Week 1: Witajcie, królowie dramatów!

Udało się! Po sześciu latach, Saints udało się przełamać klątwę meczu otwarcia i w końcu rozpocząć sezon od zwycięstwa. A to, że przy okazji wywołali setki zawałów, i w Houston, i na stadionie.


Przebieg spotkania:

Chaos, jak przystało na otwarcie sezonu Świętych, wiele rzeczy już od samego początku nie szło po ich myśli. Bardzo dobrze rozpoczęła obrona, dwukrotnie zatrzymując Texans, lecz nie potrafiła tego wykorzystać ofensywa Saints, pierw będąc zatrzymanym tuż przed zasięgiem Wila Lutza, a za drugim oddając piłkę w red zone po niezrozumiałej decyzji Drew Breesa. Dla Texans był to idealny sygnał do ataku, którzy już w swoim następnym posiadaniu zdobyli przyłożenie. Wyraźnie im pomogło w tym pierwsze zagranie tego posiadania – bomba Deshauna Watsona do Willa Fullera na ponad 50 jardów. Źle przy tej akcji zachował się Eli Apple, który zachował w tej akcji dobre krycie. Po przyłożeniu Watsona obudzili się również Saints, ale było ich stać tylko na trzy punkty. Texans nie tracili jednak wiatru w żagle w ataku, co w połączeniu z notorycznymi błędami Saints zaprocentowało kolejnym przyłożeniem. Święci otrzymali minutę na odpowiedź, lecz zamieszanie z pierwszą próbą oraz arbitrami okradło ich ze znaczącej ilości czasu, przez co zostali zmuszeni do dalekiego kopnięcia, które Lutz spułował. Do przerwy? 14-3 Texans.

Na szczęście, Saints wciąż mieli piłkę na start drugiej połowy. I nie czekali długo, aby w końcu ruszyć z ofensywą – Alvin Kamara oraz Latavius Murray bardzo szybko rozprawili się z defensywą Texans, zdobywając przyłożenie. Kolejnym jednak odpowiedzieli Texans, gdy Saints dwukrotnie nie popisali się w trakcie trzeciej próby oraz z powodu flagi stracili przechwyt Marshona Lattimore’a. Obie ofensywy w tym momencie działały na pełnych obrotach i po paru minutach Saints cieszyli się jeszcze raz – tym razem Drew Brees podał piłkę do Taysoma Hilla. Superdome stawało się coraz głośniejsze, zwłaszcza, gdy zespół dawał im ku temu powody. I kolejnym był piękny przechwyt Marcusa Williamsa chwilę później. Saints wykorzystali dobrą pozycję i już na starcie Q4 wyszli na pierwsze prowadzenie dnia – jeszcze raz autorem został Drew Brees, tym razem do Tre’Quana Smitha. Saints przejęli kontrolę nad meczem, dwukrotnie jeszcze zatrzymując Texans, sami raz oddając piłkę. Ostatecznie na ponad 50 sekund przed końcem, prowadzili 27-21, a piłka była w rękach Texans. Niestety, defensywa zawaliła całościowo, oddając szybkie dwa zagrania i przyłożenie Texans. Kicker Texans spudłował próbę podwyższenia, ale otrzymał drugą szansę po błędzie Saints i tym razem trafił. Saints mieli 37 sekund i jedną przerwę na żądanie na odpowiedź. Ostatecznie, udało im się zdobyć wystarczającą liczbę jardów, by Wil Lutz otrzymał szansę z 58 jardów. I świeżo upieczony milioner tym razem nie zawiódł. Lutz pobił swój rekord kariery i trafił, zapewniając Saints zwycięstwo. Saints 30, Texans 28.


MVP: Ryan Ramczyk

Przez większość meczu, Ramczyk był odpowiedzialny za ograniczenie gwiazdy Texans – JJa Watta. Okazjonalnie otrzymywał pomoc ze strony tight endów, lecz przez większość meczu był zmuszony grać jeden na jednego przeciwko Wattowi. Ostateczny wynik? 0 sacków i 0 powaleń w wykonaniu Watta. Za wyjątkiem jednej flagi, Ramczyk zupełnie zdominował potężnego pass rushera, zapewniając spokój Drew oraz przestrzeń biegaczom Świętych.


