Week 4: światła, KAMARA, akcja

Wycieczek do Nowego Jorku by zagrać z Giants w Nowym Orleanie nie wspominano do tej najlepiej, szczęśliwie jednak Saints, pomimo słabego początku, bardzo szybko wyciągnęli wnioski ze słabego początku, wygrywając trzecie spotkanie z rzędu.

Zacznjimy jednak od falstartu. Saints nie tylko oddali piłkę po 3 zagraniach, ale także koszmarnie rozpoczęli spotkanie w defensywnie, pozwalając na wszystko gospodarzom. Podziałało to dosyć otrzeźwiająco na zespół, który mozolnie, acz krok po kroku, wybudzał się z letargu, punktując w każdym posiadaniu do końca połowy. Punktem zwrotnym okazał się być udany fake punt duetu Taysom Hill/Justin Hardee. Niestety, gdy tylko docierali do redzone, problemy z egzekucją osiągały horrendalne rozmiary i Saints zdobyli zaledwie 12 punktów w tych czterech posiadaniach. Giants nie potrafili jednak wykorzystać niemocy Saints, będąc całkowicie tłamszonym przez Świętych. Po dobrym początku G-men zacięli się i nie potrafili nic wskórać, oddając nawet piłkę poprzez fumble.

Giants wciąż byli w grze na starcie drugiej połowy, lecz po raz kolejny zostali zatrzymani. A Saints w końcu zdobyli przyłożenie w następującym posiadaniu – niemoc przełamał Alvin Kamara, wbiegając do endzone po przebyciu 9 jardów. Dla Giants podziałało to jak zimny prysznic, ale tylko na chwilę – po zdobyciu 3 punktów znowu się zacięli. W takiej sytuacji kolejne przyłożenie niemalże wygrywało mecz Świętym. I je zdobyli, konkretnie znowu je zdobył Alvin Kamara. Nie, on go nie zdobył – on je wyrwał. Po raz kolejny igrał z prawami fizyki, tylko w znany sobie sposób trzymając kolano nad ziemią. Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Znowu podziałało to trzeźwiąco na Giants, którzy zdobyli drugie przyłożenie tego dnia. Gospodarze wciąż mieli szansę, wystarczyło zatrzymać Saints przy próbie zabicia pozostałego czasu. Alvin Kamara nie dał im tej przyjemności. Alvin Kamara ich dobił. W brutalny sposób. Po czym razem z Michaelem Thomasem wrócili do szatni tunelem, kończąc mecz przed czasem. Obrona również postawiła kropkę nad i, a sack fumble zaliczył Tyeler Davison. Saints górą. Przez męczarnie, ale wygrali.

Choć momentami Saints dominowali w defensywie, a Demario Davis był transcendencyjną postacią, notując 11 powaleń oraz 2 sacków, za co został defenswynym zawodnikiem konferencji NFC. Marcus Davenport również pokazał się z bardzo dobrej strony, notując najbardziej imponujące zagranie dnia, niebędące autorstwa Kamary, kiedy całkowicie pominął Nate’a Soldera i zatrzymał Saquona Barkleya SIEDEM! jardów za linią wznowienia gry. Do formy wrócił również Marshon Lattimore, przez większość spotkania bardzo skutecznie ograniczający Odella Beckhama oraz Sterlinga Sheparda.

Mimo wszystko jednak, wciąż należy tonować optymizm. Całe szczęście, że Saints wygrywają w końcu na początku sezonu (za kazdym razem kiedy w erze Paytona mieli 3 wygrane po 4 tygodniach trafiali do playoffów), i to bez Marka Ingrama, lecz to są momentami bardzo wymuszane zwycięstwa. Nie było w tym sezonie meczu, w którym obie formacje zagrały na dobrym poziomie i co tydzień ofensywna/defensywna zamieniają się rolą wobec tego, kto ma wygrać spotkanie. Dopóki one się nie zgrają, trudno oczekiwać czegoś więcej w tym sezonie. Oddać jednak należy, iż postęp jest widoczny gołym okiem – secondary wraca do życia i w Nowym Jorku miała ledwie moment słabości w postaci pierwszego posiadania G-men. Linia defensywna dominuje. Korpus LB gra bardzo dobrze, nawet bez Te’o, a trangser Demario okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim, zespół bardzo szybko wyciąga wnioski z błędów, momentalnie je naprawiając/poprawiając. Takim przykładem była ofensywa, która uruchomiła grę przez TEs, kiedy Saints całą swoją uwagę oddali na podwajanie Thomasa/Kamary, a inni WR nie potrafili nic zagrać. A skoro o WR, Ted Ginn igra z ogniem – upuścił jednego punta, prowadząc do koszmanej pozycji startowej dla Saints. Podobnie Brandon Tate, który wypuścił piłkę podczas akcji powrotnej, szczęśliwie ją ratując. Jego już w Nowym Orleanie nie ma, a zespół wielce naiwnie wciąż szuka drugiego returnera obok Taysoma Hilla. Boston Scott wygrzewa tylko ławkę w practice squadzie, więc jest wielce prawdopodobnym, że to Alvin Kamara zacznie wracać punty po raz kolejny, zwłaszcza przy powrocie Ingrama. Ingrama, który czekał na zespół na lotnisku, gdy tylko wrócili z Nowego Jorku.

Za tydzień Saints zmierzą się z Washington Redskins.