Nowa era w New Orleans. Tak właśnie można to oficjalnie nazwać. Przyszedł czas na wygrywanie, przyszedł czas, aby zacząć to robić już. Zostało 25 spotkań do zakończeniu sezonu regularnego i celem Pellies jest awans do Playoffs. Pelicans wraz z DeMarcusem Cousinsem zagrali swoje pierwsze spotkanie – rywalem byli piekielnie silni w tym sezonie, Houston Rockets.
Pels wyszli przewidywaną piątką na to spotkanie – Holiday/Moore/Hill/Davis/Cousins. Co ciekawe, chyba pierwszy raz w tym sezonie, to drużyna przeciwna musiała zmieniać swój gameplan i dostosować się do stylu preferowanego od teraz przez drużynę z Nowego Orleanu. Mike D’Antoni zadecydował bowiem, aby wzmocnić swój frontcourt i wpuścić do pierwszej piątki Nene.
Zacznijmy od tego, że takiego hype’u na mecz koszykówki w Nowym Orleanie nie było… chyba nigdy? Ostatni raz taka atmosfera w tej hali była prawdopodobnie podczas Game 3 przeciwko Golden State Warriors. Dzisiaj mieliśmy jednak mecz sezonu regularnego i oh boy, kibice byli podjarani. Ja również.
Spotkanie otworzył DeMarcus Cousins trafieniem z półdystansu. Boogie był „on fire” na początku – trafiał rzuty, rozdawał świetnie piłkę na dystans. To, co rzucało się w oczy, to fantastyczny ball movement, jaki wprowadził nowy zawodnik Pelicans. Gracze wciąż szukali pozycji, a z duetem AD-DC, nie było z tym większego problemu. Fantastycznie wyglądała wymienność pozycji między tymi graczami. Momentami to Davis schodził do środka, kiedy to Cousins czekał na podanie na dystansie. Innym razem – to DMC dominował strefę podkoszową. Wyglądało to świetnie.
Przez pierwsze minuty wkradło się w szeregi Pelicans jednak zbyt wiele strat. Większość wynikała z braku komunikacji oraz pośpiechu. Sam Jrue Holiday w ciągu 10 minut miał na swoim koncie kilka.
Pierwszy z parkietu zszedł Boogie, pozostał na nim jednak Davis. Alvin Gentry dobrze popracował nad swoją rotacją, gdzie zawsze na boisku powinien przebywać jeden z All-Starów Pelicans.
Po świetnym początku Pellies, do głosu doszli jednak również Rockets – bardzo dobrą zmianę dał nowy nabytek Rakiet, Lou Williams. Były gracz Lakers miał w tym meczu nawet nie zagrać, ale D’Antoni stwierdził, że da zawodnikowi kilka minut, aby poczuć grę Houston. Przywitał się z publicznością dwiema trójkami z rzędu.
Co ciekawe, koniec pierwszej kwarty Pels kończyli ustawieniem Frazier-Hill-Casspi-Cunningham-Davis. Omri zaraz po wejściu przywitał się z fanami w Smoothie King Center trafieniem za trzy i wsadem.
Ostatecznie jednak to Rockets prowadzili po pierwszej części gry 28 – 30. DeMarcus miał za sobą jednak fantastyczne minuty, a tę ćwiartkę skończył potężnym blokiem na Jamesie Hardenie.
Pelicans w drugiej kwarcie mieli przede wszystkim wciąż dwa problemy – straty i upilnowanie strzelców Rockets, głównie Erica Gordona, Ryana Andersona i Lou Williamsa. Ławka Houston szalała na dystansie i ciężko było cokolwiek wobec tego zrobić. Trafili rzuty często przy niezłej obronie Pels.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 50 – 66, a tuż przed zejściem do szatni Alvin Gentry został ukarany technicznym. Jeśli Pelikany miały zamiar nadal tracić piłki w ten sposób – nie było szans na powrót do gry z 3. siłą Zachodu.