Zagranie meczu: przechwyt Marcusa Williamsa

Na dobrą sprawę, zagranie dnia jest tylko jedno i jest to oczywiście kopnięcie Lutza. Nie można jednak przejść obok przechwytu Williamsa, który wyhamował ofensywę Texans, gdy ta miała na koncie trzy przyłożenia w trzy posiadania z rzędu. Williams popisał się świetną reakcją, nadrabiając 35 jardów do piłki rzuconej przez Deshauna Watsona, udowadniając swój talent jako high safety. Poza tym przechwytem, Marcus strącił również dwa podania i zakończył mecz jako najlepszy defensor Świętych.


Co zadziałało? 

+ linia ofensywna

Brees został powalony tylko raz, przez większość meczu operując w spokoju. Gra biegowa również działała i była efektywna, niezależnie od tego, który RB brał piłkę. Rookie Erik McCoy był niemal bezbłędny na pozycji centra i jego jedyna większa pomyłka tyczyła się błędu w komunikacji z Larrym Warfordem. Zdecydowanie formacja ta nie wyglądała jednak na taką, która straciła bardzo ważnego zawodnika w off-season.

+ pass rush

Deshaun Watson z kolei grał pod ciągła presją, ostatecznie będąc powalonym aż sześciokrotnie i uderzonym jedenastokrotnie. Pomimo braku Onyematy oraz Rankinsa, DL grała bardzo dobrze w pass rushu, wygrywając jeden na jeden, bądź schematami. Trey Hendrickson zakończył mecz z dwoma sackami, w tym jednym na świeżo pozyskanym za dwa wybory w pierwszej rundzie Laremym Tunsilu. Marcus Davenport z kolei wykonał kawał dobrej roboty w tworzeniu przestrzeni dla innych pass rusherów. Ich występ naprawa naprawdę dużym optymizmem wobec następnych spotkań.

+ gra biegowa

Alvin Kamara? 7,5 jarda na bieg. Latavius Murray? 7,2. Obaj RBs Saints zagrali świetne zawody, zyskując dodatkowe jardy po kontakcie, albo urywając się na długie biegi. Murray udowodnił, iż oferuje nieco więcej ekspozywności od Marka Ingrama, jednocześnie nie zawodząc, gdy Saints wymagali od niego brutalnej siły. A Kamara? Był sobą – nie do zatrzymania. 20 dotyków i 175 jardów.


Co nie zadziałało? 

– egzekucja i podstawowe błędy 

Saints raz po raz strzelali sobie w tym meczu w stopę. Kilka głupich flag odebrało im szansę na zdjęcie ofensywy Texans z boiska, bądź ograniczyło ich w ofensywie. Jedna z najgorszych tyczyła się wspomnianego podwyższenia na koniec meczu, gdzie błąd popełnił rookie Chauncey Gardner-Johnson, choć Sean Payton wręcz błagał zespół, aby nie łapać flag. Saints kilka razy nie potrafili również złapać Deshauna Watsona, choć ten był w zasięgu ich chwytu, dzięki czemu Texans zdobywali kolejne pierwsze próby. Również w secondary miało miejsce kilka błędów komunikacyjnych, a do tego decyzja o tym, aby zostawić PJa Williamsa była jedną z najgorszych w meczu i niemal nie kosztowała Saints tego spotkania. Z biegiem sezonu powinno to ulec poprawie, lecz w tym meczu było tego nazbyt dużo.

– obrona biegowa 

W tym aspekcie brak Davida Onyematy i Sheldona Rankinsa aż raził w oczy. Biegi środkiem raz po raz sprawiały Saints wiele kłopotu, podobnie jak uciekający Deshaun Watson. Ostatecznie Carlos Hyde zakończył mecz z ponad ośmioma jardami na bieg, a Saints oddali więcej jardów dołem niż w jakimkolwiek meczu przez cały sezon 2018.