Od tego Thursday Night Football z całą pewnością w Luizjanie przyjmie się nienawiść do spotkań rozgrywanych w ten dzień. Nie można zaprzeczyć, iż tego dnia wszystkie siły tego świata sprzymierzyły się przeciwko Saints, dając Saints najboleśniejszą porażkę tego sezonu. 17-20.
Zaczęło się słodko-gorzko. Saints nie mieli problemu z przesuwaniem łańcuchów w stronę enzdone, a Alvin Kamara i Michael Thomas już na początku spotkania byli w wysokiej formie. Wtedy rozpoczęła się sędziowska parodia, jakiej byliśmy świadkami w Atlancie. Deion Jones przy próbie powalenia uderzył swoim kaskiem o kask Alvina Kamary, co poskutowało wstrząśnieniem mózgu u AK41 i wyautowaniem go z tego spotkania. Tego, co oznacza brak Kamary dla Saints, nie trzeba tłumaczyć. Była to jedna z wielu kontuzji Saints tego dnia, a Falcons nie zostali nawet ukarani za to zagranie. Ostatecznie skończyło się na trzech punktach dla Saints, na które gospodarze szybko odpowiedzieli.
Po wymianie puntów, Falcons poprowadzili drive zakończony przyłożeniem oraz utratą Treya Hendricksona dla Saints. Sam drive wyszedł Atlancie bardzo dobrze i to im trzeba oddać, ale nie powinien on nawet mieć miejsca. Saints szybko zmusili Falcons do 3&11, które udało im się obronić. Sędziowie jednak uznali, iż Sheldon Rankins dopuścił się roughing the passer penalty, co doprowadziło do pierwszej próby i następującego przyłożenia. Był to gwizdek o tyle kontrowersyjny, że po prostu nie było tam niczego widać i całemu RTP było bliżej do QB hita, aniżeli flagi. Saints na szczęście udało się wyrównać po szybkim posiadaniu, głównie dzięki Thomasowi. Drive wykończył Tommylee Lewis bardzo ładnym zagraniem. Z kontuzją jednak zmuszony był zejść Senio Kelemete, grający za … kontuzjowanego Andrusa Peata.
Niedługo musieliśmy czekać na kolejną parodię pracy sędziów. Saints odzyskali piłkę po przechwycie autorstwa Marshona Lattimore’a i szykowali się na kopnięcie z gry, które okazało się być celne. Sędziowie jednak cofnęli tę akcję z powodu nieprzepisowej formacji, zabierając Saints punkty i kończąc połowę. Sam gwizdek był jak najbardziej prawidłowy, ale dlaczego mogło go nie być, wypowiedział się Larry Warford:
„Przez całe spotkanie, jeżeli coś jest nie tak, sędzia podejdzie i da ci ostrzeżenie. Jeśli tackle jest źle jest ustawiony, to sędzia podejdzie i da ostrzeżenie. Tutaj żadnego ostrzeżenia nie było, po prostu zagwizdali. Cóż, musisz być perfekcyjny w tej lidze. To małe błędy. Jeśli gwizadają, to nie bez powodu.”
Te punkty bardzo by się przydały, zwłaszcza, że gra była bardzo wyrównana. Saints świetnie zaczęli drugą połowę, notując dwa przechwyty z rzędu, a jeden z nich zaowocował przyłożeniem Thomasa. Przy 17-10 Saints się jednak zacięli. Pozwoliło to Falcons wyrównać, a następnie wyjść na prowadzenie, gdyż Saints szybko im oddali piłkę. Ostatni akord miał jednak należeć do Saints. Brees prowadził ich bardzo skutecznie mu wygranej, bądź po prostu dogrywce. Uratował Saints podczas czwartej próby. W dodatku Ted Ginn poświęcił całe swoje ciało podczas jednego z chwytów, dołączając do listy kontuzjowanych. Na sam koniec jednak Brees zupełnie wyłączył myślenie. Przeforsował rzut w poczwórne krycie do Josha Hilla, który, bez zaskoczenia, został przechwycony. Zdecydowanie zabrakło w tej akcji Alvina Kamary, który nominalnie przecinałby środek pola, ala wyrównanie z Redskins. Ale nic tutaj nie usprawiedliwia Breesa. To był zły rzut i tragiczna decyzja. Jeśli musiał forsować, to mógł do Thomasa, który dominował tego dnia. Falcons odzyskali piłkę, a spotkanie zakończyło się, po tym jak Sean Payton dał gospodarzom pierwszą próbę wybiegając na boisko.
Pora jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu. Mieliśmy ogrom kontuzji – 8 zawodników nie dokończyło spotkania, Lattimore grał ze wsparciem maski tlenowej, Thomas otrzymał palec w oko, a pomniejszego urazu doznał Mark Ingram. Trudno grać, kiedy 20% twojego zespołu nie dokańcza spotkania.
Mimo tych kontuzji jednak, Saints byli w grze. Skandaliczna była jednak gra arbitrów. Oczywiście, sport ma to do siebie, iż sędziowie czasem coś dadzą, a czasem zabiorą. Tydzień temu dali Saints w jednej akcji, kiedy nie odgwizdali neutral zone infraction. Teraz im zabrali. Chociaż to jest mało powiedziane. Decyzję arbitrów były bardzo wątpliwe momentami i widać gołym okiem było, iż gracze Falcons mogą po prostu pozwolić sobie na więcej. Poza uderzeniem Kamary, mowa m.in. o sytuacji, kiedy Thomasowi jeden z obrońców wsadził palec w oko. Dużo gwizdków było pomijane, choć powinny być, zwłaszcza tych będących na korzyść Saints. Falcons za to w idealnych momentach otrzymywali flagi, dające im pierwsze próby. 3&11? Roughing the passer. 1&20? Defensive holding. Ostatecznie gospodarze otrzymali aż dziewięć pierwszych prób dzięki flagom. Saints? Zero. Warto również wspomnieć, iż arbitrer odpowiedzialny na RTP oraz cofnięcie FG, jest byłym zawodnikiem Falcons i zagrał dla nich większą część kariery. Powinno to budzić pytania wokół kwestii etycznych.
Niemniej, zwalczanie winy na sędziów i kontuzje to po sportu szukanie wymówek. Saints mieli prawo to wygrać mimo wszystko, ale z powodu Breesa oraz Paytona, który zapomniał o Ingramie tracąc Kamarę, przegrali to spotkanie. W świat w końcu poszło, iż to Brees przegrał spotkanie. Obrona była świetna mimo „wsparcia” arbitrów. Trzy przechwyty robią swoje. Marshon Lattimore miał słaby start, ale potem świetnie sobie radził z najlepszym WR ligi – Julio Jonesem. To właśnie jego gra dała Saints dwa przechwyty – jego oraz Marcusa Williamsa w endzone. Ofensywa bez Kamary wyglądała jednak przeciętnie. Mike Thomas robił co mógł i byłby bohaterem spotkania, gdyby Saints wygrali.
Saints teraz mają chwilę na wytchnienie i powrót do gry. Z Falcons spotkają się już za dwa tygodnie, tym razem w Luizjanie. Nikogo nie trzeba będzie motywować do zemsty.


