Week 12: Wszystkie nieszczęścia naraz

Stało się. Seria Saints dobiegła końca i to w bardzo bolesnym stylu. Święci rozegrali niezwykle słabe spotkanie, lecz mimo to przegrali tylko o jedno przyłożenie. 20-26.

Brak Kena Crawleya oraz Marshona Lattimore’a był widoczny już od początku spotkaniu. Rams zaczęli agresywnie, od razu atakując rezerwowych Saints. O ile PJ Williams klasycznie dla siebie był zawodnikiem-ruletką i ogólnie rozegrał ni to dobre, ni słabe zawody, tak De’Vante Harris cały czas wyglądał po prostu słabo. Rams więc szybko zdobyli przyłożenie, a po natychmiastowym odzyskaniu piłki dorzucili trzy punkty po kopnięciu z pola. Saints na szczęście udało się złapać kontakt z Rams, po tym jak Kamara urwał się na szybkie przyłożenie. Po tym obie ofensywy się zacięły, aż do końcówki połowy. Do tego oba pass rushe szalały całą połowę. Wtedy Saints wyrównali, ale nie cieszyli się remisem zbyt długo, po tym, jak Jared Goff rzucił swoje drugie TD dnia. Saints się bardzo męczyli, ale przegrywali tylko jednym przyłożeniem.

Do drugiej połowy można było podchodzić optymistycznie, ale cóż, jak się okazało – na darmo. Defensywa Saints robiła co mogła, aby utrzymać zespół w grze. Nie oddali żadnego TD oraz przejęli piłkę – i to mimo zmęczenia na jakie wystawiała ich ofensywa. Suma summarum oddali tylko 3 kopnięcia z gry. Na darmo. Ofensywa była wręcz żałosna. Brakowało jakiegokolwiek rytmu, a zdobyte punkty były bardzo zależne od tego, czy Rams oddawali nam jardy poprzez flagi. Mimo wszystko, Saints zdobyli TD, niwelując straty do jednego przyłożenia. Szczęście trwało jednak kilka sekund, gdyż flaga za OPI na Michaelu Hoomanawanuim cofnęła to zagranie. Po udanym podaniu do Willie’go Sneada Saints odzyskali szanse na TD, ale fenomenalne zagranie w obronie Kayvona Webstera uratowało gospodarzy. Sean Payton podjął wtedy niezrozumiałą decyzję o graniu field goala, zamiast czwartej próby. Była to głupia decyzja, nie zmieniająca nic w szansach Saints. Rams po tym zabrali dużo czasu z zegara oraz pozostałe timeouty Saints. Alvin Kamara jeszcze odpowiedział przyłożeniem, budząc trochę nadzei, która jednak umarła szybko po tym, jak Rams odzyskali piłkę po onside kicku.

Był to zły mecz, ale było parę pozytywów. Klasycznie świetny był Alvin Kamara, który w pojedynkę był naszą ofensywą. Sposób w jaki on tworzył jardy był przepiękny. Sam jeden był bliski wyszarpania wygranej, mimo tragedii jaką była nasza ofensywa.

Cameron Jordan raz jeszcze zaprezentował nam „freak show”. Był wszędzie i robił wszystko, obijając Goffa oraz broniąc podania.

Thomas Morstead z kolei był klasą samą w sobie podczas puntów i był nawet blisko odzyskania piłki.

Udały się też dwa blitze, a PJ Williams miał kilka naprawdę dobrych zagrań. Obronę trzeba pochwalić za utrzymanie nas w grze. Jeszcze rok temu przy tylu oddanych jardach widniało by 40/50 punktów. Przebywali na boisku ogrom czasu z powodu ofensywy, ale mimo to walczyli i w ostateczności dali radę.

Lecz teraz idziemy do złego. Pierw – Drew Brees. Co się stało, Drew? Kim Ty byłeś? Niecelne podania, z czego kilka z nich powinno być przejęte. Przegapione szanse na TD (podanie do Ginna, za słabe o dobre 2/3 jardy).

Oczywiście nie cała wina za brak czegokolwiek w ataku spada na niego. Skrzydłowi mieli problem z tworzeniem sobie miejsca. Parę razy udało się to Thomasowi, wtedy Saints udawało się działać. 3-4 razy Ginnowi, ale wtedy Brees pudłował. Raz się udało Sneadowi, ale i tak musiał zrzucić obrońcę z pleców by coś wskórać. Nadrabiał Kamara za nich, ale to nie wystarczyło.

OL była słaba w pierwszej połowie. Brees zbierał bęcki (Goff zresztą też) i to nie pomagało ofensywie. Mark Ingram z kolei nigdy się nie rozkręcił.

Sean Payton również nie był sobą. W zapowiedzi tego meczu na 6G osobiście napisałem, iż Sean wygra starcie ze swoim imiennikiem. Nie zrobił tego. Przesadnie kombinował i podejmował głupie decyzje takie jak ten FG, albo granie De’Vante Harrisem od początku. Nawet jeśli coś mu wyszło, to brakowało wykonawców aby przekuć to w dobre zagranie.

