Week 9: To nie Miami, Thomasie…

W meczu podwójnej wagi, względem i dywizji, i konferencji, New Orleans Saints zmietli z ziemi wzmocnionych Antonio Brownem  i większym zgraniem Tampa Bay Buccaneers, serwując Tomowi Brady’emu pierwszy dywizyjny sweep w karierze i po raz pierwszy w tym sezonie grając na miarę swoich umiejętności.

Przebieg:

 

Ofensywa:

Efektywna, efektowna i nie do zatrzymania. Z wyjątkiem jednej osoby, cała formacja funkcjonowała na najwyższych obrotach i Tampa nie była w stanie zbyt wiele zrobić. Choć Alvin Kamara zakończył mecz z przeciętnymi cyframi, na boisku wyglądał dalej bardzo dobrze, a po słabszym meczu odbił się też Latavius Murray. Saints nie dominowali dołem, lecz grali wystaczająco skutecznie, by poradzić sobie z bardzo mocną obroną Tampy.

Idealnym opisem poczynań ofensywy był występ Taysoma Hilla – dwa podania na 48 jardów, 7 biegów na 54 jardy i do tego 21 złapanych jardów. Nie do zatrzymania, w żaden sposób, nawet pomimo błędów. Taysom łapiący to podanie w trakcie 2&16, albo podający na pierwszą próbę z nieudanego snapa to były jedne z lepszych momentów tego meczu. A dla Taysoma drugi najlepszy mecz w karierze, dobrze rokujący na drugą połowę sezonu. Bo po dramatycznej pierwszej, trudno było znaleźć regularne miejsce dla Taysoma w ofensywie.

Choć Taysom cieszył oko swoją efektywnością, to #9 imponował efektywnością. Snap za snapem Drew Brees rozrywał miękką defensywę Tampy, a gdy tylko ta kusiła się na odrobinę agresji, Brees tańczył pomiędzy nimi i posyłał im piłki za kołnierz. To również był statement game dla Breesa, już chyba na dobre udowadniający, że trochę w baku to on jeszcze ma.

Bez echa nie minął powrót Michaela Thomasa i Emmanuela Sandersa – pierwszy skończył z najwięszą ilością złapanych jardów, drugi zaś z przyłożeniem. I to w ograniczonej roli, gdyż Thomas zagrał tylko w połowie snapów, a Sanders 60%. Obaj wyglądali dobrze i dali skromny pozór tego, jakie możliwości oferują jako duet. Zwłaszcza Sanders będący w formie po covidzie to dobry znak. Ale nie tylko oni zasługują na uznanie – dwie skromne piłki złapał Marquez Callaway, przyłożenie Tre’Quan Smith, a w jednej z lepszych akcji meczu Deonte Harris ośmieszył trzech obrońców naraz po drodze do 40-jardowej zdobyczy. Ostatecznie piłkę złapało 12 różnych zawodników, z Dwaynem Washingtonem jako jedynym, który jej nie złapał.

Nie zawiodła linia ofensywna, stając na wysokości zadania i zamykając Shaqa Barretta. Różnicy nie zrobiła też reszta front seven Tampy, za wyjątkiem jednego snapa, gdy Barrett pokonał Jareda Cooka i wymusił fumble Breesa.

I to właśnie Cook był tym, który zawalił mecz po całości. Samemu zgubił piłkę tuż przed endzone, gdy wybito mu ją z ręki. Zawalił to fumble Breesa, choć nie powinien w ogóle blokować Barretta. I do tego dorzucił drop w redzone, który zakończył kolejny obiecuacy drive. Gdy Adam Trautman miał swoje breakout game, a Josh Hill nie schodzi poniżej pewnego poziomu, Cooka może to kosztować snapy.

Defensywa:

Prawdziwe statement game zrobiła jednak obrona. Od pierwszego snapa w meczu, cała formacja była nierealnie (jak na warunki tego sezonu) szczelna. Idealnym przykładem były cztery snapy z rzędu Bucs na pierwszym jardzie Saints, które nie doprowadziły do jakichkolwiek punktów. Po raz drugi w tym sezonie Saints zakpili sobie ze świetnej w tym roku linii ofensywnej Tampy, rzucając się na Toma Brady’ego z ogromną furią. Saints nie potrzebowali nawet zbytnio blitzować, gdy podstawowa czwórka stale była blisko Brady’ego. Brady’ego, który dopiero w piątym posiadaniu zdobył pierwszą próbę. Rozgrywający Bucs ostatecznie został przechwycony trzykrotnie, dorzucając do tego dwa kolejne z pierwszego tygodnia. Trzykrotnie (oficjalnie) został też sackowany, dziewięciokrotnie uderzony.

Raz jeszcze wielkie show zrobił Trey Hendrickson, o którym po pierwszym meczu Bruce Arians nie miał zbyt pochlebnych słów. Tym razem „najłatwiejszy do zablokowania” Trey zakończył mecz z dwoma sackami, dwoma TFL oraz siedmioma presjami. Jego dwa sacki przyszły też w serii trzech sacków w trzy snapy, choć pierwszy mu cofnięto. Fenomenalny był także David Onyemata, który w presjach był na drugim miejscu i na pocieszenie złapał strącone przez Marcusa Davenporta podanie. Brak Sheldona Rankinsa nie był widoczny, właśnie dzięki niemu. Davenport i Jordan również zagrali na poziomie.

Gra biegowa Tampy nie istniała i spanikowani początkiem Bucs ustanowili rekord w najmniejszej ilości biegów w sezonie. Tampa tylko rzucała, ale tego dnia nie byli w stanie przełamać secondary Saints. Playcalling Bucs nie powalał, ale z drugiej strony Saints grali bezbłędnie, świetnie się komunikując. Marshon Lattimore po raz drugi w tym sezonie i drugi rok z rzędu nie oddał chwytu Mike’owi Evansowi.

Special Teams:

Bezbłędne. Solidny Deonte Harris, perfekcyjny Wil Lutz, świetny jedyny punt Morsteada i fenomenalne kick coverage.