Week 3: Sami sobie jesteśmy wrogiem…

Niedzielny mecz był zapowiadany jako starcie wagi ciężkiej i takowym był. Momentami oba zespoły wyglądały tak, jak są reklamowane – jako absolutny top ligi. Saints jednak raz jeszcze byli bardzo nierównym zespołem, który przegrał spotkanie na własne życzenie, gdyż tego dnia byli w stanie jak najbardziej ten mecz wygrać.

Przebieg:

Ofensywa:

Show jednej osoby – Alvina Kamary. Kamary się nie dało powstrzymać tego dnia i niemal każdy jego dotyk był pozytywem. Raz za razem AK dokonywał cudów, ośmieszając wręcz obronę Packers. Zaś jego 52-jardowy bieg po chwycie był już zwieńczeniem tego, co AK wyprawiał z Serowymi. Kamara zdobył 197 jardów w zaledwie 19 dotyków, nie łapiąc zaledwie jednej piłki z czternastu posłanych w jego stronę. Niezależnie od metody gry, Alvina nie dało się zatrzymać i był ewidentnie najlepszym zawodnikiem na boisku. Linia ofensywna również grała na świetnym poziomie, zwłaszcza biorąc pod uwagę poziom konkurencji. i tylko Andrus Peat jako jedyny grał poniżej poziomu, zanim wypadł z gry z powodu kontuzji. W szczególności Erik McCoy wyglądał jak rasowy center z samego topu ligi. Na wyróżnienie zasługuje także Cesar Ruiz, który odkąd pojawił się na boisku, to był jasnym punktem linii. Latavius Murray także grał na solidnym poziomie i rotacja running backów wyglądała dobrze.

Pośród skrzydłowych nikt się nie wyróżnił, ale i nie zawiódł. Emmanuel Sanders zabłysnął dopiero w końcówce, ale z biegiem spotkania tworzył więcej i więcej separacji. Tre’Quan Smith na chwilę obecną jest drugą najbardziej zaufaną bronią Drew Breesa, a Deonte Harris dalej jest elektryzującą bronią, która stale imponuje postępem w bieganiu ścieżek. Coraz śmielej poczyna sobie Adam Trautman, ale drugi mecz z rzędu Jared Cook okazał się rozczarowaniem.

Okropny mecz rozegrał także Taysom Hill, wypuszczając piłkę w kluczowym momencie meczu i łapiąc flagę wcześniej. Taysom wyprowadzał tylko ofensywę z rytmu i robił więcej szkody niż pożytku.

I jest on, Drew Brees. Statystycznie lepszy od Aarona Rodgersa. W rzeczywistości jeden z powodów porażki Saints. Brees w istocie wyglądał lepiej, wręcz najlepiej w tym sezonie. Lecz wciąż nie jest to poziom pozwalający wierzyć w ofensywę Świętych. Rzut za rzutem. Brees unikał dalekich rzutów i dopiero w końcówce zdobył się na trochę odwagi. Wcześniej, Drew oddał zaledwie dwa rzuty które przeleciały w powietrzu więcej niż 10 jardów. Choć linia trzymała Breesa w spokoju, oddając zaledwie cztery presje przez cały mecz, a skrzydłowi tworzyli okazje do dalszych rzutów, Brees wciąż się bał. Kilkukrotnie Brees już zabierał się do rzutu, w ostateczności się poddając. Z taką grą na rozegraniu Saints nie są contenderem.

Sam Sean Payton też zasługuje na naganę za wybijanie Saints z rytmu. Playcalling był dobry. Ale odejście od Kamary i forsowanie słabego tego dnia Taysoma to było głupie zagranie, które ostatecznie zakończyło się fumble Hilla. Pomijając już to, iż Taysom trzeci rok z rzędu źle czyta read option i forsuje zagranie pod siebie.

Defensywa:

Do zapomnienia. Demario Davis i Malcolm Jenkins jako jedyni pojawili się w pełnej formie. Demario po raz kolejny nie zawiódł i tylko wystawiał na tacy okazje, by zdjąć ofensywę Packers z boiska. Jenkins rozgerał póki co najlepsze zawody, imponując w kryciu i grze biegowej. I choć oddał przyłożenie, było one dyskusyjne przez flagę. Tak samo jak jego wcześniejsze horse collar, które było podręcznikowym powaleniem. Jenkins był największą ofiarą arbitrów, których poziom w tym meczu był wyraźnie zły, ale mimo wszystko zrobił co mógł, by wygrać ten mecz.

Nie można jednak zrzucać winy na arbitrów, gdy większość defensywy nie istnieje. Rodgers wręcz bawił się z secondary, a jego podania do TE Roberta Tonyana ośmieszały defensywę. Presja na AR nie istniała, a Cameron Jordan kolejny mecz zakończył z pustką. Duet cornerbacków Saints był słabością tego dnia, a Marshon Lattimore został dwukrotnie ograny jak licealista przez Allena Lazarda. Największym problemem było jednak krycie TE, gdyż nawet poza Tonyanem, każdy z TE Packers nie miał problemów z produkcją. Trójka TE Serowych złapała 9 piłek na 104 jardy i dwa przyłożenia. Saints nie potrafią po prostu kryć niskich stref przy linii bocznej, a gdy są atakowani w głebokich strefach, tracą dyscyplinę i opanowanie w kluczowych momentach. Niezależnie od tego, w którym aspekcie krycia Saints coś się uda, to ktoś inny popełnia błąd.

Saints nie tylko sabotują siebie flagami, ale i nie potrafią zejść z boiska. W trakcie trzecich prób wręcz wyłącza im się myślenie. Pomimo całego swojego talentu, popełniają przedszkolne błędy, grając jako zlepek indywidualności. Ich talent potrafi wygrać poszczególne pojedynki, ale nie spotkania. Nie można narzekać na sędziów, jeśli samemu marnuje się taki talent. Zwłaszcza w takim meczu, który był do wygrania.

Special Teams:

Lutz? Bezbłędny. Deonte? Bardzo dobry i nie należy krytykować go za fumble, które było po prostu bardzo dobrym zagraniem defensora. Kick coverage? Bardzo dobre. I tylko Thomas Morstead zagrał bardzo przeciętne zawody. Na formacje specjalne można jednak liczyć, tak jak na Alvina Kamarę i Demario Davisa. Darren Rizzi wykonuje fenomenalną robotę.