Game #58: Dobrego ciężkie początki? Porządne lanie od Rockets

Nowa era w New Orleans. Tak właśnie można to oficjalnie nazwać. Przyszedł czas na wygrywanie, przyszedł czas, aby zacząć to robić już. Zostało 25 spotkań do zakończeniu sezonu regularnego i celem Pellies jest awans do Playoffs. Pelicans wraz z DeMarcusem Cousinsem zagrali swoje pierwsze spotkanie – rywalem byli piekielnie silni w tym sezonie, Houston Rockets.

Pels wyszli przewidywaną piątką na to spotkanie – Holiday/Moore/Hill/Davis/Cousins. Co ciekawe, chyba pierwszy raz w tym sezonie, to drużyna przeciwna musiała zmieniać swój gameplan i dostosować się do stylu preferowanego od teraz przez drużynę z Nowego Orleanu. Mike D’Antoni zadecydował bowiem, aby wzmocnić swój frontcourt i wpuścić do pierwszej piątki Nene.

Zacznijmy od tego, że takiego hype’u na mecz koszykówki w Nowym Orleanie nie było… chyba nigdy? Ostatni raz taka atmosfera w tej hali była prawdopodobnie podczas Game 3 przeciwko Golden State Warriors. Dzisiaj mieliśmy jednak mecz sezonu regularnego i oh boy, kibice byli podjarani. Ja również.

Spotkanie otworzył DeMarcus Cousins trafieniem z półdystansu. Boogie był „on fire” na początku – trafiał rzuty, rozdawał świetnie piłkę na dystans. To, co rzucało się w oczy, to fantastyczny ball movement, jaki wprowadził nowy zawodnik Pelicans. Gracze wciąż szukali pozycji, a z duetem AD-DC, nie było z tym większego problemu. Fantastycznie wyglądała wymienność pozycji między tymi graczami. Momentami to Davis schodził do środka, kiedy to Cousins czekał na podanie na dystansie. Innym razem – to DMC dominował strefę podkoszową. Wyglądało to świetnie.

Przez pierwsze minuty wkradło się w szeregi Pelicans jednak zbyt wiele strat. Większość wynikała z braku komunikacji oraz pośpiechu. Sam Jrue Holiday w ciągu 10 minut miał na swoim koncie kilka.

Pierwszy z parkietu zszedł Boogie, pozostał na nim jednak Davis. Alvin Gentry dobrze popracował nad swoją rotacją, gdzie zawsze na boisku powinien przebywać jeden z All-Starów Pelicans.

Po świetnym początku Pellies, do głosu doszli jednak również Rockets – bardzo dobrą zmianę dał nowy nabytek Rakiet, Lou Williams. Były gracz Lakers miał w tym meczu nawet nie zagrać, ale D’Antoni stwierdził, że da zawodnikowi kilka minut, aby poczuć grę Houston. Przywitał się z publicznością dwiema trójkami z rzędu.

Co ciekawe, koniec pierwszej kwarty Pels kończyli ustawieniem Frazier-Hill-Casspi-Cunningham-Davis. Omri zaraz po wejściu przywitał się z fanami w Smoothie King Center trafieniem za trzy i wsadem.

Ostatecznie jednak to Rockets prowadzili po pierwszej części gry 28 – 30. DeMarcus miał za sobą jednak fantastyczne minuty, a tę ćwiartkę skończył potężnym blokiem na Jamesie Hardenie.

Pelicans w drugiej kwarcie mieli przede wszystkim wciąż dwa problemy – straty i upilnowanie strzelców Rockets, głównie Erica Gordona, Ryana Andersona i Lou Williamsa. Ławka Houston szalała na dystansie i ciężko było cokolwiek wobec tego zrobić. Trafili rzuty często przy niezłej obronie Pels.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 50 – 66, a tuż przed zejściem do szatni Alvin Gentry został ukarany technicznym. Jeśli Pelikany miały zamiar nadal tracić piłki w ten sposób – nie było szans na powrót do gry z 3. siłą Zachodu.

