Week 4: Obrona 2(0).0 – Londyn zdobyty!

Wygrana to wygrana – taka sentencja z pewnością rozbrzmiewa teraz w Nowym Orleanie. Po naprawdę ciężkim dla oka widowisku Saints jednak wyrównali swój bilans, pokazując w końcu, że i oni potrafią również „brzydko” wygrywać.

Zaczęło się jednak brzydko … dla Saints. Bardzo szybko spotkanie opuścił Alex Anzalone z powodu kontuzji, a Dolphins nie mieli większych problemów z marszem ku naszemu endzone, stale się poruszając. Ich kilkuminutowy drive został jednak powstrzymany w endzone, kiedy Ken Crawley w pojedynku jeden na jednego nie tylko pokrył Juliusa Thomasa, ale i przechwycił piłkę. Saints z kolei się bardzo męczyli w swoich próbach, ale po czternastu zagraniach mieli szansę kopnięcia z pola, której Wil Lutz nie wykorzystał.

Zero do zera po pierwszej kwarcie i się zaczęło. Festiwal flag i defensywy. Punt za puntem. Dolphins stracili jard w czternaście zagrań. To tylko pokazuje, jak bardzo nie potrafili ruszyć swojej ofensywy. Ostatecznie to Saints dostali szansę na około minutę przed końcem, mając do przebycia 50 jardów oraz nie mając żadnej przerwy na żądanie. Byli blisko fiaska, ale Michael Thomas, nie jedyny raz, uratował zespół zdobywając pierwszą próbę. Saints dzięki temu mogli poczekać już do końca i oddać próbę kopnięcia wraz z końcem połowy. Udało im się, dzięki czemu padły jakiekolwiek punkty w pierwszej połowie.

Saints otrzymali piłkę na rozpoczęcie drugiej połowy, przez co mogli znacząco zwiększyć swoje szanse na wygraną. Udało im się, ale nie bez dużej dozy szczęścia oraz pomocy Dolphins. Pierw, przy trzeciej próbie Mark Ingram został zatrzymany przez Reshada Jonesa przed LOS, ale defensive holding Davona Godchaux uratowało Saints. Następnie podczas czwartej próby, QB sneak Breesa dosłownie o włos okazał się wystarczający. Było to poprzedzone równie niepewnym podaniem do Alvina Kamary, lecz Saints nie zdecydowali się na pomiar, czy ich debiutant zdobył pierwszą próbę. Miami było po tym na kolanach, a dobił ich nikt inny jak Michael Thomas, całkowicie dominując fizycznie swoje krycie. Następne trzy drive’y to trzy 3&out, z czego dwa po stronie Dolphins. W następnym drivie Saints zdobyli kolejne trzy punkty i mieli już na koncie 13 punktów przewagi, co przy dyspozycji Delfinów było ogromną przewagą. Kolejny szybki punt Fins, a po nim Alvin Kamara zadał ostateczny cios, na dobre kończąc spotkanie.

Co zadziałało? Przede wszystkim obrona. DeVante Parker bardzo dawał się we znaki cornerom Saitns, ale ratowały go tylko i wyłącznie jego warunki fizyczne, bo oni kryli świetnie. Lattimore został przez PFF nazwany drugim najlepszym CB tygodnia, a Crawley piątym. Ken, poza przechwytem, przełamał również dwa podania oraz wrócił upuszczoną piłkę na przyłożenie, co jednak nie zostało uznane. Lattimore za to wybił piłkę z rąk rywala. Zachował się również bardzo mądrze, naciągając rywala na flagę i cofając pierwszą próbę Fins tym sposobem. Wyróżnić należy także trio safety, a zwłaszcza Vonna Bella, który nie popełnił żadnego błędu, przełamując jedno podanie. Marcus Williams z kolei był najczęściej tacklującym zawodnkiem Saints. Secondary Saints grało świetnie, bardzo często trzymając obronę przy życiu. Dzięki niemu pass rush działał solidnie, a Święci drugi tydzień z rzędu zaliczyli cztery sacki. Swój pierwszy w karierze zdobył David Onyemata, a kolejny, już czwarty w tym sezonie dorzucił Cameron Jordan.

Jeśli zaś chodzi o ofensywę, to wyróżnić należy linię ofensywą. Oddali tylko jeden sack, mimo groźnym rywalom, takim jak Ndamukong Suh oraz Cameron Wake. Brees został uderzony pięciokrotnie, ale bardzo rzadko brakowało mu czasu na wyrzucenie piłki. Pytanie tylko, co z Zachiem Striefem, który znowu opuścił boisko z powodu kolana? Głównym bohaterem był jednak Michael Thomas, który kilkukrotnie ocalił zespół. Jego screen dający pierwszą próbę był jednym z najlepszych zagrań meczu. Ostatecznie skończył z 8 chwytami na 89 jardów i przyłożenie na 11 piłek rzuconych w jego stronę. Nieważne kogo Dolphins na niego rzucali, to robił różnicę. Wtórował mu Alvin Kamara, na którego nie mieli żadnego sposobu zawodnicy Miami. Kamara był wszędzie, a Payton nie bał się dawać mu piłki. Skończył on z 5 biegami na 25 jardów oraz 10 chwytami na 71 jardów i przyłożenie, łapiąc wszystkie piłki rzucone ku niemu.

Następny mecz czeka Saints dopiero za dwa tygodnie, a rywalami będą bardzo groźni Detroit Lions. Pokonanie takiego rywala tylko może wzmocnić pewność siebie Saints. Jest bardzo możliwe, iż wróci wtedy Terron Armstead. Brees z kolei będzie mieć do dyspozycji Williego Sneada oraz Austina Carra (miał go już w Miami, ale postanowili go nie używać).