Week 3: Seattle podbite!

Sukces! Pomimo utraty Drew Breesa oraz kilku zawodników z powodu kontuzji, Saints udało się wygrać na jednym z najcięższych terenów w lidze, dzięki bardzo solidnej postawie całego zespołu.


Przebieg spotkania:

Ten mecz rozpoczął się w idealny sposób dla Świętych. W ulewnym deszczu Seahawks popełnili dwie flagi na start w ofensywie, co połączone z dobrą defensywą Saints, bardzo szybko zwróciło piłkę Świętym. Teddy Bridgewater nie dostał jednak szansy nawet dotknąć piłki, gdyż już w pierwszej akcji powrotnej tego meczu Deonte Harris zabrał piłkę do endzone i wyprowadził Saints na prowadzenie. Parę minut później Hawks znowu oddawali piłkę, dzięki świetnie grającej defensywie Saints. Niestety, ofensywa na początku meczu cały czas rzucała sobie kłody pod nogi, oddając piłkę Seahawks po dwóch flagach. Gospodarze przełamali się po tym, zdobywając szybkie przyłożenie i wyrównując wynik spotkania. Ofensywa Saints dalej jednak nie potrafiła ruszyć z miejsca, oddając piłkę w dwóch następnych posiadaniach. Defensywa jednak stanęła na wysokości zadania, raz odzyskując piłkę, a po trzecim puncie Saints zabierając piłkę na przyłożenie. Po tym przyłożeniu zatrzymali oni Seahawks podczas czwartej próby i chwilę później ofensywa w końcu ruszyła. Teddy Bridgewater i Alvin Kamara zdobyli przyłożenie, ustalając wynik pierwszej połowy na 20-7 dla Saints. Seahawks jeszcze udało się dostać w FG range swojego kickera dalekim podaniem do DK Metcalfa, ale zero robiło na zegarze w trakcie tej akcji.

To również Saints otrzymali piłkę na start drugiej połowy, dzięki czemu otrzymali możliwość ucieczki już na trzy posiadania różnicy. Po metodycznym i długim posiadaniu Saints zdobyli przyłożenie, mając już 20 punktów przewagi. Seahawks byli tym już zupełnie przybyci, oddając piłkę po trzech zagraniach, ale w trakcie puntu Deonte Harris oddał piłkę gospodarzom, którzy dzięki temu dostali sygnał do dalszej walki. Obrona Saints jednak jeszcze raz zatrzymała ich podczas czwartej próby, ale Saints nie potrafili podwyższyć prowadzenia, natychmiastowo oddając piłkę. Hawks zdobyli w końcu szybkie prowadzenie, do tego znowu zatrzymując Saints po kilku zagraniach. Odbiła sobie to obrona Świętych, jeszcze raz zatrzymując Seattle podczas czwartej próby, a ofensywa zdobyła kolejne przyłożenie na cztery minuty przed końcem. Seattle było już bez przerw na żądanie, gdy Russell Wilson poprowadził atak mu szybkiemu przyłożeniu, lecz wciąż gospodarzom brakowało dwóch. Saints oddali piłkę po trzech zagraniach, ale obrona sprowadziła Seahawks do zera na zegarze. Dwukrotnie przechwyciła także piłkę, ale, tak jak wcześniej w meczu, zostało to odwołane przez flagi. Dzięki jednej z tych flag Seahawks zdobyli przyłożenie z zerem na zegarze, ustalając wynik na 33-27 Saints.


MVP: Alvin Kamara

Nie będzie stwierdzeniem na wyrost, iż występ w Seattle był najlepszym meczem AK w karierze. Choć AK nie urywał się na wielkie akcje, za wyjątkiem przyłożenia, to stałe zdobywał pierwsze próby i ciągnął za sobą obrońców Seattle. Kamary wręcz nie dało się powalić w tym meczu i wychodził on obronną ręką nawet z najbardziej absurdalnych sytuacji. AK był jednoosobową armią w tym meczu i bezapelacyjnie odpowiadał za sukces ofensywny Saints.


