Święci ofiarą Thursday Night Football

Za kilka dni minie dokładnie rok od opublikowania artykułu Richarda Shermana z Seattle Seahawks, który na łamach portalu The Players’ Tribune ostro krytykuje grę w futbol w czwartki. Wszystko to można było przeczytać w tekście z krzykliwym tytułem „Why I Hate Thursday Night Football”.

Sherman jako zawodnik NFL doskonale opisał rutynę przez jaką przechodzą gracze, aby przez pełen tydzień przygotować się do rywalizacji w niedzielę na najwyższym poziomie. Wyjaśnia on proces przez jaki przechodzi ciało zawodnika, które uczestniczy w takim starciu gladiatorów, jakim można nazwać mecz futbolu amerykańskiego. Pierwsze kilka dni to ciągła regeneracja i gojenie się siniaków.

Przez to, że drużyna musi grać już w czwartek skrócony zostaje więc cały ten proces i zawodnicy są kompletnie wybici z rytmu, a na trawie stoją nieprzygotowani i w dużej części wciąż kontuzjowani. Ale grać trzeba. Richard Sherman mówi więc, że nic dziwnego, iż spotkania w czwartki stoją na wyjątkowo słabym poziomie, a zawodnicy często kończą na noszach i nie są w stanie dokończyć meczu.

I tak też było w miniony czwartek, kiedy New Orleans Saints podejmowali swojego odwiecznego rywala – Atlanta Falcons. Święci już od lat są źle traktowani w kwestii czwartkowych spotkań i muszą zmagać się dodatkowo z meczem na wyjeździe. Saints, mimo bycia delikatnym faworytem, przegrali 20 – 17. Ale porażka była najmniejszym wymiarem kary, bowiem Święci stracili znacznie więcej niż tylko jeden mecz.

Pierwszy padł Alvin Kamara, który został znokautowany ostrym wejściem w głowę. Najlepszy debiutant NFL tego sezonu doznał wstrząsu mózgu i na boisko już nie wybiegł. Już sama strata Kamary okazała się dla ofensywy Saints ogromnym ciosem, bowiem maszyna, którą stworzył wraz z Markiem Ingramem musiała działać od tego momentu jednoosobowo.

Wstrząsu mózgu doznał też Senio Kelemete. Saints musieli sobie też w trakcie meczu nagle radzić bez A.J. Kleina i Kenny’ego Vaccaro, którzy uszkodzili sobie pachwiny. Kostkę podkręcił też Trey Hendrickson, a Ted Ginn Jr. musiał skończyć mecz przedwcześnie, ale przyczyna nie jest znana.

Podczas spotkania kontuzji doznawali również Mark Ingram, czy Mike Thomas, ale dali radę do kończyć starcie w Atlancie. W innym przypadku do gry musiałby w końcu wskoczyć sam Sean Payton.

Chodzą też plotki, że krwią kaszlał Marshon Lattimore, który jak później mówił – był chory. Jeden z najważniejszych graczy defensywnego ustawienia Saints musiał mieć dostarczany tlen, aby być w stanie wciąż grać.

„Jak myślicie? Powiedzcie mi, co Wy wszyscy o tym sądzicie? Myślicie, że dlaczego było na boisku dzisiaj tyle kontuzji? Ktokolwiek odpowie?” – mówił wkurzony Sean Payton po meczu

Głos w całej sprawie zabrał również Drew Brees, który po meczu głośno mówił o swoim niezadowoleniu z gry podczas Thursday Night Football. Drew, jako były lider związku graczy, ma z pewnością ogromny posłuch w lidze, a tak silnie wyrażona opinia może mieć znaczenie.

„To w 100% skutek gry w czwartek. Czy rozumiecie przez co przechodzi ciało zawodnika podczas meczu? I po tym wszystkim ma wrócić do siebie w zaledwie cztery dni? Tylko spójrzcie na liczbę kontuzji. To kompletnie poza jaką skalą. Więc czy to mądre, aby narażać w ten sposób zawodników i ich zdrowie? Zdecydowanie nie!” – mówił Brees

„Kiedy widzisz graczy, którzy doznają kontuzje, gdy tracisz kumpla i wiesz, że stało się to tylko dlatego, że postawiono ich w znacznie bardziej ryzykownej sytuacji niż zwykle, to Cię to po prostu wkurza” – kończył ostro lider Saints

Saints przegrali. Przegrali z Falcons, ale co gorsze – przegrali z NFL i ich głupią polityką, która w nieodpowiedzialny sposób naraża zdrowie i życie swoich zawodników. Ból na jaki narażone są ciała graczy, to już sama w sobie sprawa niewyobrażalna dla zwykłego człowieka pod krawatem. Mimo to, ci sami ludzie wrzucają zawodników na jeszcze wyższe obroty.

Bo jak kończył Richard Sherman – tak długo jak NFL będzie liczyć swoje zarobione dolary podczas Thursday Night Football, tak nic się nie zmieni.