Game #71: Kolejne zwycięstwo Pelikanów

Drużynie New Orleans Pelicans ostatnio idzie naprawdę dobrze. Po całkiem wysokiej wygranej z Houston Rockets, czy Minnesotą Timberwolves, przyszedł czas na Memphis Grizzlies. Pelikany bez większych problemów pokonały siódmą drużynę Konferencji Zachodniej, odnotowując swoje trzecie zwycięstwo z rzędu.

Świetne spotkanie rozegrał DeMarcus Cousins. Dzisiaj to on poprowadził nasz zespół do zwycięstwa. Było to chyba jego najlepsze spotkanie w barwach Pelicans. W ciągu 37 minut zdobył 41 punktów, 17 zbiórek i 3 bloki. Miejmy nadzieję, że w jego wykonaniu będziemy mogli oglądać więcej takich spotkań. Zdominował silnie obsadzony od lat froncourt Grizzlies.

Mecz otworzył JaMychal Green. Zaraz po tym, sfaulowany został Solo Hill, który rzuty osobiste zamienił na punkty. Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Przewaga żadnej z drużyn nie przekroczyła 5 punktów. Pellies tylko 2 razy wychodzili na prowadzenie, jednak Grizzlies w obu przypadkach szybko doprowadzali do remisu. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 23-21.

Druga kwarta mogła nie dawać wielkich nadziei na zwycięstwo z wcale niełatwym przeciwnikiem. Miśki szybko uciekły nam na 9 punktów, aby w ciągu kilku minut powiększyć przewagę do 12 punktów. Przez większość czasu nasza strata wynosiła 9-11 oczek, a na koniec udało się ją zmniejszyć do 7 punktów. Bez wątpienia była to najsłabsza kwarta w naszym wykonaniu. Pelikany zdobyły w niej tylko 13 punktów i ekipa Alvina Gentry’ego nie potrafiła znaleźć złotego środka na obronę z Memphis.

Po przerwie, gra naszego zespołu wyglądała o wiele lepiej. Pellies szybko zaczęli swój marsz po zwycięstwo. Już po 4 minutach zbliżyliśmy się na 1 punkt, a za chwilę byliśmy już na prowadzeniu. Goście byli wtedy po prostu bezradni i tylko mogli oglądać jak Pels uciekają im z wynikiem. Na 4 minuty i 30 sekund przed końcem trzeciej ćwiartki, gospodarze byli już na 11-punktowym prowadzeniu. Grizz próbowali nas jeszcze dogonić, ale nic nie mogli zdziałać i wynik przed ostatnią kwartą wynosił 54-66. Pellies popisali się tutaj fantastyczną grą po obu stronach parkietu – Grizzlies w pewnej chwili nie zdobyli punktów z gry przez ponad 10 minut.

W czwartej kwarcie, goście wrócili do gry. Zaczęło się nawet robić trochę niebezpiecznie, kiedy doprowadzili do wyniku 64-68. Pels się jednak nie dali i ponownie odskoczyli przeciwnikom. Przez resztę czasu Grizzlies nie zdołali się do nas zbliżyć nawet na kilka punktów i Pelicans zwyciężyli 82-95.

W następnym spotkaniu Pels ponownie zmierzą się z Houston Rockets. Mecz w nocy z piątku na sobotę o godz. 1:00. Przed nami kluczowe starcia w boju o Playoffs.

  • Jacek Bieliński

    Poza świetną postawą DMC moim zdaniem bardzo dobry mecz rozegrał….. Ajinca 9 zbiórek w 14 min z czego 3 w ataku, i przede wszystkim był agresywny pod tablicami.

  • dalinar85

    Pierwsza połowa słaba, a już w szczególności 2 kwarta i słabiutka gra rezerwowych, dopiero powrót Cousinsa i reszty poprawił nieco grę ale i tak było słabiutko.
    Natomiast 3 kwarta to kapitalna gra i w obronie i w ataku czego kwintesencją był run bodajże 19-0. Potem było już w miarę spokojnie.Trochę martwi fatalna skuteczność( który to już raz?) Holiday’a i Hilla, ale oby to był wypadek przy pracy, bo teraz 3 super trudne wyjazdowe mecze i warto byłoby utrzymać passe wygranych, jeśli walczymy o PO.