Zagranie meczu: punt return Deonte Harrisa

Akcje powrotne Saints od lat były bolączką tego zespołu. Kolejni returnerzy zawodzili, i choć Święci miewali przebyłyski (przyłożenia Marcusa Murphy’ego oraz Alvina Kamary), tak daleko im było to stabilnej gry na tej pozycji. W spotkaniu, w którym każde punkty były na wagę złota returny grały jeszcze większą rolę i od nich częściowo zależał sukces zespołu w Seattle. Właśnie dlatego akcja powrotna Deonte Harrisa nie tylko było najważniejszym zagraniem meczu, już na start dając Saints fenomenalną sytuację i tak cenne punkty.


Co działało?

+ defensywa

Choć oddali ponad 400 jardów, tak defensywa wygrała ten mecz. Secondary zagrało fenomenalnie, pomimo bomb oddanych przez Marshona Lattimore’a. Poza tym, cała piątka wyraźnie przyczyniła się do sukcesu Świętych, nie mając wpływu na to, iż Russell Wilson raz po raz zmuszał ich do krycia przez kilka sekund. Swoje zrobił pass rush, raz po raz wywierając presję na Wilsonie, i choć skończyli mecz bez sacków, byli instrumentalni w tym zwycięstwie. Nie wspominając o obronie dołem, która nie tylko wyłączyła z gry mocny atak biegowy Seattle, ale jeszcze zdobyła przyłożenie. Saints oddali cyfry, ale wtedy, kiedy było to potrzebne najbardziej, ich obrońcy stawali na wysokości zadania.

+ formacje specjalne

Pomimo fumble Harrisa, to unit Darrena Rizziego rozegrał niemal perfekcyjny mecz. Poza przyłożeniem Deonte, Thomas Morstead rozegrał jeden ze swoich najlepszych meczów w karierze, zmuszając Seattle do startowania z trudnych pozycji. Kawał dobrej roboty odegrali także blokujący do Harrisa, czy gunnerzy w trakcie punktów. Co prawda jedno podwyższenie spudłował również Wil Lutz, lecz mając na względzie warunki w jakich ten mecz był rozgrywany, jest to kwestia do wybaczenia.

+ Teddy Bridgewater

Tak, Teddy nie rzucał daleko. Tak, Teddy nie forsował gry. Ale on tego nie musiał robić. Bridgewater miał kontrolować mecz i nie popełniać błędów, skrupulatnie to właśnie robiąc przez cały mecz. W jednej akcji źle przeczytał grę i zakończyło się to niemal przechwytem KJa Wrighta, lecz poza tym Teddy rozegrał bardzo dobre zawody na trudnym terenie. I przede wszystkim nie przeszkadzał Saints.


Co nie działało:

początkowa egzekucja

Ten mecz mógł ułożyć się jeszcze lepiej dla Świętych, gdyby nie ich koszmarny początek w ofensywie. Większość flag popełnionych przez zespół w tym meczu miało miejsce w trakcie pierwszych trzech posiadań zespołu i kosztowało ich dwukrotnie piłkę.

wykańczanie sacków

Trzeba oddać, Russell Wilson to absolutna elita na swojej pozycji i geniusz jesli chodzi o uciekanie z kieszeni. Mimo wszystko jednak, Saints kilkukrotnie byli na granicy powalenia Wilsona i nie byli w stanie tego zrobić, co prowadziło do dużych zdobyczy jardowych Wilsona. Deshaun Watson im również uciekał i Saints są póki co bardzo podatni na mobilnych QB.

okazjonalne matchupy

Dennis Allen rozegrał bardzo dobre zawody w Seattle, w inponujący sposób wygrywając starcie koordynatorów, lecz zanotował pojedyncze, rażące błędy. Jednym z takich było krycie Tylera Locketta przez AJa Kleina, co bez zaskoczenia zakończyło dalekim podaniem do Locketta.


W następnym meczu Saints podejmą Dallas Cowboys w Nowym Orleanie.