Po trzeciej kwarcie po podopiecznych Alvina Gentry’ego właściwie nie było już co zbierać. Ponad 25-punktowa strata do Rockets wydawała się już nie do odrobienia. Pelicans wyglądali źle w ataku, widać było, że jeszcze nie do końca znają swoje role na boisku. Zadowalająco grali jednak po drugiej stronie parkietu.

Ostatecznie to starcie zakończyło się porządnym blowoutem, a kibice Pellies zaczęli wychodzić już na początku czwartej kwarty – na ulicach New Orleans odbywała się w tym samym czasie parada z okazji trwającego święta Mardi Gras. Mieszkańcy miasta raczej nie tak wyobrażali sobie startu tego wieczoru.

Pels przegrali z Rockets 99 – 128.

Duet podkoszowy nie zawiódł. DeMarcus Cousins zaliczył udany debiut w barwach Pelicans i zanotował wszechstronne cyfry przy swoim nazwisku – 27 punktów, 14 zbiórek, 5 asyst, 5 bloków i 4 przechwyty. Anthony Davis wsparł go 29 punktami, 9 zbiórkami, 2 przechwytami i 2 blokami.

Dobry debiut miał też Omri Casspi – 12 punktów z ławki.

Fatalnie zagrał Jrue Holiday. To zdecydowanie nie był jego dzień – 6 punktów, 4 asysty, 3-12 z gry i 7 strat.

Dla Rockets świetnie zagrała ławka – Lou Williams miał 27 punktów, Gordon 19, Capela 15, Harrell 10. James Harden skończył mecz z 13 punktami i 14 asystami.

Pelicans przegrali to spotkanie i to bardzo wyraźnie, ale można wysnuć z niego kilka pocieszających wniosków:

  1. Pellies trafili prawdopodobnie na najtrudniejszego rywala, biorąc pod uwagę swój „duży” lineup, gdzie Solomon Hill grał nawet jako shooting guard. Rockets biegający na dystansie i rzucający za trzy na potęgę, to cholernie ciężki matchup w takim przypadku.
  2. Chemia. Widać było porozumienie, widać było wspólną grę. Piłka chodziła jak po sznurku.
  3. DeMarcus Cousins panujący nad sobą. Boogie wie, że musi się pilnować i nie ma możliwości łapania kolejnych faulów technicznych. Kiedy wdawał się w ciężkie batalie podkoszowe z Nene, pozostawał spokojny. Mimo, że Brazylijczyk starał się go wyprowadzić z równowagi. W pewnym momencie zrobiło się na parkiecie nawet gorąco, a DMC zaczął rozmawiać z sędziami. Wówczas podbiegł do niego Anthony Davis, zaczął poklepywać i uspokajać. Takie rzeczy tworzą zespół, dobrze było to zobaczyć.
  4. Gorszego meczu Jrue Holiday już chyba nie zagra. Kilka strat, fatalna skuteczność. Dla rozgrywającego takie zmiany są często najtrudniejsze, Jrue musi zrozumieć, co/kto lubi na parkiecie, znaleźć rytm i tempo gry. Będzie potrzebował kilka dni, aby stać dyrygentem ofensywy Pelicans.
  5. Niezła obrona. Wielu mówiło o tym, że DeMarcus to słaby obrońca. Może. Dzisiaj jednak nie było tego widać. Był cholernie aktywny, bardzo mądrze się ustawiał i nie miał problemów z często switchującą obroną Ermana. Zresztą, zerknijcie na jego linijkę w statystykach.
  6. Omri Casspi – gość potrafi rzucać.

Następne spotkanie New Orleans Pelicans zagrają w nocy z soboty na niedzielę, przeciwko Dallas Mavericks. Mecz odbędzie się o 2:30 czasu polskiego i będzie to bardzo ważne starcie pod kątem awansu do Playoffs.