Game #51: Porażek ciąg dalszy

Dobra wiadomość dla kibiców drużyny New Orleans Pelicans. Oczywiście tych kibiców, którzy już dawno stwierdzili, że nie ma sensu walczyć o 8 miejsce i lepiej zatankować. Jeśli jednak ktoś uważa inaczej, to dzisiaj nie ma powodu do radości, bowiem Pels zanotowali swoją czwartą porażkę z rzędu. Inny rezultat byłby wielkim zaskoczeniem, ponieważ Wizards od jakiegoś czasu grają świetnie, wygrywając 7 ostatnich spotkań, w tym z Pels.

Alvin Gentry cały czas idzie w zaparte i chyba próbuje zamęczyć Davisa, który dziś zagrał 39 minut. Co z tego, że zdobył 25 punktów i był najlepiej punktującym zawodnikiem w całym spotkaniu, skoro ledwo biegał. Niestety nie można się temu dziwić, AD w prawie każdym spotkaniu spędza na parkiecie około 40 minut, stąd też zaczyna mu brakować sił.

Mecz rozpoczął się lepiej dla gospodarzy. Pierwsze punkty w meczu zdobył Buddy Hield. Przez następne kilka minut Pels cały czas mieli na koncie tylko 2 punkty, pozwalając Czarodziejom na objęcie prowadzenia. Przewaga gospodarzy cały czas rosła, a już po 4 minutach gry, wynik wynosił 14-2. Dopiero wtedy Pels się obudzili, zmniejszając stratę o kilka punktów. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 24-16.

Połówka drugiej kwarty również była słaba w wykonaniu Pellies. Gospodarze w pewnym momencie znowu uciekli na 12 punktów, a Pelikany ponownie musiały odrabiać starty. Na 6 minut przed przerwą, gra gości wyglądała już lepiej. Pelicans ostatecznie zniwelowali stratę do 4 punktów. Wynik po pierwszej połowie wynosił 53-49.

Trzecia kwarta była najlepsza. Tutaj pierwszy raz od drugiej minuty spotkania, Pelicans wyszli na prowadzenie. Udało się to w 6 minucie trzeciej kwarty. W dalszej części, gra była wyrównana, lecz Pels cały czas pozostawali na prowadzeniu. Nasz zespół popisał się bardzo dobrą  skutecznością, rzucając na poziomie 63,6%.

Na czwartą kwartę Pels wyszli, wygrywając 83-80. Co mogło pójść nie tak? A no wszystko. Zaczęło się od przejęcia prowadzenia przez Czarodziejów. Po raz kolejny to Pellies musieli gonić wynik. Sytuacja nie wyglądała tak źle, ponieważ na 6 minut przed końcową syreną Tyreke Evans trafił na 91-90 i Pels prowadzili jednym punktem. Szkoda tylko, że zatrzymali się na tych 91 punktach i przez te 6 minut nie zdobyli już nic. Gospodarze skorzystali na tym i rzucili nam 15 punktów, wygrywając to spotkanie 105-91.

Wracając do Gentry’ego, mam takie pytanie, kiedy w końcu ktoś go wyrzuci? Gościu kompletnie nie umie zapanować nad sytuacją. Kiedy drużyna od kilku minut nie potrafi rzucić żadnego punktu to jasne jest, że trzeba wziąć przerwę, tylko co z tego skoro po przerwie niemoc dalej trwa. Być może ten trener jest dobry na tankowanie, ale zanim sezon się skończy to Davis padnie, łapiąc przy tym jakąś poważną kontuzje, ponieważ Gentry dalej będzie go wpuszczał na 40 minut. Ach.. niech ktoś w zarządzie szybko ruszy głową i zrobi co należy.

W naszej drużynie oprócz Davisa najlepiej punktowali: Terrence Jones (15 punktów), Tyreke Evans (15 punktów) oraz Jrue Holiday (13 punktów), natomiast w drużynie gospodarzy najlepiej zagrał John Wall (24 punkty, 13 asyst i 5 przechwytów), a Marcin Gortat zaliczył swoje kolejne dobre spotkanie, notując 12 punktów i 17 zbiórek.

Następny mecz Pels zagrają z Phoenix Suns. Spotkanie w nocy, z poniedziałku na wtorek o godzinie 2:00.

 

 

  • John Wall udowodnił, że jest najlepszym rozgrywającym na Wschodzie aktualnie. Samodzielnie rozbijał obronę Pelicans (która była bardzo dobra w pierwszej połowie btw) i wyłączył kompletnie z gry Jrue Holidaya w decydującej kwarcie.

    Wizards zanotowali run 15-0 w ostatnich 6 minutach gry. Pellies nie zdobyli nawet punktu w najważniejszych minutach, zero egzekucji i pomysłu na grę. Alvin Gentry nie potrafił kolejny raz rozpisać rozgrywki po timeoutcie, która może rozruszałaby naszą ofensywę. Takie mecze udowadniają, że trenera po sezonie należy w trybie natychmiastowym zmienić.

    Do tego wszystkiego dochodzi Anthony Davis, który znowu gra blisko 40 minut, a przez całe spotkanie ledwo chodzi. To prawe udo (?) wydaje się wciąż kontuzjowane, AD cierpi i nie biega, nie skacze. Wszystko to wpływa też na jego rzut, obronę i atak obręczy. Nie jest w stanie być tak agresywny, jak np. miało to miejsce na początku sezonu. I pomimo kontuzji, bliskiego blowoutu, Gentry gra nim takie minuty? Skandal.