Pierwsza część offseason już za nami. Główna część wolnej agentury dobiegła końca, a zespoły teraz zamykają się w celu ewaluacji talentu zawodników w drafcie. Media z kolei wciąż wymieniają się ocenami wolnej agentury i przewidywaniami co do nadchodzącego draftu. Saints, całe szczęście, są uznawani przez tych drugich za wygranych wolnej agentury. Chwalone są ich rozsądne ruchy, brak rozrzutności oraz myślenie pod kątem przyszłości. I nie wypada mi się z tym nie zgodzić.
Jeszcze zanim nastąpił oficjalny początek wolnej agentury, Saints byli wszędzie. Pośród doniesienia przeważała oczywiście plotka o wymianie Brandina Cooksa, ale pomiędzy kolejnymi informacjami o, byłym już, WR Saints, trafiały się także pogłoski łączące Saints z największymi nazwiskami wolnej agentury. Oliwy do ognia dolewał Mickey Loomis, zapowiadając agresywną postawę Saints podczas offseason. Wszystko to sprowadzało się do corocznej ekscytacji, co takiego uczyni management zespołu, zwłaszcza, że pierwszy raz od lat w Nowym Orleanie nie otwierano offseason z ujemnym cap space.
Zapowiedzi spełniły się tylko w połowie, ale może to i lepiej. Loomis i Payton postanowili podejść transferów z głową, aniżeli wyrzucając miliony na co bardziej rozchwytywanych zawodników. Tak jak w Q&A powiedział John Hendrix, nie były to najpiękniejsze transfery, ale były to konieczne transfery. Dość powiedzieć, że takie ruchy w zeszłorocznym offseason okazały się być strzałem w dziesiątkę (Craig Robertson, Nathan Stupar). Większość z tych zawodników ma coś do udowodnienia, a zwłaszcza Alex Okafor oraz Manti Te’o, których kariery zostały zahamowane poważnie przez kontuzje. Tak samo Brandon Coleman dostał od Saints jeszcze jedną szansę. Lista zawodników którzy w takich warunkach okazali się być wiodącymi postaciami Saints jest naprawdę długa.
Lecz i większy kontrakt się zdarzył w tegorocznym offseason, mianowicie dla guarda Larry’ego Warforda. Największy transfer, będący zarazem najlepszym w moim przekonaniu. Dobra linia ofensywna to podstawa sukcesu w NFL, zwłaszcza z rozgrywającym typu Drew Breesa. Znalezienie następców Jahriego Evansa oraz Zacha Striefa ciągnie się już od paru lat za zespołem i bardzo dobrze, iż Loomis nie ignoruje znaczenia liniowych. Wiele zespołów się już na tym przejechało (mowa o was, Carolina Panthers) i żywotność Breesa bardzo zależy od linii go chroniącej. Saints walczyli o Kevina Zeitlera, czyli najlepszego liniowego który trafił na wolny rynek, ale „nagroda pocieszenia” w postaci Warforda wciąż jest aż nadto satysfakcjonująca. Zatrudnienie to nie tylko niweluje dziurę na pozycji guarda, ale i daje ogrom nowych możliwości ofensywie Saints. Warford, jak i Andrus Peat który przejmie lewą stronę na stałe, to znacznie bardziej nowocześni liniowi, tak jak i tackle Terron Armstead. Są nad wyraz mobilni, a oznacza to ogromne możliwości w grze zasłonami i urozmaiceniu gry biegowej. Choć Warford obejmie tylko jedną pozycję, tak jego wszechstronność jest niezaprzeczalna.

Wszechstronność – słowo klucz dla tego offseason. To nie tylko Warford, ale także Ted Ginn, AJ Klein. Ginn, czyli na chwilę obecną następca Brandina Cooksa, to najwszechstronniejsza broń w ataku w Saints od czasu Darrena Sprolesa. To się nie ogranicza tylko do zasłon, ale i zagrywek biegowych dla niego. Ginn błyszczał w takiej roli w Carolinie, a teraz trafia do środowiska z lepszym rozgrywającym, linią oraz trenerem. W defensywie z kolei multum opcji wnosi znajomy Ginna z Charlotte – Klein. Jest on w stanie grać na każdej z trzech pozycji linebackera, dając Saints duże możliwości rotacji. Na każdej z nich może także grać Nathan Stupar, czy Craig Robertson. Jest to bardzo ważne w kontekście kontuzji Saints – plagi trapiącej ich co rok.
Ale ta wszechstronność nie kończy się tylko na zawodnikach. Ruchy Saints, choć pozostawiły największe dziury największymi dziurami, umożliwiły im na dużą swobodę podczas draftu. Wciąż, pozyskanie DE oraz CB jest koniecznością, ale nikogo nie zdziwi, jeśli Saints sięgną po ofensywę, czy chociażby po safety. Najpewniej nikogo nie zdziwią, tak jak zapowiada Sean Payton, ale aż się nie zakończy draft, nie można być pewnym.
I skoro o drafcie, nie można nie poruszyć najgorętszej kwestii offseason – wymiany Brandina Cooksa. Ta wymiana jest dobra, wbrew niezadowoleniu jakie się ukazało tuż po niej. Ofensywa sobie poradzi, zawsze sobie radziła. Nieważne kto odchodził – Sproles, Robert Meachem, Jimmy Graham, Pierre Thomas – atak zawsze był najwyższych lotów (w przenośni, jak i dosłownie). Przede wszystkim wymiana ta została dokonana w odpowiednim momencie. Ta klasa draftu jest pełna klasowych DE oraz CB, ale nie tylko, gdyż również jest w niej wielu biegaczy z Leonardem Fournette na czele. Nie trzeba wspominać jakie są trzy największe dziury Saints. Dzięki wymianie zespół ma aż 5 wyborów w pierwszych trzech rundach, w tym dwa pierwszorundowe. Spokojnie z nimi mogą załatać dziury i poważnie się wzmocnić.
Mając to wszystko na uwadze, to offseason wciąż jest dziełem nieskończonym. Brakuje w nim kropki nad i. Wielce prawdopodobne, iż będzie nią draft, niemniej wciąż w powietrzu wisi widmo kolejnej wymiany z Patriots i pozyskanie Malcolma Butlera, bądź zatrudnienie Adriana Petersona. Czy cokolwiek z tego będzie miało miejsce? Czas pokaże. Póki co Saints zrobili wystarczająco, by fani byli zadowoleni z tegorocznego offseason.
Szczegółowy raport z Free Agency w wykonaniu Saints znajdziecie tutaj -> LINK.
Geaux Saints!


