Week 2: ‚A win is a win’

Stało się. Saints w końcu wygrali spotkanie w pierwszych dwóch tygodniach sezonu. Pomimo wszelakich starań, aby podtrzymać serię blamażów na starcie sezonu, przy odrobinie własnego szczęścia pokonując inny przeklęty zespół – fabrykę smutku, Cleveland Browns. Pokonując ich w meczu dla koneserów, w którym nie brakowało ani dramatów, ani pięknych akcji.

Saints zaczęli mecz bardzo dobrze w obronie, z marszu odzyskując piłkę. Sęk w tym, że drugi tydzień z rzędu z rąk wypuścił ją Michael Thomas, oddając ją Browns. Doprowadziło to do pierwszych punktów w tym meczu – trzech dla Browns. Sfrustrowani Saints poprowadzili drive, w którym zdobyli przyłożenie po biegu Alvina Kamary, lecz zostało ono odwołane przez flagę na Tre’Quanie Smithu. Obrona utrzymała poziom, zdobywając nawet pierwszy sack w sezonie, autorstwa Sheldona Rankinsa, tylko po to, aby …Ted Ginn oddał piłkę Browns kolejnym fumble. Warto również dodać, iż akcję wcześniej Saints powinni mieć 6 punktów, lecz Drew Brees zbytnio skrócił to podanie. Doszło do kolejnej wymiany posiadań – stop Saints, pudło Lutza. Browns udało się jednak zanotować kolejne kopnięcie przed przerwą, kończąc pierwsze pół godziny na zawrotnym wyniku 6-3.

Saints, choć dostali piłkę na start drugiej połowy, zupełnie zawalili i już w następnym posiadaniu Browns zdobyli przyłożenie. Przy podwyższeniu chybił ich kicker, Zane Gonzalez, po raz pierwszy jak się okazało. Po oddaniu posiadania przez Saints, Browns doprowadzili do kolejnego kopnięcia, znowu chybionego. Gospodarze po tym w końcu się ogarnęli, a duet Kamara/Thomas poprowadzili drive zakończony posiadaniem tego drugiego. Niedługo później Święci zanotowali pierwszy przechwyt w tym sezonie, autorstwa Marcusa Williamsa, który doprowadził do drugiego przyłożenia Saints, zwieńczego przepięknym chwytem Micheala Thomasa nad dwoma obrońcami. Kropkę nad i postawił Alvin Kamara zdobywając dwa punkty i celebrując to tańcem Marka Ingrama, pokazując również numer 22 na palcach. Saints panowali nad wszystkim, aż do 4&5, kiedy Tyrod Taylor zaskoczył fanów Saints i Browns, rzucając dalekie podanie do Antonio Callawaya. Remis i Browns wciąż mają podwyższenie. Które Zane Gonzalez chybił. Dalej remis. Drew Brees bardzo szybko doprowadził Saints do prowadzenia 21-18, zostawiając defensywnie ostatnie zdanie. Niestety, demony z Minneapolis wciąż są żywe i Browns zdołali doprowadzić do próby kopnięcia. W której Zane Gonzalez chybił, znowu.

Choć wynik tego nie pokazuje, Saints byli jednak zespołem lepszym. Po prostu popełniali ogromne ilości kosztownych błędów, przez które narazili się na porażkę. Linia defensywna wyglądała bardzo dobrze – Sheldon Rankins dominował na początku, narzucając swoją prezencję dosłownie wszędzie. Marcus Davenport znowu imponował i widać ogromny potencjał w jego osobie. U Alexa Okafora nie ma żadnych śladów kontuzji. Cameron Jordan powoli się rozkręca. Korpus linebackerów również zagrał bardzo solidne zawody – Demario Davis był wszędzie, a inteligencja Manti Te’o wręcz bila z ekranu. Nawet Marshon Lattimore zagrał bardzo przyzwoicie, acz to nie był jeszcze ten sam poziom, do którego fani Saints przywykli.

W ofensywie należy wyróżnić dwie osoby – Thomasa oraz Kamarę. Alvin jest Bogiem, nie bójmy się tego powiedzieć. Tworzy coś, z niczego. Zdobywa pierwsze próby pokonując 5 obrońców po drodze. Thomas, nie licząc fumble, także był nie do powstrzymania. Dość powiedzieć, że obaj w tym momencie są na drodze do pobicia ilości chwytów w sezonie na ich danej pozycji. Dobrze w pass protection zagrała linia ofensywna i tylko cieniem kładzie się na tym słabszy dzień Maxa Ungera oraz 3 sacki Larry’ego Ogunjobi na jego osobie. Terron Armstead za to wyłączył z gry z Mylesa Garretta, zaś Ryan Ramczyk nie oddał nawet jednej presji rywalom po słabszym meczu z Bucs. I tylko znowu zawalili w grze biegowej, tworząc ledwie 1.3 jarda miejsca przed pierwszym kontaktem – to drugi najgorszy w wynik w tym momencie, kiedy w minionym sezonie Saints tutaj byli w czołówce. Drew Brees również kilkukrotnie przestrzelił Teda Ginna, marnując wręcz łatwe punkty.

Z kolei w formacjach specjalnych jako returner zadebiutował Taysom Hill. I wrócił pierwszy swój kickoff na ponad 40 jardów. Jako QB.

Mimo wszystko, Saints 2017 są bliżej, niźli dalej. A Sean Payton wciąż nie jest zadowolony. Może być tylko lepiej.

Za tydzień Saints jadą do Atlanty.