały sezon, wracając po kontuzji i już po drugim roku deklarując się do Draftu. To sprawia, że jego wejście – i wpływ na defensywę Świętych – jest jeszcze bardziej imponujące.

Karol: Alvin. Na Marshona jeszcze przyjdzie czas. Jak to mówi jeden z najlepszych defensorów w Polsce – Antoni Omondi, zawodnicy na jego pozycji są jak wino, im starsi tym lepsi. Dla młodszych ostatnie sekundy przed zakrywką upływają błyskawicznie. Przez to Latimorowi zdarzały się błędy. Doświadczeni mają w tym samym czasie jeszcze chwilę, by spojrzeć między innymi na zegar. Ale to naturalne, jego peak formy jeszcze przyjdzie. Natomiast dla Kamary mógł być to nawet najlepszy rok w karierze. Był pewną opcją w wielu krytycznych sytuacjach. Przy takim stylu gry grozi mu jednak szybkie „zużycie”. Rookie sezon miał kapitalny.

4. Podobne pytanie do poprzedniego. Zarówno Michael Thomas, jak i Cameron Jordan w sezonie 2017 potwierdzili, iż należą do czołówki ligi na swojej pozycji. Który bardziej Tobie zaimponował w tych rozgrywkach?

Rafał: Chyba Michael Thomas. Tylko dlatego, że on musiał jeszcze udowodnić sobie i nam, że należy do najlepszych. I to zrobił. O Jordanie wiedzieliśmy to już raczej wcześniej – to czołówka obrońców w lidze i po prostu mecz w mecz wykonywał swoją robotę. O Camie już wiele się powiedziało, a Mike po swoim genialnym debiutanckim sezonie potwierdził, że warto było na niego postawić. Zwłaszcza, że po transferze Cooksa spadł na niego ogromny ciężar i odpowiedzialność. Nie zawiódł.

Michał: Jordan, zdecydowanie. To jeden z filarów defensywy, przez lata, i jeden z moich głównych zawodników obrony w Fantasy 🙂

Maciek: Michael Thomas. To był ten mecz z Vikings, którego nie chcesz pamiętać. Ale po bardzo dobrym sezonie regularnym, w którym pokazał, że jest już Top-5 receiverem ligi, przy 0-17 do przerwy z Vikings Thomas poszedł do pracy i mimo tego, że rywalizował z Rhodesem, mimo tego, że był śledzony przez Harrisona Smitha i Mike’a Zimmera Vikings nie mogli nic zrobić. Nic. Thomas dominował jak przyszły Hall-of-Famer. Gdyby ten mecz skończył się inaczej, to mógłby być „Michael Thomas Game”.

Kuba: Podobnie, jak powyżej. Staram się patrzeć i oceniać zawodników stosownie do ich pozycji oraz poczynionych postępów, ale tutaj muszę oddać pola temu pierwszemu.

Fascynujące, w przypadku ofensywy Seana Paytona-Drew Breesa, jest to, że dominuje ona bez prawdziwie elitarnej opcji wide receivera. Pewnie, był tam bardzo dobry Marques Colston, niezawodny Lance Moore lub szybki Brandin Cooks. Brees, oczywiście, miał Jimmy’ego Grahama przy ścisłym kontakcie z Reggiem Bushem i Darrenem Sprolesem, ale przez większość czasu był głównie Brees, który potrafił w pełni wykorzystywać umiejętności swoich kolegów. Do czasu… Michaela Thomasa (pierwszego skrzydłowego wybranego do Pro Bowl w erze Payton/Brees). Początek sezonu miał przeciętny. Dopiero od trzeciego tygodnia, przez następne osiem zwycięskich tygodni zwrócił na siebie uwagę, kiedy średnio łapał siedem piłek na 88 jardów i kilka razy meldował się w polu punktowym. Szczyt swoich umiejętności pokazał w trakcie TNF w Atlancie, gdzie zagrał swój najlepszy mecz sezonu. Później znów zniknął w cieniu fantastycznych dokonań duetu biegaczy, ale w żadnym wypadku nie wybijając się z rytmu. Kiedy Saints potrzebowali zmiany charakterystyki gry, aby w jakimś stopniu zaskoczyć przeciwników w fazie pucharowe, Thomas był rozwiązaniem. Choć było to dla niego nowe doświadczenie, bo przecież na tym etapie sezonu nie był jeszcze nigdy, to wielu zobaczyło w nim Larry’ego Fitzgeralda z 2008 roku. 15 złapanych piłek, 216 jardów i kilka przyłożeń, to – na tym etapie – liczby, które łączone są raczej z weteranami. Xavier Rhodes nie był dla niego większym wyzwaniem w NFC Divisional Round, a to już wiele o nim znaczy. W 2016 roku był jednym z lepszych debiutantów ligi, a rok później nadajemy mu tytuł jednego z najlepszych skrzydłowych w NFL – jego gra mówi za niego.