A skoro o Harrisie. Dla fanów Saints jest on kozłem ofiarnym ilekroć dzieje się zło. Ale nie bez podstaw. Raz jeszcze Harris był tragiczny i zaangażowany w punkty dla rywala. Nie tylko przegrywał on swoje pojedynki, ale jakimś, tylko sobie znanym cudem, psuł komunikację.

Rdzawy był także Kenny Vaccaro, który wypadł bardzo słabo.

Za tydzień wracamy do Superdome, by podjąć w rewanżu Carolina Panthers. Jest to mecz w dywizji, podwójny znaczeniowo.

  • dalinar85

    Akurat Peytona to ja bym się nie czepiał, bo i tak decyzja o FG nie zmieniała za bardzo obrazu, natomiast było jeszcze sporo czasu na większe ryzyko.

    Przecież w meczy z Redskins też ryzyko podjął na koniec robiąc akcje za 2 punkty, a nie wcześniej. Potem też nie robił onside kicku na nieco ponad 2 minuty przed końcem tylko uwierzył w obronę. Wtedy wystarczył 1 yard Redskins, żeby praktycznie wygrać mecz, ale szczęście było po naszej stronie natomiast w LA już nie.

    • Dominik Kędzierawski

      Ale z Redskins mieliśmy TO przy TD różnicy. Z Rams żadnego TO przy dwóch TD różnicy.

      Decyzja o FG była głupia, bo w przypadku TD, mielibyśmy tylko jedno posiadanie straty. Po FG wciąż były dwa posiadania. FG niczego więc nie zniwelował. Nawet, gdybyśmy nie zdobyli TD, to wciąż mielibyśmy dwa posiadania straty, ale Rams zaczynaliby z bardzo niewygodnej pozycji, dając obronie szansę na łatwe punkty (ala Lions). Ryzyko to więc mało potencjalnie ogromny zysk, a FG na dobrą sprawę nie dla nam ŻADNEGO zysku. Rams po nim mogli grać z dużym spokojem, bo wiedzieli, że mają margines błędu w przypadku przewagi dwóch posiadań. Przy TD Saints mogliby panikować.

      Zauważ także jaką szansą było to INT. Gdybyśmy zagrali czwartą próbę i zdobyli TD, bylibyśmy nagle w sytuacji dającej nam szanse by objąć prowadzenie – wciąż do tego mając nasze TO.

      Rams do tego mieli problem w tym endzone. Mieliśmy TD oraz dwa starcia jeden na jednego (świetne zagrania obrony, zazwyczaj to pewne TD. Ingram jednakże mógł uciec od tej ręki biegnąc bardziej na zewnątrz). Śmiało można założyć, że podczas czwartej próby grałby Kamara, którego w ogóle nie potrafili zatrzymać. Szanse na sukces były bardzo duże.

      FG nie miał żadnej logiki.
      Przy 10 punktach byłby rozsądna decyzją. Nie przy 13 i takiej sytuacji.

      • dalinar85

        Po tym FG zostało ponad 10 minut i 2 czasy. Wg mnie można jeszcze nie podejmować maksymalnego ryzyka. Fakt, że zostało 2 posiadania różnicy, ale tylko TD i FG, a w przypadku nieudanej 4 próby musielibyśmy zdobyć 2 TD. Zresztą w tym posiadaniu 3 razy nie udało się zdobyć TD, gdy mieliśmy 5-6 yardów do pola punktowego. Nie uważam wcale że szanse byłyby duże. Tak zostało sporo czasu i tylko TD i FG do odrobienia. I Była spora szansa, ale po przechwycie nie potrafiliśmy zdobyć punktów i potem Rams zdobyli FG.

  • Dominik Kędzierawski

    Ale z Redskins mieliśmy TO przy TD różnicy. Z Rams żadnego TO przy dwóch TD różnicy.

    Decyzja o FG była głupia, bo w przypadku TD, mielibyśmy tylko jedno posiadanie straty. Po FG wciąż były dwa posiadania. FG niczego więc nie zniwelował. Nawet, gdybyśmy nie zdobyli TD, to wciąż mielibyśmy dwa posiadania straty, ale Rams zaczynaliby z bardzo niewygodnej pozycji, dając obronie szansę na łatwe punkty (ala Lions). Ryzyko to więc mało potencjalnie ogromny zysk, a FG na dobrą sprawę nie dla nam ŻADNEGO zysku. Rams po nim mogli grać z dużym spokojem, bo wiedzieli, że mają margines błędu w przypadku przewagi dwóch posiadań. Przy TD Saints mogliby panikować.

    Zauważ także jaką szansą było to INT. Gdybyśmy zagrali czwartą próbę i zdobyli TD, bylibyśmy nagle w sytuacji dającej nam szanse by objąć prowadzenie – wciąż do tego mając nasze TO.

    Rams do tego mieli problem w tym endzone. Mieliśmy TD oraz dwa starcia jeden na jednego (świetne zagrania obrony, zazwyczaj to pewne TD. Ingram jednakże mógł uciec od tej ręki biegnąc bardziej na zewnątrz). Śmiało można założyć, że podczas czwartej próby grałby Kamara, którego w ogóle nie potrafili zatrzymać. Szanse na sukces były bardzo duże.

    FG nie miał żadnej logiki.
    Przy 10 punktach byłby rozsądna decyzją.