Po trzeciej kwarcie po podopiecznych Alvina Gentry’ego właściwie nie było już co zbierać. Ponad 25-punktowa strata do Rockets wydawała się już nie do odrobienia. Pelicans wyglądali źle w ataku, widać było, że jeszcze nie do końca znają swoje role na boisku. Zadowalająco grali jednak po drugiej stronie parkietu.
Ostatecznie to starcie zakończyło się porządnym blowoutem, a kibice Pellies zaczęli wychodzić już na początku czwartej kwarty – na ulicach New Orleans odbywała się w tym samym czasie parada z okazji trwającego święta Mardi Gras. Mieszkańcy miasta raczej nie tak wyobrażali sobie startu tego wieczoru.
Pels przegrali z Rockets 99 – 128.
There may not be a worse team to play for when you’re trying to figure things out than the 3-point happy Rockets. 15 3s in 3 quarters in NO.
— Marc J. Spears (@MarcJSpearsESPN) February 24, 2017
Duet podkoszowy nie zawiódł. DeMarcus Cousins zaliczył udany debiut w barwach Pelicans i zanotował wszechstronne cyfry przy swoim nazwisku – 27 punktów, 14 zbiórek, 5 asyst, 5 bloków i 4 przechwyty. Anthony Davis wsparł go 29 punktami, 9 zbiórkami, 2 przechwytami i 2 blokami.
Dobry debiut miał też Omri Casspi – 12 punktów z ławki.
Fatalnie zagrał Jrue Holiday. To zdecydowanie nie był jego dzień – 6 punktów, 4 asysty, 3-12 z gry i 7 strat.
Dla Rockets świetnie zagrała ławka – Lou Williams miał 27 punktów, Gordon 19, Capela 15, Harrell 10. James Harden skończył mecz z 13 punktami i 14 asystami.
Pelicans przegrali to spotkanie i to bardzo wyraźnie, ale można wysnuć z niego kilka pocieszających wniosków:
- Pellies trafili prawdopodobnie na najtrudniejszego rywala, biorąc pod uwagę swój „duży” lineup, gdzie Solomon Hill grał nawet jako shooting guard. Rockets biegający na dystansie i rzucający za trzy na potęgę, to cholernie ciężki matchup w takim przypadku.
- Chemia. Widać było porozumienie, widać było wspólną grę. Piłka chodziła jak po sznurku.
- DeMarcus Cousins panujący nad sobą. Boogie wie, że musi się pilnować i nie ma możliwości łapania kolejnych faulów technicznych. Kiedy wdawał się w ciężkie batalie podkoszowe z Nene, pozostawał spokojny. Mimo, że Brazylijczyk starał się go wyprowadzić z równowagi. W pewnym momencie zrobiło się na parkiecie nawet gorąco, a DMC zaczął rozmawiać z sędziami. Wówczas podbiegł do niego Anthony Davis, zaczął poklepywać i uspokajać. Takie rzeczy tworzą zespół, dobrze było to zobaczyć.
- Gorszego meczu Jrue Holiday już chyba nie zagra. Kilka strat, fatalna skuteczność. Dla rozgrywającego takie zmiany są często najtrudniejsze, Jrue musi zrozumieć, co/kto lubi na parkiecie, znaleźć rytm i tempo gry. Będzie potrzebował kilka dni, aby stać dyrygentem ofensywy Pelicans.
- Niezła obrona. Wielu mówiło o tym, że DeMarcus to słaby obrońca. Może. Dzisiaj jednak nie było tego widać. Był cholernie aktywny, bardzo mądrze się ustawiał i nie miał problemów z często switchującą obroną Ermana. Zresztą, zerknijcie na jego linijkę w statystykach.
- Omri Casspi – gość potrafi rzucać.
Następne spotkanie New Orleans Pelicans zagrają w nocy z soboty na niedzielę, przeciwko Dallas Mavericks. Mecz odbędzie się o 2:30 czasu polskiego i będzie to bardzo ważne starcie pod kątem awansu do Playoffs.