Karol: Defensor Cameron Jordan. Oprócz tego, że doskonale prezentował się na boisku, to też – jako, że w Saints jest już siedem sezonów (Święci wybrali go w drafcie z #24 numerem) – był wzorem dla innych zawodników w formacji. Zaliczył statystycznie najlepszy sezon w karierze. I zapewne nie powiedział ostatniego słowa. Ma przecież tylko 28 lat.

5. Drew Brees miał swoje lepsze i gorsze momenty w tym sezonie, ale kiedy zespół go potrzebował, przemieniał się w swoją najlepszą formę. Zgodzisz się, iż zostało mu jeszcze wiele lat gry na poziomie, zwłaszcza z nową osobowością ofensywy?

Rafał: W pytaniu chyba została zawarta odpowiedź. Jeszcze przed tym sezonem pewnie trochę mógłbym się skrzywić i wątpić, czy to naprawdę jeszcze kilka lat. Ale Sean Payton stworzył mu idealne warunki na przedłużenie tej fantastycznej kariery. Brees nie musi już w każdym meczu brać na siebie odpowiedzialności i wygrywać Saints spotkania. Teraz robią to młodzi i gniewni, którymi sterowanie to prawdziwa zabawa. QB Saints ma znacznie większe pole manewru, co daje mu też możliwość większego zadbania o zdrowie i zrzucenie z siebie tak ogromnych obciążeń. Więc dlaczego nie?

Michał: Obawiam się, że wiele lat to niekoniecznie. Raczej obawiałbym się podążania drogą Brady’ego. Znów nie zaplusuję u fanów Patriots, ale w mojej opinii legenda, jaką bezdyskusyjnie jest TB12, w minionym sezonie zatraciła swój błysk. Zgoda, to ciągle jest Brady, wciąż widać u niego przebłyski geniuszu i olbrzymiego doświadczenia, genialne podania, ale w tym sezonie w mojej opinii niebezpiecznie zbliża się z klasy, w której przez lata był sam, do czołowych quarterbacków ligi, ten dystans wyraźnie zmalał. Obawiam się, że u Breesa, gościa z Top 3 moich ulubionych QBs (prócz niego Rodgers i oczywiście Derek Carr), może być podobnie.

Maciek: Z pewnością, ale nie byłbym wcale pewien tego, że ta nowa osobowość to coś co już zostanie. Zwłaszcza, że w drugiej połowie sezonu regularnego widać było mały regres w fantazji ścieżek, związany zapewne w podobnym stopniu z ciągłą rotacją poobijanej cały sezon ofensywnej linii, jak i z lepszym czytaniem przez rywali nowych Saints. Obawiam się też o Kamarę, jego posturę, jak fizycznie jego ciało będzie znosić ciosy, nie tylko o dalsze wstrząśnienia mózgu. Jego brak widać było doskonale w Week 14 i meczu przeciwko Falcons.

Kuba: Taka ofensywa, tym bardziej, pozwala mu myśleć o przedłużeniu kariery. Dotychczas zastanawialiśmy się nad jego przyszłością przez styl gry jego formacji, który charakteryzował się grą podaniową bez wyraźnego wsparcia biegaczy. To wszystko prowadziło do nadmiernej eksploatacji jego ciała, które z roku na rok jest, w jakimś procencie, mniej wydajne. Jego liczby z tego sezonu nie były koniecznie wynikiem upływających lat czy zapowiedzią regresu formy, a skupienia większej uwagi na biegaczy, którzy do tej pory byli mało istotnym dodatkiem. Ile to już razy mówiliśmy o tym, że jednego czego brakuje Breesowi do zdobycia pierścienia to solidna gra biegowa i formacja obronna. Nikt nie spodziewał się, że dostanie to jeszcze w Saints i tegoroczny offseason miał być momentem poszukiwań drużyny, która będzie w stanie mu to zapewnić. Tymczasem, już nie musi, bo Nowy Orlean powraca do łask. Dzięki temu mógł sobie pozwolić w minionym sezonie na większe rozluźnienie w fazie zasadniczej i próbę nowych rozwiązań, które do tej pory były nieosiągalne. W momencie kiedy Saints potrzebowali Breesa jakiego znali z poprzednich lat – to go dostali. Nie mam wątpliwości co do jego klasy i umiejętności, które wcale nie są mniejsze niż wcześniej. Po prostu, drużyna nareszcie ściąga z jego pleców odpowiedzialność za powodzenie w całym sezonie.

