Week 13: Powrót do (dalekiej) przeszłości

Mecz w Denver był meczem nie do przegrania dla Świętych w sytuacji, w której wszyscy dostępni rozgrywający Broncos zostali wykluczeni z meczu przez ligę. Dla Nowego Orleanu był to ogromny prezent, z którego skorzystali bez zawahania. Ostatecznie fani dostali namiastkę futbolu sprzed dekad, niemal pozbawionego gry górą.

Przebieg:

Ofensywa:

Bez Drew Breesa, bez lewej strony linii ofensywnej i ogólnie bez starej magii. lecz robotę wykonała.  Po świetnym debiucie, Taysom Hill był zupełnie w innej formie tego dnia. Brakowało mu zgrania ze skrzydłowymi, presja wyraźnie na niego wpływała, choć sam też zbyt długo czekał z oddaniem piłki, zamiast zaufać pierwszemu readowi. W grze górą cały czas coś zgrzytało i nie była to tylko wina Taysoma; to po prostu nie był ich dobry dzień. Trudno w takim razie powiedzieć wiele o receiverach, którzy ledwo co mieli szansę na złapanie piłki. Michael Thomas miał problemy z kostką, choć nie zatrzymało go to w załatwieniu field goala na koniec drugiej kwarty. Widać jednak było, iż nie był w najlepszej formie.

Jak na mecz rodem z lat ’30 przystało, dominowała gra dołem. Trójgłowa hydra dalej była obecna w ofensywie Saints, raz jeszcze dając dwucyfrową liczbę biegów Murrayowi, Kamarze i Taysomowi. Ostatecznie Saints biegli aż 44 razy, przebijając barierę 5 jardów na bieg. Kamara zaliczył parę udanych biegów, chociaż tego dnia show należało do Lataviusa Murraya. Po tym, jak Murray urwał się obronie na 36-jardowy bieg, Sean pozwolił mu dalej biegać na podmęczonej obronie Denver, zaś Latavius odpłacił mu się kolejnym przyłożeniem.

Defensywa:

Pomimo „braku” rozgrywającego po drugiej stronie, defensywa wciąż nie mogła zignorować konkurencji, zwłaszcza gdy Denver starało się ich zaskoczyć wildcatem. Broncos udało się zdobyć jedną pierwszą próbę. Długofalowo to nie miało jednak szans na pwoodzenie i Saints bardzo szybko stłamsili przybite Denver. Poza jednym biegiem Phillipa Lindsaya i jednym Royce’a Freemana, Broncos nie odnosili żadnych sukcesów w grze dołem, co przy wyłączonej grze górą zupełnie spisało ich na straty. Przy wyłączeniu tych dwóch biegów, Broncos osiągali niewiele ponad dwa jardy na bieg.

Obrona grało z bardzo dużą dyscipliną, nie pozwalając sobie nawet na najmniejsze błędy. Bez dziur w defensywie Saints, Broncos nie mieli zupełnie żadnych szans na powodzenie. Pass rush oraz krycie spełniły swoje zadanie gdy Kendall Hinton miał rzucać i nawet gdyby jego podania były celne, prawdopodobnie byłyby strącone. Marshon Lattimore i Janoris Jenkins upuścili także po przechwycie, więc ten mecz mógł się skończyć jeszcze gorzej dla skrzydłowego na rozgeraniu Broncos.

Przede wszystkim jednak defensywa utrzymała formę z ostatnich spotkań i nie dała się wytrącić z rytmu.

Special Teams:

Bardzo solidny występ, bez błędów. Thomas Morstead zakończył mecz z jednym z lepszych występów w tym sezonie, wykorzystując sprzyjające warunki w Kolorado. Wil Lutz był bezbłędny, chociaż zbyt wiele od niego nie wymagano. Bardzo dobre, klasycznie już, było kick coverage.