Week 5: witamy (ponownie) na kartach historii, Drew

Historia. W nocy z poniedziałku na wtorek, byliśmy świadkami historii. Światła całej NFL były skierowane na Drew Breesa oraz Saints i wszystko było przygotowane pod pobicie rekordu ligi w ilości zdobytych jardów. A sam moment nie zawiódł, oj nie.

Superdome tego wieczora wrzało wyjątkowo, nawet jak na nowoorleańskie standardy. Nie bez powodu. Defensywa Saints po trzech zagraniach już schodziła z boiska, oddając ofensywie piłkę do działania. A w ofensywie pełen żądzy powrotu do gry pojawił się Mark Ingram. Pojawił się z ogromnym głodem gry i raczej nikt się nie zdziwił faktem, że to Ingram zdobył pierwsze przyłożenie tego dnia. Sześć zagrań, 64 jardy, 6:0 Saints. I tylko pudło Wila Lutza nie było tutaj mile widziane. Redskins delikatnie otrzeźwieli po tym, ale trzy punkty które zdobyli były ogromnie wymęczone. Kropkę nad I dla defensywy postawił Sheldon Rankins, notując kolejny sack w tym sezonie. Odpowiedź Saints? Kolejny TD drive. Redskins tym razem postawili twarde warunki i byli bliscy powstrzymania przyłożenia, ale defensive holding Quintona Dunbara dał Saints nowy oddech i już w pierwszym zagraniu po fladze Brees rzucił piłkę prosto w ręce Josha Hilla. Redskins otrzeźwieli po tym jeszcze bardziej, ale po raz kolejny defensywa Saints zadziałała w najważniejszym momencie. Dla gości taka wojna na wyniszczenie nie miała racji bytu. Dlaczego? Ponieważ po kilku zagraniach Saints zdobyli kolejne przyłożenie. Raz jeszcze autorstwa numeru 22. Redskins to dobiło. Po trzech zagraniach piłka znowu należała do Saints. I do Breesa, któremu brakowało 35 jardów do rekordu.

Do tej pory, kiedy Brees łamał rekordy, robił to za sprawą przyłożeń. W taki sposób złamał rekord Johnny’ego Unitasa oraz rekord Dana Marino, kiedy podając do Darrena Sprolesa został rekordzistą w ilości jardów w jednym sezonie. I historia raz jeszcze zatoczyła koło. Drew wykorzystał koszmarne krycie Redskins i rzucił piłkę do Tre’Quana Smitha. Ten nie miał problemów z pokonaniem jedynego pozostałego obrońcy gości i wbiegnięciem do endzone. 62 jardy, touchdown Saints. Rekord został pobity. A Tre’Quan zdobył swoje pierwsze przyłożenie w karierze. Superdome wybuchło. Sędziowie wręczyli papierek Breesowi, a cały mecz, zgodnie z zapowiedzią, został przerwany, by oddać się chwilowej celebracji. Drew, jak na niego przystało, celebrował z rodziną i większość chwały oddał swoim kolegom z zespołu. I tylko cieniem na tym pięknym momencie położyło się dziwne zachowanie komentatorów oraz sędziowie, którzy, pomimo ustaleń, nagrodzili Saints karą za celebrację. Ale to już nikogo nie interesowało, liczył się moment.

W tym momencie teoretycznie było po meczu. Saints po 4 zagraniach znowu odzyskali piłkę. Wszystko zanosiło się na kolejne punkty dla Saints, lecz po kolejnym chwycie Cameron Meredith wypuścił piłkę z rąk, a goście prezent skrzętnie wykorzystali. Dzięki temu, tuż przed końcem pierwszej połowy, Redskins jeszcze mieli teoretyczne szanse wrócić do gry. Teoretyczne, bo zaledwie po pięciu zagraniach drugiej połowy Drew Brees zanotował swoje 499 przyłożenie w karierze. Do Tre’Quana Smitha. Smith złapał 3 piłki tego dnia – te dwa przyłożenia oraz przepiękną pierwszą próbę. W następnym posiadaniu Justin Hardee przechwycił podanie Alexa Smitha i pozostawił ofensywę zaledwie z czterema jardami do przebycia. Taysom Hill dopełnił formalności. Wystarczyło. Redskins potem dorzucili jeszcze 6 punktów, ale tylko na pocieszenie. Saints zagrali najlepsze zawody w tym sezonie, dominując po obu stronach boiska.

Na specjalne wyróżnienie zasługuje pass rush Saints. Cały mecz naciskali na Alexa Smitha i to przeciwko bardzo mocnej linii ofensywnej. Nawet wtedy, kiedy Alex miał chwilę spokoju, to był tak rozregulowany przez ciągłą presję, iż sam podkopywał gości. Fantastyczne zawody rozegrał Marcus Davenport, który raz za razem wygrywał pojedynki z jednym z najlepszych OT w lidze – Trentem Williamsem. To właśnie Davenport raz potężnie uderzył Smitha (I co ważne, przepisowo) oraz strącił piłkę, co zostało uznane za fumble. Równie podobnie dominował run stuff Saints, raz jeszcze całkowicie niwelujący grę biegową rywali. I tylko cornerzy oddali parę dużych zagrań, ale ich występ ogólnie był bardzo pozytywny. Szybko z powodu wstrząśnienia mózgu wypadł Marshon Lattimore, ale w jego miejscu PJ Williams oraz Justin Hardee stanęli na wysokości zadania.

A ofensywa? Ponad 40 punktów z odpoczywającym Alvinem Kamarą mówi samo za siebie.

Saints czeka teraz wolny tydzień.