Karol: Wcześniej wspominałem, że Kamara przez to jak prezentował się na boisku, stał się pułapką Saints. Mam wrażenie, że został zajechany fizycznie i psychicznie. Pewnie po części przez Breesa i sztab Świętych. Gdyby Drew częściej obsługiwał skrzydłowych długimi podaniami, zamiast korzystania z „bezpiecznej opcji”, to może teraz Nowy Orlean miałby okazję do świętowania jeszcze lepszego sezonu. Szczególnie, że Brees nie okazywał oznak „zmęczenia materiału”. Zakonserwował się znakomicie. Dlatego nie spodziewam się, by w przyszłym sezonie obniżył loty. To QB genialny i chcę go widzieć w NFL jak najdłużej.

6. Po tym co widziałeś w 2017, czy traktujesz Saints jako jednego z faworytów na następny sezon?

Rafał: Zdecydowanie. To młody zespół. Zbudowany na fantastycznym drafcie. Po porażce w Minneapolis chyba nie ma bardziej rozgniewanej drużyny w lidze, niż New Orleans Saints. Jestem prawie przekonany, że gdyby nie te ostatnie sekundy, to dzisiaj mówilibyśmy o Mistrzach NFL.

Michał: Saints to zawsze drużyna na 10+ zwycięstw w sezonie, byłbym zszokowany, gdyby było ich mniej. Ale niestety w ostatnich latach mają jedną z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejszą, dywizję.

Maciek: Na pewno. Zobaczymy jeszcze co wydarzy się przez dwa kolejne miesiące, ale stawka w NFC na dziś wydaje się być tak wyrównana, że w kontekście osłabień w sztabie szkoleniowym Eagles, Saints na pewno przynależą do grona faworytów.

Kuba: Jak najbardziej! Chyba nie ma osoby, która nie brałaby ich na poważnie, szczególnie mając na względzie to, że nie mogli korzystać ze wszystkich swoich atutów. Myślę, że będą w gronie tych ekip, o których w trakcie sezonu przygotowawczego będzie się mówiło w kontekście Super Bowl LII.

Karol: Mają wszystko, by za rok zameldować się w Super Bowl. Jeśli zaliczą gorszy sezon niż miniony, to będę bardzo zaskoczony.

7. Na koniec – co najbardziej zapadło Tobie w pamięć z Saints AD 2017? [Poza Minneapolis Miracle oczywiście :)]

Rafał: Alvin Kamara rozdający przy bocznej linii Airheads po swoich przyłożeniach.

Michał: 90 punktów w meczu z Lions i rewelacyjne biegi Kamary.

Maciek: Alvin Kamara i mój pierwszy sezon w fantasy. To był mój pierwszy sezon w fantasy i na dalszych miejscach draftu zdjąłem Kamarę, bo widziałem kilka jego biegów w preseason, słyszałem dobre opinie i …podobało mi się jak brzmi „Alvin Kamara”. Kamara okazał się stealem, x-faktorem mojej drużyny, który pomógł mi wygrać w pewnym momencie 12 kolejnych meczów, aż oczywiście jak wielu dotarłem do finału i rywal miał Todda Gurley’a.

Kuba: Kolektyw. Oglądając masę zdjęć, wideo i wywiadów z poszczególnymi zawodnikami – a szczególnie Primetime Call na NFL Network – pierwsze co rzucało się w oczy to jak fantastyczna panuje tam atmosfera. Fantastyczna radość z grania w futbol, poszczególnych wygranych, każdego przyłożenia, każdego punktu. Każdy wspierał każdego, każdy cieszył się z osiągnięć drugiego. Moim zdaniem, to ich największych sukces w tym roku – stworzenie kolektywu, prawdziwej drużyny – rodziny.

Karol: Skoro muszę z pamięci wyłączyć słynne Minneapolis Miracle , to wybieram wigilijny mecz z Atlantą Falcons. Saints wygrali 23:13. Prowadzili od pierwszej kwarty i nie oddali go do końca spotkania. I to mimo że Brees nie zagrał wielkich zawodów. Ale skoro ma się defensywę, która dwukrotnie zatrzymuje bardzo dobrą biegowo – na swoim drugim jardzie – ekipę z Atlanty, to wynik nie jest niespodzianką. Ta wygrana była też szczególna, bo zapewniła Świętym powrót do play-off – pierwszy od sezonu 2013 i porażki w Divisional Round z Seatle Seahawks.