Week 8: PJ Williams – Pan Życia i Śmierci

Zemsta – taki miał być motyw przewodni trzeciej wizyty Saints w Minneapolis w ciągu półtora roku. I choć zawodnicy wyrażali się niepomnie o styczniowych wydarzeniach, trudno było nie zapomnieć o Minneapolis Miracle i jego dziedzictwie.

Po tym, co do tej pory PR prezentowały obie defensywy, wielu oczekiwało strzelaniny w Minny, a początek meczu nie zawiódł ich oczekiwań. Saints zaczęli bardzo dobrze, a pięknym chwytem popisał się Michael Thomas. Dosłownie parę chwil później Saints po raz kolejny wybudzili Taysoma Hilla, tym razem jednak kompletnie zaskakując defensywę Vikings … rzutem. Hill odpalił bombę do Thomasa, która zakończyła się 44 jardowym zyskiem Saints. Będąc w redzone, Sean Payton nie zakończył swojej zabawy, oddelegowując na boisko aż trzech rozgrywających, tym razem zapraszając również Teddy’ego Bridgewatera. Akcja ta nie zakończyła się sukcesem, ale następna była rozrysowana tak skutecznie, że zamurowani Vikings nie byli w stanie zareagować na bieg Alvina Kamary.

Ofensywa gospodarzy również zaczęła bardzo skutecznie. Adam Thielen odpowiedział Thomasowi jeszcze piękniejszym chwytem, a Latavius Murray przez tych kilka minut kpił sobie z run defense Saints. PJ Williams wyglądał koszmarnie, oddając wszystko, co leciało w jego stronę, włącznie z podaniem do Stefona Diggsa w endzone. Na początku meczu Saints również nie generowali żadnej presji na Kirku Cousinsie, dzięki czemu ten spokojnie mógł rozrywać defensywę Świętych. Przyłożenie to podziałało bardzo motywująco na Vikes, którzy wyrzucili ofensywę Saints z gry już po trzech zagraniach. Chwilę później sami zdobyli kolejne przyłożenie, kiedy podczas 3&7 PJ Williams spanikował przy niecelnym podaniu Kirka Cousinsa, oddając Vikes kolejny zestaw prób, tym razem na pierwszym jardzie – i ten prezent wykorzystali, lecz Dan Bailey przestrzelił podwyższenie.

Saints mecz zaczynał uciekać spod kontroli, ale krok po kroku wędrowali w stronę endzone Vikes. Niestety, podczas trzeciej próby Alvin Kamara upuścił podanie Drew Breesa, w sytuacji, w której miał on dodatkowe 10 jardów do zdobycia. Saints zdobyli co prawda trzy punkty, a w następnym posiadaniu zatrzymali w końcu gospodarzy, lecz Drew Brees podczas ich kolejnego drive’u został po raz pierwszy przechwycony w tym sezonie. Dzięki temu Vikes dostali jeszcze dość czasu, aby zdobyć punkty, tuż przed tym, jak sami otrzymywali piłkę na start drugiej połowy. Vikings sumiennie zdobywalu kolejne jardy, do czasu. Po kolejnym chwycie Adam Thielen próbował zdobyć kolejne jardy, lecz po uderzeniu Alexa Anzalone, z delikatnym wsparciem PJa Williamsa, wypuścił piłkę z rąk, a tę podniósł Marshon Lattimore, biegnąc z nią aż na połowę Vikings. Do tego darmowe 15 jardów flagą oddał Laquon Treadwell, ułatwiając robotę Świętym. Dwa zagrania Alvina Kamary później, Saints już prowadzili. 17-13 do przerwy.

Sytuacja w meczu całkowicie się odwróciła i to Vikings zaczęli być pod presją. Skłoniło ich to do zagrania czwartej próby na własnej połowie, kiedy brakowało im jarda do pierwszej próby. Bohaterem okazał się być Marshon Lattimore, w piękny sposób wybijając piłkę z rąk Laquona Treadwella. Saints nie udało się zdobyć przyłożenia co prawda, ale zdobyte trzy punkty sprawiły, że Vikes grunt zaczął jeszcze bardziej płonąć pod stopami. A ich świat zawalił się parę chwil później – PJ Williams przechwycił podanie Kirka Cousinsa, wracając je na przyłożenie. Vikes stracili jakiekolwiek chęci życia i po pięciu zagraniach było to bardzo widoczne, zwłaszcza na przykładzie sacku Sheldona Rankinsa, który fizycznie i psychicznie zdominował Pata Elfleina, notując swój drugi sack tego dnia. Saints po tym poprowadzili ośmiominutowy drive, dorzucając kolejne trzy punkty. Vikes jeszcze udało się zdobyć przyłożenie, kolejne oddane przez PJa Williamsa, lecz ich koszmarnw zarządzanie czasem na dobre zaprzepaściło ich, już znikome, szansę na powrót. Zemsta dokonana.

Dokonana, choć Drew Brees rzucił ledwie 120 jardów, a Alvin Kamara został ograniczony do nieefektywnej zdobyczy jardowej. Mark Ingram z kolei większość jardów zdobył w sytuacji, w której Saints palili zegar. Saints nie wygrali efektownie, po raz kolejny zresztą, ale wygrali, znajdując coraz to nowe sposoby na zwycięstwo. Defensywa, choć zaczęła bardzo słabo, zadziała wtedy, kiedy było to od niej wymagane. Marshon Lattimore przez większość meczu całkowicie zamykał w kieszeni każdego skrzydłowego, którego krył. Eli Apple, choć nierówny, zaprezentował wystarczająco wiele, aby fani Saints mogli patrzeć z optymizmem w przyszłość. Eli zanotował najwięcej powaleń z całego zespołu, i pomimo, że oddał kilka chwytów oraz dwie flagi, nie oddał żadnego poważnego zagrania, jedną flagą ratując nawet Saints przed przyłożeniem. Również w endzone był bezbłędny, na linii wznowienia gry wygrywając każde starcie w RZ.

Najjaśniejszymi gwiazdami był jednak duet Marcus Davenport – Sheldon Rankins. Obaj zanotowali po dwa sacki, cały mecz generując ogrom presji na Kirku. Davenport generował presję w 23% swoich snapów w pass rushu, przy 20% Rankinsa. Pomógł im bardzo mądry playcalling Dennisa Allena, który po koszmarnym początku defensywy po raz pierwszym w tym sezonie dokonał skutecznych poprawek. Poza wymienionym duetem, cała linia defensywna zasłużyła na brawa. Ogromny szacunek należy się także linii ofensywnej Saints, która nie oddała żadnego sacka (acz błąd w ustawieniu zaprocentował presją Danielle Huntera, która zmusiła Drew do przeforsowania rzutu, zakończonego wspomnianym INTem) oraz kiedy Saints palili zegar, raz po raz ułatwiała im kontrolę tempa.

Zaś PJ Williams został zawodnikiem tygodnia, pomimo oddania 8 chwytów na ponad 100 jardow oraz 2 przyłożenia + kluczową flagę przy drugim TD Vikes. Ale jego INT dobiło gospodarzy na dobre.

Następnym rywalem Saints będą niepokonani Los Angeles Rams. Spotkanie odbędzie się w Nowym Orleanie.