Week 3: 34-13 – fenomenalni Saints ratują sezon

Cóż to był za występ Saints! Wchodząc w to spotkanie wielu fanów postawiło już postawić krzyżyk na zespole, zwłaszcza wobec utraty Marshona Lattimore’a. Logika jednak dawała rozsądne szanse Saints, a przynajmniej ich obronie, podejmującej słaby atak Panthers.

I logika wygrała z rozsądkiem fanów. Panthers zdobyli punkty jako pierwsi, ale po bardzo długim, trwającym 7 minut, drivie. Gospodarze cały czas biegali, powoli przesuwając się w stronę endzone dzięki option-plays. W ogóle nie podawali, mimo jawnej słabości Saints w tym aspekcie, aż do redzone. Kiedy w końcu Cam Newton postanowił podać, Cameron Jordan zanotował sacka, zmuszając Panthers do kopnięcia. Saints nieźle sobie poradzili z Christianem McCaffreyem, a więcej problemów im stworzył Curtis Samuel jednym sweep play.

Panthers mieli duże problemy ofensywne w pierwszych dwóch meczach, ale ratowała ich elitarna defensywa. Defensywa, która na ten mecz nie wyszła. Pierwszy drive Saints to stosunkowo spokojny marsz po TD. Brees miał dużo spokoju w kieszeni (Peat wrócił na pozycję G, Ramczyk wrócił na pozycję LT) dzięki dobrej grze OL, a gospodarze nie potrafili upilnować Mike’a Thomasa. Thomas robił co chciał z secondary Panthers, łapiąc 5 piłek na 50 jardów oraz przyłożenie. Całkowicie ośmieszał krycie rywali, a najbardziej Daryla Worleya podczas TD, którego położył na ziemię, tuż po wywalczeniu DPI.

Na drugi drive Panthers wyszli nieco żwawsi, ale zakończył on się szybko. Saints ograniczali większe zdobycze jardowe gospodarzy, przez co Ci byli zmuszeni grą biegiem oraz krótkimi podaniami. Oni jednak sami sobie zabili ten drive pięcioma jardami kary, przez które nie byli w stanie zdobyć pierwszej próby. Musieli więc kopać z 48 jardów, skutecznie skądinąd. Po odzyskaniu piłki przez Saints Panthers chwilowo się obudzili, skutecznie zatrzymując gości, tylko po to, by rzucić interception niewiele później. I to był punkt zwrotny tego spotkania. Do końca połowy Saints jeszcze dorzucili dziesięć punktów, w tym kopnięcie równo z końcem czasu, a wciąż mieli otrzymać piłkę na start drugiej połowy. Warto również dodać, iż Panthers stracili Kelvina Benjamina w pierwszej połowie.

Druga połowa to jeszcze więcej dominacji Saints. Wszystko wychodziło Świętym tak jak chcieli, czy to gra górą, czy dołem, czy obrona. Szybko zdobyli kolejne punkty po pięknym chwycie Teda Ginna w podwójnym kryciu. Po nim Saints spokojnie mogli kontrolować zegar, aż do końca spotkania. Pod koniec Q3 jednak nastąpił mały zryw Panthers, który warto nadmienić, bo zdobył on im jedyne przyłożenie dnia. Niewiele jednak brakowało, by go nie było, bo Cam Newton wypuścił piłkę z rąk po sacku Treya Hendricksona. Saints jednak nie pozwolili na więcej Panthers, przejmując potem po raz trzeci Cama Newtona oraz prowadząc go na ławkę (zastąpił go Derek Anderson). Kropkę nad i postawił Alvin Kamara pięknym biegiem.

Był to mecz prawie idealny w wykonaniu Świętych. Wszystko szło po ich myśli i we wszystkim byli lepsi. Nawet przetrzebiona linia ofensywne całkowicie zdominowała mocny front seven gospodarzy, oddając tylko jeden sack. Nasz pass rush zaś dał cztery sacki, a na listę wpisali się Hau’oli Kikaha, Trey Hendrickson oraz Alex Okafor. Świetnie zgrał on się z kryciem secondary, które wyglądało świetnie cały mecz. Zaimponowali Ken Crawley oraz PJ Williams. Kenny Vaccaro, choć nie urzekł się błędów (nieudana próba powalenia tuż przed naszym endzone), rozegrał fenomenalne zawody, a jego przechwyt bardzo dobrze podsumowal jego występ. To dzięki niemu Marcus Williams mógł przejąć piłkę w trzeciej kwarcie (warto zobaczyć to zagranie – akcja tego meczu; przepiękny wysiłek Marcusa). Obaj Williamsowie zanotowali swoje pierwsze przechwyty w karierze. Czy można się do czegoś przyczepić? Myślę, że Sheldon Rankins wciąż mógłby być lepszy. Dalej nie ma sacka, a w tym meczu nie miał nawet powalenia, ale jego prezencja była widoczna – zjadał bloki i budził strach. Podobnie reszta interior line, która dalej nie ma sacka w tym sezonie. Z Panthers jednak generowali presję, znacznie pomagając świetnej grze edge rusherów.

Za tydzień Londyn i mający problemy Miami Dolphins, więc jeszcze nie wszystko stracone w tym sezonie.

Geaux Saints!