Game #14: Wymęczone zwycięstwo po thrillerze

Jeśli Pelicans chcą na stałe zagościć się w górnej części tabeli to muszą wygrywać. Nieważne w jakim stylu, nieważne kto będzie najlepszym zawodnikiem – zwycięstwa muszą nabijać się regularnie na liczniku. Tak też było dzisiaj, po męczarniach z gorzej notowaną Atlanta Hawks udało się jednak wydrzeć „W” w końcówce i odesłać gości do domu z pustymi rękoma. Pelicans wygrali 105 – 106 mimo, że przez całe spotkanie byli drużyną słabszą.

Zaczęło się w bardzo słabym stylu. Pellies przegrali pierwszą kwartę wysoko 32 – 23, a jeszcze gorzej zaczęło się robić w późniejszych fragmentach gry. To był mecz serii – jeśli jeden zespół notował run 10-0 to można było się spodziewać zaraz tego samego ze strony przeciwnej. Ostatecznie Pelicans przez trzy następne kwarty regularnie i stopniowo niwelowali straty. Choć tak łatwo to nie wyglądało.

Pelicans na 2-punktowe prowadzenie wyszli dopiero na początku 4. kwarty. Ale nawet i to nie pomogło, bo Hawks za każdym razem nie odpuszczali i wracali na zwycięskie tory. Po stronie Atlanty fantastycznie działała dzisiaj trójka – trafili aż 17 razy z dystansu, na 47% skuteczności. Marco Belinelli, Luke Babbitt i wreszcie niejaki Tyler Cavanaugh zanotowali po 4 „trójki” na głowę i byli prawdziwym utrapieniem obrońców Nowego Orleanu. Podopieczni Alvina Gentry’ego często tracili w tym meczu krycie i widać było momentami duże problemy z koncentracją. Być może to problem z nastawieniem przeciwko teoretycznie słabszemu rywalowi?

Kiedy w końcówce czwartej kwarty wydawało się, że Pelicans już przejęli spotkanie i nie pozwolą na upokorzenie przed własną publicznością – po raz kolejny Hawks przejęli prowadzenie. Do gry wówczas wszedł większy killer tego meczu i bohater spotkania – Darius Miller. Rezerwowy Pelicans trafił 5/8 trójek i zanotował career-high w postaci 21 punktów, z których większość zdobył właśnie w crunch-time prowadząc drużynę do zwycięstwa.

Znalezione obrazy dla zapytania pelicans hawks

Obok najlepszego dziś Dariusa Millera, najlepiej wspierał go DeMarcus Cousins Anthony Davis Jrue Holiday… E’Twaun Moore. Moore kolejny raz dał od siebie fantastyczny występ na wysokiej skuteczności. Trafił 11/18 rzutów, zdobył 24 punkty i momentami ciągnął zespół na swoich barkach, kiedy inni mieli znacznie słabsze momenty.

Swoje drużynie dał też Cousins (22/16/7), ale to jednak wspomniana wcześniej dwójka była kluczowa w tym pojedynku. Boogie miał swoje przebłyski, ale zabrakło jego liderowania pod koniec meczu. Podobnie było też z Anthonym Davisem, który przeżył dzisiaj kolejną cichą noc w swojej karierze – miał tylko 13 punktów, 10 zbiórek, 7 asyst i 4 bloki. To, co boli najbardziej, to tylko 7 oddanych rzutów przez Davisa. Był mało aktywny i uaktywniał się jedynie na chwilę, aby później znów zgasnąć na kilka minut. Być może wpływ na to miał pewien uraz po upadku i przejechaniu się po mokrym mopie za koszem. Po skrzydłowym Pels widać było grymas na twarzy i przez znaczną część spotkania trzymał się za bolące plecy.

To nie był dobry mecz Pelicans. Kolejny raz nie udało się ograniczyć strat, a wydaje się, że to właśnie na ten aspekt gry największą uwagę zwraca sztab szkoleniowy z Alvinem Gentrym na czele. Trener Pelikanów wspominał, że chce aby jego zespół był jak Tom Brady i podawał może mało ryzykownie, ale przede wszystkim cholernie skutecznie (w tym miejscu zapraszam na pelicans.pl/saints, gdzie Święci z Nowego Orleanu podbijają ligę).

Pelicans mieli dzisiaj aż 19 strat.

Ważnym momentem tego meczu był też powrót po kontuzji Rajona Rondo. Przewidywana data jego powrotu to 17. listopada, więc udało się rozgrywającemu wrócić kilka dni wcześniej. Rondo wspominał, że chciał aby jego debiut odbył się przed publicznością z Nowego Orleanu. Zagrał jednak jedynie 4 minuty, w których zapisał 2 punkty i 2 asysty. W meczu przeciwko Toronto Raptors możemy się już spodziewać dłuższej obecności z jego strony.

  • dalinar85

    Bardzo słaby mecz, ale najważniejsze, że udało się wygrać. Tradycja została podtrzymana i póki co wygrywamy mecze z teoretycznie słabszymi ekipami ( co w poprzednich latach nie było normą), ale teraz prawdziwy sprawdzian możliwości i mecze z lepszymi ekipami. Przydałoby się w końcu mecz jakiś wygrać z taką ekipą.