Pierwsza część offseason już za nami. Główna część wolnej agentury dobiegła końca, a zespoły teraz zamykają się w celu ewaluacji talentu zawodników w drafcie. Media z kolei wciąż wymieniają się ocenami wolnej agentury i przewidywaniami co do nadchodzącego draftu. Saints, całe szczęście, są uznawani przez tych drugich za wygranych wolnej agentury. Chwalone są ich rozsądne ruchy, brak rozrzutności oraz myślenie pod kątem przyszłości. I nie wypada mi się z tym nie zgodzić.
Jeszcze zanim nastąpił oficjalny początek wolnej agentury, Saints byli wszędzie. Pośród doniesienia przeważała oczywiście plotka o wymianie Brandina Cooksa, ale pomiędzy kolejnymi informacjami o, byłym już, WR Saints, trafiały się także pogłoski łączące Saints z największymi nazwiskami wolnej agentury. Oliwy do ognia dolewał Mickey Loomis, zapowiadając agresywną postawę Saints podczas offseason. Wszystko to sprowadzało się do corocznej ekscytacji, co takiego uczyni management zespołu, zwłaszcza, że pierwszy raz od lat w Nowym Orleanie nie otwierano offseason z ujemnym cap space.







